Lubię Krzysztofa Rybińskiego. Lubię Go czytać i słuchać, bo zwykle wypowiada się interesująco o sprawach ważnych. Zwykle, bo czasami „przywali” czymś, jak nie przymierzając uczniak. Tak i we wczorajszym wpisie „cóś” mu umknęło”.
„Oceniam, że w wyniku tej decyzji przeciętny emeryt za 40 lat straci kapitał emerytalny w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych... Tych którzy będą skłonni wystąpić jako strona w pozwie zbiorowym przeciw Skarbowi Państwa (rządowi Tuska) i ponieść niewielkie koszty tego procesu… (…Koszty kancelarii prawnej prowadzeni pozwu zbiorowego wynoszą około 100 tysięcy złotych…)”.
Profesor Rybiński zapomniał wspomnieć o kilku rzeczach, które powinni wiedzieć współskładający z nim pozew przeciw rządowi.
Po pierwsze, procesy toczą się długo, więc będzie to rzeczywiście pozew nie przeciw rządowi Tuska , jak profesor zaznacza w swoim poście, a przeciw Skarbowi Państwa. W końcu na jesień będą wybory, więc przed sądem będzie stawać już być może nie rząd Tuska a następny rząd. W związku z tym Pan Profesor albo zakłada, że Tusk te wybory wygra, albo pozew traktuje jako czysto kampanijny gest.
Po drugie podpisujący się pod pozwem „niewielkie koszty tego procesu” poniosą jedynie w sposób bezpośredni. Jest jeszcze druga część kosztów o których Pan profesor nie wspomina. To koszty jakie poniosą w sposób pośredni, a wraz z nimi i wszyscy pozostali, również ci, którzy się do pozwów nie przyłączą. To koszty procesowe ponoszona prze Skarb Państwa.
Po trzecie, „kapitał emerytalny w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych” to szacunek Pana profesora. W zależności od przyjętych założeń, szacunki mogą pokazać stratę lub zysk na zmianach, które forsuje rząd. I zapewne szacunki rządu będą co najmniej równie „wiarygodnie” wyglądały przed sądem jak i obliczenia Pana profesora. Dlaczego? „Siła by tłumaczyć”. Kto zna się nieco na projekcjach ten wie dlaczego. Kto się nie zna, może dać się ponieść wyobraźni. A kto nie ma wyobraźni, ten będzie jedynie ślepo wierzył rządowi lub jego przeciwnikom (tu: profesorowi Rybińskiemu).
Po czwarte, w razie przegranej przez stronę rządową, Skarb Państwa powodowi (TYLKO) wypłaci odszkodowanie? Wypłaci je wszystkim obywatelom? Dopisze do rachunku emerytalnego utracony kapitałjako utracone zyski w wyniku zmiany ustawy przez prawodawcę? A może sąd… nakaże zmianę ustawy? Ale takiej mocy nie ma przecież zwykły sąd a jedynie Trybunał Konstytucyjny !
Aby więc anulować zmiany, jakie ma wprowadzić rządowa OFEustawa, właściwą drogą jest nie pozew zbiorowy a inicjatywa ustawodawcza (czyli jesienne wybory wygrane przez przeciwników PO oraz PSL) lub skarga do Trybunału Konstytucyjnego. O ile przyszły rząd można sobie wyobrazić bez PO o tyle bez PSL już jest to prawie niemożliwe, a to przecież PSL bardziej obstaje za zmianami w OFE.
Czy profesor nie wie o tych wszystkich zastrzeżeniach? Hmmm… wg mnie musi wiedzieć. Chociażby dlatego, że jest profesorem. I menadżerem. Dlaczego więc nie wspomniał o tym w swoim poście? Zapewne dlatego, że nie chciał. A dlaczego nie chciał? (psss… może dlatego, że się zbliżają wybory a Pan profesor współpracuje ostatnio z jedną z partii opozycyjnych; było-nie-było jest wiec stroną w wyborach)
Ps.:
Żeby nie ułatwiać życia ew. krytykom wcale nie popieram rządu. Ale i nie występuję w tej sprawie przeciwko niemu, bo rozumiem przynajmniej część jego argumentów. Tak jak i prof. Balcerowicza oraz prof. Rybińskiego. Ot, kwadratura koła. Lecz ja na szczęście nie muszę podejmować w tej sprawie decyzji, choć sprawa jak najbardziej dotyczy również moich pieniędzy.


Komentarze
Pokaż komentarze (26)