Jan Herman Jan Herman
77
BLOG

Siedem zmor ludzkości głównych

Jan Herman Jan Herman Kultura Obserwuj notkę 4

 

Właściwie nie wiem, ile ich jest. Biorę pod pióro pierwsze z brzegu, bo ich wymowa wydaje się ważniejsza, niż perfekcyjny dobór na tę listę.
 
Kariera
 
Ludzkość i Człowieka opanował kult Awansu. W ekonomii rozróżnia się pojęcie wzrostu od rozwoju, w rolnictwie, dietetyce i doktrynach religijnych rozróżnia się karmienie od odżywiania. Na pewno jest jasne dla wszystkich to, co różni Awans od Kariery. Za młodu biłem rekordy tempa wchodzenia na Rysy od Morskiego oka (schroniska). Niech ktoś mi pokaże dziś czas lepszy od 58 minut, zimą, np. 4 grudnia. Czas nominalny, drogowskazowy –  wynosi 4 h 10 min. I kiedy połapałem się, że w ogóle nie wiem, gdzie byłem, choć byłem ze sto razy – zacząłem chodzić wolniej, poza tym polubiłem Orlą Perć i Czerwone Wierchy. Poznałem góry od tej lepszej, nie-wyczynowej strony.
 
Polecam ambitnym, aby poznali biznes, świat turystyczny, teatr, stosunki damsko-męskie i wiele innych przejawów życia – od tej właśnie nie-wyczynowej strony.
 
Enola Gay
 
O paradoksie Enola Gay pisałem już na tym blogu i dostałem straszne cięgi od czytelników. Paradoks ten opisuje taką skłonność naszą, że kiedy widzimy nożownika napadającego na osobę, to uważamy go za wyzutego z człowieczeństwa zbrodniarza, on sam zresztą pokonał jakąś straszliwa barierę w sobie, aby tego dokonać. Łatwiej ma strzelec karabinu, bo działa z daleka. Jeszcze łatwiej ma operator haubicy, bo tylko zniszczenia co najwyżej widzi, a nie ofiary. Zaś pilot zrzucający bombę atomową, mordujący setki tysięcy, wraca do bazy po order. Ktoś mi zarzuca, że metafora do niczego, więc inna oto poniżej.
 
Złodziejaszek-kieszonkowec – to niewątpliwy niecnota. Pracodawca skubiący pracowników – też, ale zarazem jest szanowanym obywatelem, tym bardziej, im więcej ma pracowników. A jeśli włada korporacją, to chwalą go za każdy sukces, a przecież oskubuje wszystkich wkoło miliony razy skuteczniej niż kieszonkowiec!
 
W paradoksie tym chodzi głównie o to, że grzechy, które idą w pojedynkę, są bardziej zauważalne i trafniej oceniane, poza tym bolą nas samych, a ich popełnienie nas samych wyjaławia i niszczy. Ale im bardziej masowy ów grzech, im bardziej się rozlewa – tym bardziej jakaś dziwna ludzka właściwość przeistacza ten Multi-grzech w sukces. W powód do chwały i awansów. Coś tu nie gra.
 
Dziongo-Bongo
 
Jeśli ktoś zaczerpnie garść wysokokalorycznych trocin, zmiesza je z czekoladą i innymi dodatkami, ulepi w estetyczny balonik, opakuje jak trzeba – to pozostaje mu taką kampanię przeprowadzić w mediach, w wyniku której każdy poczuje, iż życie jego bez batonika Dziongo-Bongo smutne jest i puste. Bzdura? Zajrzyjcie do marketów nie w celu zakupu, ale w celu lektury ingredientów, z których składają się towary.
 
Świat zmierza od naturalności ku syntetyczności. Robi się sztuczny, co najlepiej widać tam, gdzie jest duża koncentracja ludzi i urbanizacja. Wszystko co nas otacza przestaje mieć jakikolwiek związek z naturą, stanowi jakieś jej paradoksalne alter-ego. A Człowiek pośród tego albo się gubi i gaśnie, albo sam pragnie stać się sztuczny, metro seksualny, klonowany, wpasowany w jakiś rozpropagowany model życia, model moralny, estetyczny, konsumpcyjny.
 
(wy)zysk
 
Utarło się sądzić, że nasz osobisty i zbiorowy sukces zależy od własnej pracy oraz od zapobiegliwości, przemyślności i smykałki. Utarło się też, że z tej listy tylko smykałka liczy się naprawdę.
 
Pierwsze kroki na drodze ku bogactwu Człowiek stawia zawsze kosztem Eko-zasobów. Zerwie jabłko, ociosa kamień, ustrzeli bizona, postawi tamę na rzece, chatę z bali, zaczerpnie ropę do kanistra. Ale po co ma to wszystko robić w trudzie i znoju, skoro może podporządkować sobie pracę innych, „obcych”? Zatem nastawia się na budowę Imperium, czyli maszynerii, która podporządkowuje mu takich, co to zerwie jabłko, ociosa kamień, ustrzeli bizona, postawi tamę na rzece, chatę z bali, zaczerpnie ropę do kanistra. Wtedy on tylko pilnuje imperium, a inni odpłacają mu się za możliwość działania pod jego skrzydłami. Nie zawsze dobrowolnie. Ale też bywa, że „obcy” upadają pod „opieką” imperatora, albo się zbieszą i wyzwolą. Pozostaje ugniatać „swoich”. I kiedy to ostateczne ugniatanie ma się już ku końcowi, bo „swoi” nie lubią wyzysku, to albo cały smykałkowy układ się wali, albo nagle odkrywamy nowe Eko-zasoby (patrz: odkrycia geograficzne, rewolucje naukowe i techniczne, wielkie wojny i równie wielkie eksploracje). Jeśli to się uda – cykl uruchamia się od nowa.
 
