Znowu miałem pecha i natknąłem się wczoraj wieczorem na końcówkę programu „Teraz my” z medialną gwiazdą ostatnich tygodni, Julią Piterą w roli głównej. Ta pani od pewnego czasu sprawia bardzo niesympatyczne wrażenie, które można porównać do emocji jakie towarzyszą nam podczas sprzeczki ze zmanierowaną sąsiadką, o to kto śmiał przesunąć doniczkę na klatce schodowej. No cóż, osobowość każdy ma taką jaką odziedziczył plus to co sam zdołał wypracować. Nie chcę tutaj nikogo obrażać, ale ta pani zrobiła się ostatnio wyjątkowo „czepialska”. Zdaje się, ze ona tak pojmuję swoją rolę i myśli, że walka z korupcją polega właśnie na czepianiu się przeciwników politycznych i szukania dziury w całym. Lansowanie tej pani przez PO i ustawianie jej w roli twarzy - symbolu walki z korupcją uważam za błąd, bo na jej tle Ziobro i Kamiński wypadają więcej niż korzystnie.
Wczoraj w TVN widziałem wiceministra Piechę, który fachowo i rzeczowo tłumaczył na czym polega procedura wpisywania leków na listę refundowaną i spokojnie odpierał zarzuty. Z drugiej strony pani Julia Pitera Czepialska pokazywała swoją niekompetencję, zupełny brak wiedzy na temat, którego aktualnie się czepiła i do tego jakąś taką dziwną zawziętość, wręcz pasję w tymże czepianiu się. Momentami zachowywała się jak typowa bazarowa przekupka, która nie chce odczepić się od klienta, chociaż wie, że nic już nie wskóra, ale samo gdakanie i czepianie się sprawia jej najwięcej radości. Przyznaje, że ku mojemu zaskoczeniu, obserwowałem jak niezwykle korzystnie wyglądał pan Piecha na tle gdakającej Julii. Punktował ją na każdym kroku i pokazywał jak mało ta pani wie. Właściwie można by rzecz, że wiedza Juli Pitery na temat działania systemu refundowania leków była odwrotnie proporcjonalna do ilości słów, która na ten temat wypowiadała. Na koniec nie mając już żadnego rozsądnego argumenty strzeliła mniej więcej takim tekstem: „Przyzna pan, że za każdym razem jak jest ustalana lista leków refundowanych, to dochodzi do skandalu?” Przecież Piecha cały program wykazywał jej, że nie ma żadnego skandalu, a ta, jak papuga, dalej swoje. Idąc tym torem myślenia można powiedzieć, że za każdym razem jak Tusk i jego koledzy dochodzą do władzy, to rozkradana jest Polska.
Zupełnie fajny wydał mi się za to pomysł żelaznej Julki, żeby przebadać funkcjonariuszy CBA na wariografie. Pomysł doskonały, zawsze uważałem, że jak ktoś ma czyste sumienie, to takich badań nie musi się bać. Wprowadziłbym tylko pewne modyfikacje do tego projektu. Po pierwsze badanie powinno być publiczne, tak żeby każdy obywatel mógł zobaczyć, kto mówi prawdę, a kto podczas badanie wije się jak piskorz i kłamie, co bezlitośnie wychwytuje bezduszna maszyna. Po drugie badaniem powinni być objęci nie tylko funkcjonariusze CBA, ale wszyscy urzędnicy państwowi, od samej góry zaczynając. W końcu dlaczego ma być dyskryminacja i dlaczego tylko nieliczni mają mieć szansę udowodnienia naukowo, że są czyści jak łza? Uważam, że w kraju demokratycznym takim jak Polska, każdy urzędnik państwowy powinien mieć możliwość, ba, nawet obowiązek publicznie i naukowo udowodnić, poprzez poddanie się specjalistycznemu badaniu na wykrywaczu kłamstw, że jest czysty i zawsze mówi prawdę. Na początek, tak żeby pokazać ludziom, że nie ma się czego bać i że ta maszyna nie gryzie, publicznym badaniom powinna się poddać sama pomysłodawczyni, pierwsza dama od walki z korupcją – Julia Wariograf Pitera. W drugiej kolejności, przy wariografie powinna usiąść prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz Waltz, po to żeby pokazać obywatelom, że można przełamać strach przed wykrywaczem kłamstw i że jeśli nawet kiedyś w przeszłości uciekło się przed takim badaniem, to jednak teraz warto pokonać strach, bo naukowo potwierdzona prawdomówność jest dla polityka bezcenna.. Myślę, że niezłym pomysłem byłoby też stworzenie specjalnego kanału Wariograf TV (w skrócie WTV), gdzie na okrągło 24 godziny na dobę, leciała by transmisja z badań na wariografie osób publicznie znanych i szanowanych. Myślę, że oglądalność tego kanału, przynajmniej na początku byłaby spora, a już na pewno hitem mógłby być cotygodniowy program pt. „Wariograf premiera Tuska”. W popołudniowym paśmie lokalnym badani byli by urzędnicy szczebla wojewódzkiego i powiatowego. Dla wygody obywateli w każdym urzędzie też powinien być wykrywacz kłamstw, tak żeby każdy urzędnik mógł bezpośrednio na miejscu udowodnić petentowi, ze go nie okłamuje i że rzeczywiście nie da się szybciej załatwić jego sprawy. Przydałyby się też publiczne budki z wariografami, ogólnie dostępne dla obywateli, gdzie za niewielką opłatą każdy mógłby skorzystać i udowodnić komu tylko chce, np. mąż żonie, że mówi prawdę. Z czasem można by było coraz bardziej upowszechniać wariografy i wprowadzać je pod strzechy, np. poprzez obniżenie podatku VAT przy zakupie wariografu do zastosowań domowych. Myślę, że w ten sposób nasz kraj spełniłby oczekiwania pani sekretarz stanu do walki z korupcją.
Tak już zupełnie na poważnie, to coś mi się wydaje, ze z tą panią toz korupcjąnie powalczymy. Na razie, to się zaczyna robić cyrk. Ciekawe jak to się skończy.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)