7 obserwujących
14 notek
70k odsłon
  2362   0

DLACZEGO POTRZEBUJEMY WOLNOŚCI SŁOWA W SIECI

Zgodnie z powszechnie deklarowanym celem regulacji mowy nienawiści, jakim jest uniknięcie faszyzmu, dodatkowy protokół usiłuje również zakazać „negowania, całkowitego pomniejszania, aprobaty lub usprawiedliwiania ludobójstwa bądź zbrodni przeciwko ludzkości”. Według Komisji Europejskiej, "projektodawcy tych sankcji uważali za konieczne, aby nie ograniczać ich zakresu jedynie do zbrodni popełnionych przez nazistów w czasie II wojny światowej i uznanych jako takie przez Trybunał Norymberski, ale włączyć również zbrodnie ludobójstwa i zbrodnie przeciw ludzkości, ustalone przez inne międzynarodowe sądy, powołane do życia po 1945 r. przez odnośne międzynarodowe instytucje prawne".

Jest to przykład, w którym orędownicy regulacji, w kwestii mowy nienawiści, chociaż ostentacyjnie wystrzegają się spektrum totalitaryzmu, to jednak sami jednocześnie działają w niepokojąco autorytarny sposób. Zaprzeczanie Holocaustowi jest jedną rzeczą - zaś debata o skali i przyczynach późniejszych zbrodni, takich jak te w Sudanie czy byłej Jugosławii, oraz czy właściwym jest opisywanie takich konfliktów w kategoriach ludobójstwa, jest zupełnie inną rzeczą i trwa na ten temat nieustanna i usprawiedliwiona debata. Jednakże władze europejskie zyskują nowe uprawnienia, które upoważnią je do narzucenia nam swoich definitywnych interpretacji historii współczesnej, którą będziemy zmuszani zaakceptować, pod groźbą postępowania sądowego.

Ograniczenia swobody wypowiedzi, zawarte w Dodatkowym Protokole, mogłyby być jeszcze bardziej dotkliwe, niż są. Oczywiście „komisja zajmująca się projektem konwencji, omawiała możliwość włączenia innych, powiązanych przestępstw”, jednakże „nie była w stanie osiągnąć zgody co do kryminalizacji tych zachowań". Ciągle jednak Protokół Dodatkowy w swej obecnej formie jest znacznym ograniczeniem wolności wypowiedzi i obciążeniem dla procesu przeciwstawiania się bigoteryjnym opiniom w otwartej debacie.

Jak zauważa jeden z bardziej ciętych krytyków Dodatkowego Protokołu: „Dowiedziono naukowo, że kryminalizacja niektórych form wypowiedzi nie wyklucza eliminacji sentymentu, który się pod nimi kryje. To naprawdę powszechnie dostępna wiedza
,widziałem to nawet wydrukowane na pudełku zapałek ”. Dowód prawdopodobnie na to, że nie można wierzyć we wszystko, co się czyta w barze. Idea, że cenzura naprowadza ludzi, aby mówili i działali w jedynie słuszny sposób, jest wysoce wątpliwym i dyskusyjnym pomysłem. Natomiast to, co jest oczywistą prawdą to fakt, że gdy raz wolność słowa zostanie ograniczona, to przestaje być wolnością.

Gdy juz raz wolność słowa zostanie ograniczona, przestaje być wolnością.

Ci, którzy argumentują na rzecz regulacji mowy nienawiści, często twierdzą, że popierają zasadę wolności słowa, ale że musi istnieć pewnego rodzaju rozróżnienie pomiędzy obroną wolnej mowy, tradycyjnie rozumianej, a przyzwoleniem na wyrażanie nienawistnych idei. Więc kiedy poprzedni sekretarz stanu David Blunkett zaproponował wprowadzenie przestępstwa wzniecania nienawiści religijnej do brytyjskiego prawa, upierał się, że „prawa ludzi do roztrząsania kwestii religijnych i prozelityzmu byłyby zabezpieczone, ale nie możemy pozwolić ludziom na wykorzystywanie różnic religijnych dla wzbudzania nienawiści”.

Dzielenie zasad wolności słowa w taki sposób, aby te szczególnie odrażające idee jakoś zdyskwalifikować i wyrugować przez zabezpieczenia, jest pokrętną i podejrzaną metodą. W końcu nie jest tak, że wolna mowa zawiera w sobie jakąś recepturę odnośnie tego, z czego się ma składać treść takowej mowy. Każda taka receptura byłoby sprzeczna z zasadniczym znaczeniem słowa „wolny”.

Protokół dodatkowy Komisji Europejskiej do Konwencji o Cyberprzestępczości odwołuje się do „potrzeby zapewnienia właściwej równowagi pomiędzy wolnością ekspresji, a skutecznym zwalczaniem poczynań o charakterze rasistowskim i ksenofobicznym”. Kiedy właśnie punktem spornym jest ta kwestia „równowagi”. 
Dopóki nie jesteśmy wolni, aby powiedzieć to, co myślimy, doświadczać i wyrażać jakiekolwiek emocje, jakie nam sie podoba (włączając nienawiść) i aby nienawidzić kogokolwiek chcemy, to jak można w ogóle być wolnym?!

Zgodnie z tradycją europejskich praw człowieka, prawa częstokroć muszą być równoważone jedne z drugimi oraz z wynikającymi z nich obowiązkami. Nawet najbardziej prominentni obrońcy praw człowieka zgadzają się co do tego, że może to być ćwiczenie najeżone trickami. Na spotkaniu odnośnie wolności słowa i Internetu, zorganizowanym przez UNESCO w paryskiej siedzibie w roku 2005, znalazłam się wśród przemawiających, razem z prawnikiem, sędzią i wziętym teoretykiem praw człowieka, Geoffrey’em Robertsonem. Zwróciłam się do niego z kwestią, że wyjątki odnośnie wolności ekspresji, które proponował w przypadkach podżegania do nienawiści rasowej lub ludobójstwa, sprowadzałyby się do nieuzasadnionych i niemożliwych do obrony ograniczeń co do wolności słowa. „Legislacja dotycząca praw człowieka jest chora” - odpowiedział ponuro.

Jednakże amerykański model konstytucyjny jest mniej niejasny, co do potrzeby bezkompromisowego podtrzymywania pewnych wolności, między innymi wolności mowy. Fakt, że poziom wolności słowa, którym się cieszymy w Internecie w ostatniej dekadzie, bardziej dostosowywał się - przynajmniej początkowo - do amerykańskich niż europejskich standardów, stał się dla niektórych powodem do rozpaczy. Na przykład komentator technologii Bill Thompson dyskredytuje “USA, gdzie każda sensowna dyskusja jest paraliżowana przez konstytucję i ciągłe korowody, by ustalać ilu Ojców Założycieli może się zmieścić w główce od szpilki” i gdzie „decydują oni o działaniu swej części netu według zasad, które zostały ustalone 250 lat wcześniej przez zgraję zbuntowanych kupców i zrewoltowanych właścicieli niewolników”.

Lubię to! Skomentuj39 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale