Życie duże i małe
Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł. - Norwid @ Tylko głupcy nazywają samowolę wolnością. - Tacyt @ Wolność jest zdolnością do samodyscypliny. - Georges Clemenceau
61 obserwujących
302 notki
1521k odsłon
  3466   1

Barbara Krafftówna - dama polskiej sceny - obchodzi 93. urodziny

Barbara Krafftówna (fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta)
Barbara Krafftówna (fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta)
Barbara Krafftówna, aktorka filmowa, teatralna, kabaretowa. Urodziła się 5 grudnia 1928 roku w Warszawie. Występowała w najważniejszych teatrach w wielu miastach Polski kreując ponad 60 dużych ról. Stale współpracowała z teatrem TVP (ponad 30 premier). Wystąpiła w ponad 40 filmach kinowych i telewizyjnych, w serialach i kabaretach. W latach 1982 – 98 przebywała i grała w USA. Do niedawna występowała w Teatrze Dramatycznym w sztukach "Alicja. Po drugiej stronie lustra" oraz w "Peer Gynt".

Milionom Polaków artystka kojarzy się z tym, co najlepsze w historii polskiego kabaretu i polskiej telewizji. Współpracowała przez wiele lat z dwoma najlepszymi kabaretami: z „Kabaretem starszych panów” oraz „Pod Egidą”. Ten pierwszy był miejscem wymarzonym dla Barbary Krafftówny. Talent artystki w dziedzinie pastiszu i stylizacji, jej komediowość zmieszana z liryzmem i ciepłem świetnie trafiały w oryginalną stylistykę kabaretu Wasowskiego i Przybory. Wiele wyśpiewanych przez nią przebojów weszło do użytku w rozmowach Polaków, jako odzywka, czy puenta w różnych sytuacjach. Wszak nierzadko zdarza nam się nucić: "W czasie deszczu dzieci się nudzą", "Przeklnę cię..." – w duecie z Bogdanem Łazuką, "Uśmiechnij się, jutro będzie lepiej", "Zakochałam się w czwartek przypadkiem".

-„Starsi Panowie Dwaj dawali nam sporo swobody. Kiedy pojawiały się kolejne piosenki, Jerzy Wasowski zapraszał nas do fortepianu i mówił: Najpierw posłuchajcie mnie, a potem będziecie mogli fantazjować po swojemu. A nasze wyobraźnie niosły nas daleko. Wasowski przysłuchiwał się tym propozycjom i starał się znaleźć złoty środek.” (Tygodnik Powszechny, 2008).

Współpracowała także przez blisko 8 lat z kabaretem „Pod Egidą”, w którym zasłynęła m.in. “Balladą o ogródkach działkowych".

ODROBINĘ RETROSPEKCJI   

W roku 1943 Krafftówna trafia do podziemnego studia aktorskiego słynnego reżysera i pedagoga Iwona Galla. Na zajęcia bierze ją ze sobą starsza o kilkanaście lat siostra Marysia (Basia z czworga rodzeństwa była jedynym wspólnym dzieckiem rodziców, wdowy i wdowca z dziećmi z pierwszych małżeństw). Bierze ją głównie dlatego, żeby Basia nie zostawała w domu sama. Nasilały się łapanki, rewizje. Zajęcia z aktorstwa odbywały się w prywatnym mieszkaniu reżysera i jego żony, aktorki Haliny Gallowej, położonym w kamienicy dokładnie naprzeciwko gmachu gestapo. Pani Gallowa, żeby zająć czymś Basię, dała jej do zadeklamowania wierszyk. Potem drugi, trudniejszy, i kolejny. Gall był nią zachwycony. Tylko ten jej głos. Słabiutki, w teatrze nie będą słyszeć nawet drugie rzędy.

Próby przerywa powstanie. Miasto zamienia się w pył. To zostaje w człowieku do końca życia. Krafftówna wspomina, jak po wojnie trafiła do Łodzi, prawie nietkniętej przez Niemców. Szła ulicami i nie mogła się nadziwić. Że są domy, firanki w oknach. Kuliła się, miała wrażenie, że to wszystko teatralna dekoracja, która zaraz na nią runie. Mówi, że nawet teraz ma w sobie piętno gruzów.

W 1941 roku śmiercią naturalną zmarł ojciec Barbary. Powstanie przeżyła cała jej pozostała rodzina. Ewakuowali je z mamą i siostrą w okolice Łowicza. Kiedy po wyzwoleniu wróciły do Warszawy, w mieście na gruzach toczyło się życie. Wszyscy szukali bliskich, zostawiając zdjęcia i karteczki z informacjami o sobie w miejscach, gdzie kiedyś stały ich domy.

Na gruzach kamienicy naprzeciwko gestapo kartkę zostawił Iwo Gall. Szukał swoich uczniów. Tak do niego trafiła. Pierwszy rok studiów aktorskich zaliczyła w Krakowie, w Studiu Dramatycznym Iwona Galla. Po zdanych egzaminach przenieśli się ze studiem do Gdyni, do Teatru Wybrzeże.

Jest archiwalne zdjęcie, na którym widać grupę młodych ludzi wysypujących się z ciężarówki. I inne, na którym ta sama grupa pochyla się nad talerzami z zupą. Na czas czyszczenia i remontu prawdziwego teatru za scenę i mieszkanie służył im budynek starego hotelu. Mieli do dyspozycji taras, kuchnię, salę do dansingów. Nie było mebli, spali na słomianych podściółkach, wspólnie gotowali w wielkim kotle, prali, myli podłogi. Byli jednocześnie aktorami, suflerami, inspicjentami. Pierwsza premiera: „Homer i orchidea” Tadeusza Gajcego.

Basia w tym czasie chodzi na lekcje śpiewu i stawiania głosu. Tego, który wszystkie dzieci w Polsce będą kojarzyć z bajek na czarnych, winylowych płytach. Z „Ali Baby i czterdziestu rozbójników”, ze „Śpiącej Królewny”, z „Wyprawy na szklaną górę”. Na razie dzięki lekcjom u profesora Ludwiga głos jej się znacznie wzmacnia, mimo że ona sama pali wtedy jak smok. Opiumowane pall malle, które statkami przypływają do portu w Gdyni. Skończy się na rozedmie płuc. Dziś śmieje się, że płaci za dawne grzechy. Nie pali, mięso je sporadycznie, ćwiczy, nie pije kawy ani herbaty, tylko ciepłą wodę. No i gorącą czekoladę.

Na każdym kroku podkreśla, jak ważnym człowiekiem był dla niej Iwo Gall. Mistrzem, mentorem, osobą, której zawdzięcza swój warsztat i całą edukację. A jednak zostawiła jego teatr…

Zarzeka się, że wcześniej nigdy nie była zakochana. Żadnych młodzieńczych porywów serca. Ta pierwsza miłość przydarzyła jej się w roku 1953 w Warszawie. Podczas pochodu pierwszomajowego. Nazywał się Michał Gazda, był aktorem. W jednym z wywiadów Krafftówna wspomina: -- „1 maja nieśliśmy razem szturmówkę z napisem »Niech żyje 1 maja«, 17 maja Michał oświadczył mi się, a już 1 czerwca odbył się ślub”.

Lubię to! Skomentuj38 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura