Wśród olbrzymiej ilości artykułów i komentarzy, po ostatnim unijnym szczycie, w których to omówiono i skomentowano prawie każdy, nawet najdrobniejszy szczegół ostatnich wydarzeń, zabrakło mi jednego spostrzeżenia.
Bardzo często używane były argumenty o poczuciu (a właściwie, w naszym przypadku o braku poczucia) europejskiej wspólnotowości, o tym, że należy rezygnować z narodowego egoizmu w imię europejskiej solidarności i inne temu podobne opinie, sprawiające, że my Polacy mogliśmy się czuć w ostatnich dniach bardzo niekomfortowo. W końcu, nikt nie lubi być samolubem, sobkiem, egoistą i kimś wyłączonym z towarzystwa. Doszło nawet do tego, że ta niedobra Merkel, która tylko udaje, że nas lubi, zaproponowała całej ferajnie, żeby się już dalej bawili bez nas. W dodatku niektórzy „wybitni” dziennikarze, piszący do jedynej słusznej gazety, odkryli zupełnie karty, próbując dowieść, że nie istnieje coś takiego jak interes narodowy, a w każdym razie jest to w dzisiejszej Europie jakiś anachronizm (przyznam szczerze, że z zażenowaniem słuchałem tego, co pan Gadomski wygadywał w tok.fm – subiektyw z 21.06.2007).
Przy dużej dawce naiwności i przy maksimum dobrej woli, wszystkie te wypowiedzi, można byłoby uznać za szczere i rzeczywiście uwierzyć, że na naszych oczach spełniają się utopijne wizje Platona i Morusa. Może nawet, miałoby się ochotę uwierzyć w silną, solidarną, sprawiedliwą, wspólną Europę, gdzie nie będzie już podziału na Żyda, Greka, Niemca czy Polaka.
Niestety, to jeszcze nie jest Królestwo Niebieskie, a nawet namiastka tegoż.
Jest za to pewien problem. To jest właśnie to, czego mi zabrakło podczas setek przeczytanych w ostatnich dniach komentarzy. Nikt mianowicie nie napisał, że nie da się zbudować wspólnej Europy bez zaufania sobie nawzajem.
A na czym my Polacy mamy budować to zaufanie?
Jak mamy kierować się altruizmem i poświęcić nasz narodowy interes (o przepraszam, narodowy egoizm), po to żeby budować wspólną Europę, skoro mamy dużo więcej powodów do nieufności i ostrożności niż do otwartości i wiary w naszych europejskich przyjaciół?
Nie mam tu bynajmniej na myśli (co próbuje nam się często wmówić) jakichś polskich fobii wynikających z drugiej wojny światowej i z powojennej zdrady zachodnich mocarstw, czy też z dawniejszych jeszcze rozbiorowych historii.
Przecież powodów do nieufności mamy aż nadto z ostatnich kilku lat, a nawet miesięcy, i są to powody niebłahe.
Nie chodzi mi tutaj nawet o to, co trudno nazwać inaczej jak oszustwem, czyli wmawianie nam Polakom w momencie podejmowania decyzji o przystąpieniu do UE, że będziemy mieli silną pozycję w Europie (taki przynajmniej był oficjalny przekaz), wynikającą z traktatu w Nicei, mając już gotowy plan znaczącego osłabienia siły Polski zaraz po jej wchłonięciu przez Euromolocha. Nie chodzi mi nawet o "altruistyczną" postawę Niemiec, które pewnie w imię "europejskiej solidarności" nie chciały zrezygnować z jednego głosu na rzecz dziesięciu nowo przyjmowanych do UE państw. Nie chodzi mi nawet o "super altruistyczne" i wcale nie wynikające z obrony narodowych interesów (przecież to pojęcie to anachronizm) zablokowanie przez większość krajów starej unii, rynków pracy dla Polaków. Rozumiem, że właśnie w tak specyficzny sposób rozumie się ogólnoeuropejską solidarność. Nie chodzi mi nawet o to, że wyśmiewane są w UE pomysły zrównania płacy minimalnej tak żeby Polacy, czy Rumuni nie czuli się jak żebracy w Eurosuperpaństwie, a wcale nie są wyśmiewane pomysły podniesienia znacząco akcyzy (na i tak już drogiej) benzynie w Polsce, bo przecież nie może być tak, że Niemcy tracą ponad półtora miliarda Euro rocznie na tym, że ich ciężarówki tankują w polskich stacjach. To wszystko to taka europejska normalność, powinniśmy się już do tego przyzwyczaić.
Jest za to jeden argument, którego nikt chyba nie podniósł w sposób wyraźny, a który moim zdaniem zupełnie wystarcza, żeby obalić wszystkie argumenty euroaltruistów, którzy z taką ochotą mówią, że nie powinniśmy bronić polskiego interesu i w zupełnym zaufaniu rzucić się w objęcia wspaniałej zjednoczonej Europy, w której wszystkie nacje nie chcą niczego innego jak wspólnego dobra, w tym dobra Polski i Polaków przede wszystkim.
Tym argumentem jest niemiecko – rosyjska rura po dnie Bałtyku. Przecież to jest nic innego jak uderzenie w to, co jest polskim „miękkim podbrzuszem”. Zaatakowanie Polski w tak czuły punkt, jakim jest bezpieczeństwo energetyczne można jeszcze wybaczyć Rosjanom, którzy, było nie było, są w jakimś tam stopniu naszymi przeciwnikami, a może lepiej rywalami na arenie międzynarodowej. Ale przecież Rosjanie nie zrobili tego sami, tylko razem z Niemcami, tymi samymi Niemcami, które stroją się w piórka przyjaciela, a nawet adwokata Polski, i mają nam za złe, że tak bardzo próbujemy dbać o własne interesy a nie jesteśmy gotowi do poświęceń w imię wspólnej Europy. Skoro Niemcy tak dbają o dobro Polski, to dlaczego uczestniczą w tak niecnym przedsięwzięciu, które jest czysto polityczne, nie ma nic wspólnego z ekonomią, czy nawet zdrowym rozsądkiem, a jest bezpośrednim uderzeniem w polskie poczucie bezpieczeństwa. Dlaczego nasi europejscy przyjaciele nam to robią? W czyim interesie podpisały pakt z Rosją (który to już w historii), skoro ponoć nie istnieje już we wspólnej Europie pojęcie interesów narodowych? Śmiem wątpić, czy ta rura jest w interesie wspólnej Europy, wiem na pewno, że nie jest w interesie Polski, która ponoć w tej Europie jest.
Ten jeden argument, ta jedna rura, moim zdaniem wystarcza, żeby obnażyć obłudę wszystkich (przynajmniej) niemieckich słów, które w ostatnich dniach tak gęsto padały.
Przy tej jednej rurze blakną wszystkie niemieckie oskarżenia o Polski egoizm narodowy i o brak zrozumienia dla wspólnej europejskiej wizji. To nie jest prawda, ze my Polacy nie rozumiemy, o co w Europie chodzi, myślę, ze rozumiemy aż za dobrze i stąd się biorą nasze problemy.
P.S.
Wątpię też, żeby nie rozumiało tego środowisko "gazety" i SLD z Olejniczakiem na czele, choć prawdę mówiąc przy Olejniczaku, to mam lekkie wątpliwości :) Więc skoro nie chcą bronić polskiego interesu narodowego, to w czyim interesie występują?


Komentarze
Pokaż komentarze