Wczoraj był jeden z najważniejszych dni w życiu Bronisława Komorowskiego, po tylu latach starań, knowań i intryg został wreszcie marszałkiem Sejmu. Tak bardzo chciał zostać tym marszałkiem, że aż biegł, żeby jak najszybciej usiąść w fotelu, zanim jeszcze marszałek senior formalnie ogłosił jego wybór. Zupełnie tak, jakby się bał, że znowu ktoś inny zajmie jego wymarzone miejsce.
W takim dniu, kiedy spełnia się marzenie życia posła Bronisława, kiedy zostaje on jedną z najważniejszych osób w państwie, kiedy wygłasza być może swoje najważniejsze w życiu przemówienie, on je czyta z kartki. Nie, nie pomaga sobie notatkami, nie zerka co jakiś czas, na dyskretnie położoną na pulpicie kartkę z najważniejszymi punktami swojego przemówienia. Bronisław Komorowski bezceremonialnie trzyma pomiętoloną kartkę jakieś 20-30 cm nad pulpitem i brutalnie, linijka po linijce, odczytuje z niej swoje przemówienie. Z tą wymiętoloną kartką w ręce nowo wybrany marszałek wyglądał nie jak profesjonalny polityk, nie jak mąż stanu, ale jak jakiś uczniak, który odczytuje na lekcji swoje z trudem napisane wypracowanie. Pan Komorowski tak często zerkał do tej kartki, że w pewnym momencie zwątpiłem, czy to on sam pisał, to co czytał.
Byle ksiądz na wiosce potrafi się lepiej przygotować i powiedzieć z głowy półgodzinne kazanie do swoich kilkunastu parafian. Pan Komorowski to zawodowy polityk, od wielu lat w polityce bardzo aktywny, mocno się zdziwiłem, jak go zobaczyłem z tą kartką. Mógł ją chociaż położyć na pulpicie, a nie wymachiwać nią na prawo i lewo. Przecież to było prawdopodobnie najważniejsze przemówienie w jego życiu. Patrzyła na niego cała Polska. Raczej nie był zaskoczony, miał dużo czasu żeby się przygotować. Przynajmniej z szacunku do tych, którzy oddali na niego głos, mógłby nauczyć się na pamięć, chociaż niektórych ważniejszych fragmentów.
Próbowałem jakoś to sobie wytłumaczyć. Przyszły mi do głowy tylko trzy wyjaśnienia: albo pan Komorowski ma kłopoty (i to duże) z pamięcią, co niedobrze wróży temu sejmowi, albo jest zbyt leniwy, żeby przygotować się lepiej do tak ważnego wystąpienia, co jeszcze gorzej wróży temu sejmowi, albo rzeczywiście ktoś inny napisał mu to co ma mówić, a to już zupełna tragedia i jak najgorzej wróży temu sejmowi.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)