W związku ze śmiercią trzech żołnierzy Donald Tusk pojechał do Afganistanu, żeby spotkać się z polskimi żołnierzami.
W trakcie spotkania przedstawiono Tuskowi:
-poważne problemy ze sprzętem - brak odpornych na miny transporterów opancerzonych Rosomak, których organizujący afgańską wyprawę Minister Szczygło przysłał za mało.
-kolejne poważne problemy ze sprzętem czyli brak sprawnych noktowizorów, dzięki którym mogliby widzieć atakujących przeciwników po zmierzchu.
-problemy z syndromem Nangar-Khel - żołnierze boją się strzelać do przeciwników bo mogliby trafić przed prokuratora.
-problemy z procedurami - skomplikowane procedury przetargowe, które utrudniają pomoc Afgańczykom, do czego dochodzą niedostatki finansowe.
W odpowiedzi MON zapowiada, że szybko kupi 20 kolejnych Rosomaków. Nie rozwiąże to całkowicie problemu, ale zmniejszy obecne ryzyko. Tusk zapowiedział też, że wzmocni ochronę kontrwywiadowczą polskiego kontyngentu (problemem są ślimaczące się przekształcenia polskich służb wywiadowczych). Stwierdził też, że konieczne jest wprowadzenie nadzwyczajnych przepisów dla polskich kontyngentów. Bo nie mogą tu działać zwykle procedury przetargowe, gdy w grę wchodzi ludzie życie. Zatem to dowódcy będą decydowali, jak i kiedy wydawać pieniądze, aby zwiększyć bezpieczeństwo żołnierzy.
A na to wszystko minister Kownacki: "Śmieszy mnie premier lecący do Afganistanu, żeby sfotografować się w kamizelce kuloodpornej i zdobyć parę punktów PR-owskich".
I oczywiście Karol Karski z PiS: ”To była bardzo kosztowna konferencja prasowa".
Komentarze
Pokaż komentarze (29)