Wydaje mi się, że jeden szczególik umknął większości komentatorów:
SMSy z PiSu były informacjami na temat, tego co było ostatnio omawiane w mediach i była tam ocena czy ta informacja jest dla partii negatywna, neutralna, czy pozytywna. Całkiem fajny monitoring mediów, dający posłom większą orientację co w danym dniu w mediach się "griluje". Wygodne i sympatyczne, ułatwiające pracę posłom i oszczędzające ich czas. Posłowie przecież nie mogą (a przynajmniej nie powinni) w ciągu dnia zajmować się tylko śledzeniem mediów.
To co robiło PO, a raczej komórka rządowa w URMie, to nie był monitoring mediów, tylko instrukcje dla bałwanów, w jaki sposób mają uprawiać prymitywną partyjną propagandę i kampanię prezydencką Tuska. Były nawet podawane jak na tacy gotowe grepsy, których mają POwscy posłowie używać w mediach. Co śmieszne, Oni rzeczywiście to powtarzali.
Szkoda, że większość komentatorów nie zwróciła uwagi na tą drobną różnicę, że czym innym jest informowanie posłów o tym co aktualnie jest w mediach, a czym innym zdalne sterowanie posłami, co mają w mediach mówić, ale może się czepiam i to rzeczywiście jest tylko szczegół.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)