Blog
tyłem naprzód
Mariam
0 obserwujących 14 notek 53030 odsłon
Mariam, 6 grudnia 2012 r.

DLACZEGO POTRZEBUJEMY WOLNOŚCI SŁOWA W SIECI

 

“ Prawda jest mową nienawiści dla tych, co mają coś do ukrycia”

W swej krucjacie przeciwko “mowie nienawiści” regulatorzy pragną poddać wszystkich użytkowników Internetu systemowi rodzicielskiej kontroli
/Sandy Starr/

Pęd do znalezienia nowej legislacji, zabraniającej mowy nienawiści w Internecie, stał się ogólnoeuropejskim projektem. „Deklaracja Brukselska” wydana przez Organizację Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OSCE), która stworzona została z materiałów Konferencji ds. Tolerancji oraz Walki z Rasizmem, Ksenofobią i Dyskryminacją - w której uczestniczyłam w Brukseli we wrześniu 2004 - zobowiązuje państwa członkowskie OSCE do „zwalczania przestępstw nienawiści, które mogą być napędzane przez rasistowską, ksenofobiczną i antysemicką propagandę w mediach i w Internecie”.

Przewodniczący znaczącej Europejskiej Sieci Przeciwko Rasizmowi (ENAR), skupiającej organizacje pozarządowe, argumentował na tejże samej konferencji brukselskiej, że „każdy skuteczny instrument prawny służący do zwalczania rasizmu powinien uznawać za niezgodne z prawem „podburzanie do przemocy na tle rasowym i nienawiści”, „zniewagę publiczną na tle rasowym”, „akceptowanie zbrodni ludobójstwa, zbrodni przeciwko ludzkości i zbrodni wojennych”, „zaprzeczanie lub banalizowanie Holocaustu”, „publiczne rozpowszechnianie  rasistowskich lub ksenofobicznych materiałów” oraz „kierowanie, popieranie albo uczestnictwo w działalności rasistowskiej lub ksenofobicznej grupy”. Ponadto także „rasistowskie motywacje w zwykłych przestępstwach należy uznawać za okoliczność obciążającą” – jak to jest obecnie w prawie brytyjskim.

Ponieważ pogląd, iż mowa nienawiści stanowi narastający problemem, wymagający oficjalnej regulacji i cenzury, zyskał w Europie na znaczeniu, nie dziwi fakt, że Internet znalazł się w szczególnym centrum zainteresowania i troski. Internet bowiem rzuca wyzwanie starszym formom regulacji prawnych i czyni bezsensownymi granice między jurysdykcjami. Pojawiły się nawoływania pod adresem władz, aby pozamykać portale takie, jak Redwatch i Noncewatch – obydwa powiązane z faszystowskimi organizacjami Combat 18, które zamieszczają czarne listy podejrzanych marksistów i poszczególnych pedofili. Bardziej humorystyczne stronki jak HatHawick (obecnie zamknięta), która składała się głównie z dobitnych inwektyw pod adresem szkockiego miasta Hawick i jego kibiców rugby – również znalazły się pod obstrzałem za szerzenie nienawiści (co zakrawa na ironię, zważywszy, że jedną z rzeczy, za którą mieszkańcy Hawick byli obwiniani, był ich rzekomy rasizm).

Jednakże co ma oznaczać zamiar zakazania mowy nienawiści w Internecie? Ta dyskusja ma kłopotliwe implikacje, zarówno dla przyszłości Internetu, jak i szerszego, bardziej zasadniczego podejścia społecznego do kwestii wolności mowy.

Regulowanie mowy nienawiści w Internecie

Internet ustawicznie postrzegany jest, jako miejsce nieuregulowanej i nie do uregulowania anarchii. Ale to wrażenie staje się coraz mniej dokładne, w miarę jak rządy zmierzają do monitorowania i kontrolowania naszych aktywności w sieci.

Inicjatywy walki z mową nienawiści online grożą zneutralizowaniem i stłumieniem najbardziej postępowego atrybutu Internetu, jakim jest fakt, że wszędzie, każdy, kto posiada komputer i podłączenie do netu, może się w nim swobodnie wypowiadać. W Wielkiej Brytanii regulator internetowy – Internet Watch Foundation radzi: „Jeśli widzisz w necie zawartość rasistowską”, wówczas „IWF i policja nawiążą współpracę z usługodawcami serwera hostującego, aby usunąć zawartość tak szybko, jak to możliwe”.

Przesłanki te wyraźnie sprzyjają cenzurze - IWF dodaje: „Jeśli nie masz pewności co do tego, czy zawartość jest legalna, czy nie, bezpieczniej będzie ją jednak zgłosić”. Więc nie dość, że same władze coraz bardziej przeczesują i cenzorują zawartość internetową, której nie aprobują, to jeszcze namawiają do współpracy w tym procederze owe wrażliwe duszyczki, które bywają najłatwiej nią obrażane i które otrzymują prawo veta w sprawie tego, z czego reszta z nas może korzystać w sieci.

Protokół Dodatkowy Komisji Europejskiej do Konwencji o Cyberprzestępczości (Additional Protocol to the Convention on Cybercrime), który dąży do zakazania „materiału rasistowskiego i ksenofobicznego” w Internecie, definiuje taki materiał jako „jakikolwiek materiał pisemny, obrazki i inne reprezentacje idei i teorii, które doradzają, promują lub wzniecają nienawiść, dyskryminację lub gwałt, przeciwko jakiejkolwiek jednostce lub grupie jednostek, w oparciu o rasę, kolor, pochodzenie, narodowość , grupę etniczną, jak również religię, jeśli jest użyta, jako pretekst dla któregokolwiek z tych czynników”. Czy możemy oczekiwać, że internetowe wersje Biblii i Koranu będą pierwszą rzeczą, która zniknie pod takim reżimem? Z całą pewnością istnieje niezliczona ilość dzieł artystycznych i dokumentalnych, które mogą podpaść pod taką wszechogarniającą regulację.

Opublikowano: 06.12.2012 09:41.
Autor: Mariam
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • Korzenie UE https://pracownia4.wordpress.com/2016/06/14/nazistowskie-korzenie-ue/
  • @ROBAKKS Dzięki Robakksie za odpowiedź, chociaż pytanie I czy zwierzęta na pewno nie mają...
  • @ROBAKKS I czy zwierzęta na pewno nie mają świadomości?

Tematy w dziale