Reklama
 
Wyobraźmy sobie, że ktoś podchodzi do nas i powiada: powiedz mi, którą telewizje oglądasz, następnie daj mi 200 tysięcy złotych, ja w twoim ulubionym programie za twoje pieniądze przekonam cię, żebyś kupił coś ode mnie, po czym ty to kupisz i będziemy kwita”. Kretyn? Nie, geniusz! Dzień w dzień kilka miliardów ludzi kupuje dokładnie to, co sugeruje nam najprzeróżniejsza reklama, za którą to reklamę płacimy my sami w cenie zakupu! Żeby było śmieszniej, dobrze wiemy, że reklama ma z prawdziwą informacją związek żaden, co najwyżej patologiczny. A do tego wszystkiego dopłacają jeszcze prawem kaduka również ci mniej podatni na manipulację, co to kupują towary nie reklamowane, bowiem ceny tych ostatnich są „podciągane” do ogólnego poziomu cen. 30-65% naszych dochodów wydajemy zatem na to, żeby dać się komuś ogłupić. Zaiste, dziwna pasja!
 
Sport
 
W zdrowym ciele zdrowy duch. Umysł lepiej dokrwiony, samopoczucie lepsze, sympatia do ludzi większa, samoocena jak najbardziej, zapał do pracy i dzieł tworzenia. I sława oraz chwała zwycięzcom, a pozostałym szacunek i brawa, boć na zwycięstwo jednego składają się wszak porażki pozostałych.
 
Oczywiście, proszę mnie nie podejrzewać, że mówię o jakichkolwiek rozgrywkach sportowych „na poziomie”, tym bardziej nie mówię o ligach, mistrzostwach czy olimpiadach. Tam o zdrowiu trudno mówić, choć wydolność – owszem, wyśrubowana. O dopingu truł nie będę, skoro Justyna Kowalczyk całkiem legalnie dziennie pochłania 3 razy tyle kalorii, ile przeciętny dorosły wysportowany mężczyzna. O duchu olimpijskim – też litościwie zmilczmy, skoro za kulisami wszelkich zawodów grają jakieś pozasportowe racje, często krwawe, a stadiony i relacjonujące to wszystko media pełne są komercji, a bywa że polityki i nieludzkich praktyk.
 
Sport współcześnie nam dostarczany do domów - to dziś zarówno biznes, jak też przedsięwzięcie polityczne, do tego arena prezentacji „kultury” zwanej masową. Nic z tych rzeczy, które mogłyby się nam ze sportem kojarzyć – tu nie uświadczysz, tylko nadęte zmyłki.
 
Media
 
Zwykło się pojmować media jako znakomite miejsce/forum wymiany informacji oraz komunikatów, a także dysputy o sprawach nas interesujących. Nic bardziej dalekiego od tego, co dziś mamy. Media są polem brutalnego rozgrywania wszelkich wyobrażalnych interesów i temu służą. Istnieją najprzeróżniejsze kodeksy medialne, a nawet wzorce (jak BBC), mamy nawet jakże pożyteczne „Stop chamstwu w Internecie” – jak grochem o ścianę, kierunek zmian jest dokładnie w drugą stronę.
Co najwyżej gadgetami możemy się pozachwycać albo nawet pobawić, bo tych w mediach nigdy nie brakuje: od krzyżówek i konkursów, poprzez encyklopedie, translatory, wyszukiwarki, po sztuczki interaktywne, multimedialność i gry wszelakie.
 
*          *          *
 
Powinienem pewnie lepiej przemyśleć liczbę przypadków, ich kolejność. Piszę jednak tę notkę „z ręki”, na gorąco, po kolejnej fali medialnego „formowania” mnie.
 
Zazębiają się te ludzkie zmory, wzajemnie się podpierają. Ich symbolika – o nią tu chodzi – jest jednoznaczna, jak u Misia Puchatka: im bardziej wolelibyśmy nie wiedzieć, że się zapadamy – tym bardziej nas owo zapadanie się wciąga.
Jan Herman
O mnie Jan Herman

...jaki jestem - nie powiem, ale poczytaj blog... Więcej o mnie znajdziesz w książce Wł. Pawluczuka "Judasz" (autor mnie nie zna, ale trafił w sedno). O czym jest ta książka? O zmaganiu się człowieka z własnym losem, wiecznością, z Panem Bogiem. O miłości, zdradzie, rozpaczy i ukojeniu. Saszka, prosty chłopak z białoruskiej wioski, po rewolucyjnej zawierusze, podczas której doświadczył wszystkiego, wraca w rodzinne strony i próbuje żyć tak jak inni. Ale kiedy spotyka samozwańczego proroka Ilię, staje się jego najwierniejszym uczniem i apostołem... Opowieść o ludzkich głodach - seksualnym i religijnym - o związkach erotyki i polityki, o tłumionej naszej prawdziwej naturze, o nieortodoksyjnej, gnostyckiej i prawosławnej religijności, tajemnicy i manipulacji wreszcie.................................................... UWAGA: ktokolwiek oczekuje, że będę pisał koniecznie o sprawach, które są "na tapecie" i konkurował na tym polu ze znawcami wszystkiego - ten zabłądził. Piszę bowiem dużo, ale o tym najczęściej, co pod skorupą się dzieje, a widać będzie za czas jakiś.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Kultura