Chyba już wszyscy, nawet w redakcji Gazety Wyborczej wiedzą, że wizyta Tuska w Moskwie to wielki błąd. Co prawda nikt z obozu Tuska nie przyzna się do tego, a dworskie media i usłużni dziennikarze dalej będą głosić propagandę sukcesu, to jednak chyba nikt już nie ma wątpliwości, że Tusk po raz kolejny pokazał, że jest nieprzygotowany do rządzenia. Totalna amatorszczyzna, działanie bez głębszego planu, nieprzygotowanie i brak kompetencji wychodzą na każdym kroku. O ile jeszcze w naszym grajdołku wiele rzeczy można przykryć medialną papką, to już za granicą tak się nie da. Zagraniczna prasa nie będzie miała skrupułów ani też (co się wydaje istotniejsze) interesu, aby maskować błędy Tuska, szczególnie prasa rosyjska.
Oczywiście GW relacjonuje na swoim portalu wizytę minuta po minucie, a agorowski tok.fm dzisiaj od rana ustami Lisa i Wołka próbuje urabiać naiwnych, mówiąc że nawet jeśli Tusk nic w Moskwie nie uzyska, to i tak sam fakt, że pojechał, jest jego wielkim osiągnięciem i sukcesem (cytat z pamięci). Czyżby Ci „wybitni” dziennikarze już wiedzieli, że Tusk da plamę?
Pytanie więc, po co w ogóle tam pojechał? Niestety, ale nasuwa mi się tylko jeden powód tej wizyty. Właściwie to jest wciąż jeden i ten sam powód, który pcha miłościwie nam panującego premiera do różnych nieprzemyślanych a często głupich działań. Powodem tym jest oczywiście chęć zyskania na popularności i podbicia swoich notowań.
Tylko czy miłość własna Słońca Kaszub może być wystarczającym usprawiedliwieniem, dla wystawiania interesu naszego kraju na wymierne straty?
Przecież jego miękkość i chęć przypodobania się na zagranicznych salonach, jego ustępstwa i złagodzenie stanowiska, w wielu sprawach, takich jak choćby gazociąg północny, centrum wypędzonych, czy teraz ta wizyta do kraju, gdzie nam okazują pogardę, to są wymierne ustępstwa, za które nic w zamian nie dostaliśmy. Polityka zagraniczna, to nie darmowa garkuchnia, gdzie każdemu można z uśmiechem rozdawać smakołyki, a Tusk to nie Kuroń i inna jest jego rola w polityce.
Tusk powinien wreszcie zrozumieć, że jest on przede wszystkim strażnikiem interesu narodowego, i nie może on kosztem tego interesu kupować swojej popularności. Tym bardziej, że przynosi to efekty dokładnie odwrotne od oczekiwanych. Najlepszym przykładem jest dzisiejsza wizyta w Moskwie. Wizyta nieprzygotowana, mam wrażenie, że robiona na siłę, ale jest. Przecież Tusk musi pokazać, że jest otwarty na wschód i na zachód, że jest przeciwieństwem, zakompleksionego i nie lubianego na zachodzie premiera Kaczyńskiego. Tylko że nie o lubienie tutaj chodzi, co najlepiej widać po efektach jakie osiąga w polityce zagranicznej Tusk, a właściwie po braku efektów.
Dzisiaj rozpoczęta wizyta będzie chyba najtrudniejszym jak dotąd testem dla Donalda Tuska. To nie to co na zachodzie, gdzie przebiegłość i gra interesów przykryta jest grubą warstwą kurtuazji i grzecznościowych uśmiechów. Rosja to inna bajka, a Putin to dużo twardszy gracz niż europejscy przywódcy, a i pewnie podwórka po których biegał, były inne, niż to na którym się wychowywał mały Donek.
Przez ostatnie kilka dni mieliśmy serię artykułów w rosyjskiej prasie, przygotowujących grunt i mających właściwie ustawić naszą delegację. Dzisiejszy incydent z dziennikarzem, co prawda tylko dziennikarzem GW, ale jednak także obywatelem RP i członkiem delegacji, czy też szerszej świty, towarzyszącej naszemu premierowi, można porównać do takich wcześniejszych zachowań Putina jak posadzenie polskiej delegacji w tylnym rzędzie podczas defilady, czy upokarzające czekanie Kwaśniewskiego w korytarzach Kremla. Oczywiste jest, że próba wyproszenia z Rosji dziennikarza, który dzień wcześniej dostał rosyjską wizę, była policzkiem wymierzonym nie tylko w uśmiechniętą (w wyuczonym grymasie) twarz premiera, ale też policzkiem jaki dwugłowy orzeł wymierzył naszemu białemu orzełkowi.
Przez te rosyjskie demonstracje i jawne okazywanie nam braku szacunku, wszyscy dostajemy po twarzy i mam wrażenie, że już tylko Donek ciągle przy tym głupkowato się uśmiecha.
Skoro jednak już tam pojechał, to niech chociaż trzyma fason i nie zrobi z siebie idioty, czego jako Polak jednak mu życzę.
Obawiam się niestety, że Tusk jest typem człowieka, który będzie teraz na siłę starał się wywieść z Rosji przynajmniej korzystne wrażenie. Ciekawe tylko jakim kosztem? Niestety obawiam się że wysokim. Jeśli jednak Tusk w Rosji nie przehandluje, za kilka życzliwych gestów Putina, naszych żywotnych narodowych interesów i wywiezie stamtąd choć resztki dumy narodowej i honoru, to rzeczywiście (tu powtórzę za Wołkiem) będzie to jego sukces.


Komentarze
Pokaż komentarze