W niedzielę 29 maja na stadionie w Poznaniu odbędzie się mecz Lech Poznań – Korona Kielce. Jednym z punktów spotkania będzie oficjalna prezentacja maskotek klubowych – dwóch koziołków – wraz z prezentacją ich imion. Maskotki oczywiście nawiązują do słynnych koziołków poznańskich trykających się w każde południe na poznańskim ratuszu.
Jak wieść gminna niesie – wybór imion był niespodziewanie trudny i burzliwy. Wśród propozycji po kolei padały kolejno proponowane imiona:
- Rychu – te miało być ukłonem w stronę Prezydenta miasta Poznania – Ryszarda Grobelnego. Z powodu zbytniego kojarzenia Rycha ze Zbychem i Mirem, władze klubu nie dokonały tak ryzykownego wyboru.
- Lech – tak jak nazwa klubu piłkarskiego. Tu na przeszkodzie stanęło jednak kilka powodów. Z jednej strony ktoś mógłby kojarzyć to imię z próbą oddania szacunku byłemu Prezydentowi Polski – na co jak wiadomo poznańscy radni Platformy pozwolić nie mogliby. Z drugiej strony Lech, jak wiadomo, dobry jest tylko zimny. A do takich skojarzeń dopuścić nie mogli z kolei radni z PiSu.
- Matołek – tak jak na imię ma najsłynniejszy polski Koziołek. Podobno już nawet uszyto partię szalików z podobizna koziołka i takim imieniem. Na przeszkodzie jednak stanęła niezwykła nerwowość policji, której wszystko kojarzy się ostatnio z premierą. Nie tylko koźlich imion. Władze klubu z obawy przed masowymi aresztowaniami, które podobno Komenda Miejska już przygotowywała na noc św. Bartłomieja, cała partia szalików została spruta, a z odzyskanej włóczki uszyto ciepłe skarpety dla emerytowanych funkcjonariuszy ORMO i ZOMO.
- Bolek i Lolek – bo to też dobrana para i bracia w dodatku. Niestety, ktoś puścił plotkę, że na mecz ma przybyć znamienity noblista z Gdańska. W takim wypadku imię jednego z koziołków mógłby odebrać jako osobisty afront a władze klubu chciałyby, aby ten dzień minął bez żadnych przykrych incydentów.
- Lolek i Tola – jeśli nie może być Bolek, spróbowano Lolkowi dołożyć siostrę Tolę. Niestety, Lolek ma Tole, ale Tola Lolka nie chce. No i wrócono do punktu wyjścia.
- Jacek i Agatka – tu sprawa nie była taka oczywista. No bo Jacek to jeszcze, A gatki gdzie? Bez gatek się nie da – na stadion przychodzą rodziny z dziećmi –zawetował proboszcz Katedry z prochami królów.
- Bronek i Jarek – tą propozycję zgodnie zgłosili radni rządzący i opozycyjni. Żeby pogodzić wszystkie frakcje. Już się wydawało, że doszło do konsensu, gdy prawie jednocześnie zadzwonili minister Nowak i poseł Brudziński. Pierwszy delikatnie zasugerował, że Prezydent ma dostatecznie zły odbiór społeczny, aby bardziej ryzykować swój wizerunek postacią rogatą, z kopytami i ogonem. Drugi zagroził, że nie pozwoli aby Prezesa kojarzyć ze starym capem. Radni chcąc nie chcąc szybko udali, że taka propozycja w ogóle nie padła.
I w ten sposób polityczna poprawność w duecie z wielką polityką psuła szyki w małym mieście wartym poznania.
A jakie imiona koziołkom wybrano ostatecznie? Cóż, w niedzielę dopiero się dowiemy.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)