Wstaję rano, zupełnie bez powodu, wszak mamy sobotę. I już całkiem bez powodu włączam radio (moją ulubioną „trójeczkę”, panie Sobala Jacku, Pan wie o czym ja mówię!) oraz – bezgłośnie – jeden z 24-godzinnych programów TV.
Im bardziej w nie zaglądam i wsłuchuję się w nie, tym bardziej staję się Kubusiem Puchatkiem! Nawet koszulka mi się skurczyła, a przecież nie od prania!
Media pełne są jak najbardziej prawdziwych wiadomości i komentarzy o tym, jak właśnie w tej chwili upływa życie Ludzkości, w tym moim Rodakom oraz Sąsiadom. Mojego życia, na szczęście, nikt nie relacjonuje.
Na szczęście, bo gdyby za moją biografię codzienną zabrali się medialni fachowcy, Szanowni Państwo dowiedzielibyście się, że:
- wczoraj wyszedłem do pracy wyłącznie w marynarce, mimo że to jeszcze nie wiosna, ale czyni mnie to pionierem w tej dziedzinie, dzięki czemu inni, zakutani w szaliki, zaczną dopuszczać do siebie myśl, iż wiosna w naszym kraju jest całkiem możliwa, i to już niedługo;
- wychodząc z kolejki podmiejskiej, korzystając z zamieszania, puściłem cichego bąka, czym na jakiś czas obniżyłem radykalnie poziom i komfort życia tych, którzy wraz ze mną tłumnie podążyli ku wyjściu ze stacji Warszawa-Ochota, w dodatku ukryłem ten fakt przed opinią publiczną, co nie najlepiej o mnie świadczy, a na pewno dyskwalifikuje mnie w najbliższych wyborach;
- w moim zakładzie pracy, na trawniku, wykonanym niegdyś w znojnym trudzie po to, by cieszyć oko i upajać dusze zielenią – zalega wielki kopiec śniegu zmieszanego z piaskiem, który odkładano tam w ramach odśnieżania dziedzińca, a że taka mieszanka śniegu i piasku zamienia się, jak wiadomo, w lodowiec, jeszcze w maju trawnik będzie w stanie pożałowania godnym, o czym powinienem był donieść Dyrektorowi, ale w niezdrowym odruchu solidarności z pracownikami Działu Technicznego nie uczyniłem tego, co może przynieść nieobliczalne skutki w obszarze lodowców (wiadomo, zagrożenia klimatyczne) i w dziedzinie dyscypliny pracy (a bezrobocie czyha);
- mając do wyboru zakup kilku jabłek lub żelowych słodkich myszek – wybrałem tę drugą możliwość, co jest skandalem i zbrodnią popełnianą na moich dzieciach, które zamiast chłonąć zdrowe witaminy będą hodowały sobie próchnicę i parę innych chorób obniżających poziom rozwoju Kapitału Ludzkiego: rada osiedla powinna niezwłocznie i zdecydowanie zastanowić się, czy moje prawa rodzicielskie mogą nadal pozostawać nieograniczone;
- skoro już wstałem wcześnie rano, to zamiast siadać przed monitorem komputera i bezmyślnie ubijać klawiaturę, mógłby przygotować dzieciom kaszkę mannę, zwłaszcza że żona pojechała znów na jakieś szkolenie (poważnie zaniedbując rodzinę, i to wtedy, kiedy jest najlepszy czas na jej integrowanie);
- czytając przy owocowej herbatce – otrzymane od dzieci na urodziny – bajki z Królestwa Lajlonii Leszka Kołakowskiego, zamiast olśnić się dopiero po 13-tej bajce (jak sugeruje Autor), już przy trzeciej wpadłem na własny pomysł bajkowy, po czym powróciłem do komputera (uzależnienia, uwaga!) i napisałem coś od ręki, przy czym zupełnie uleciał mi drobny szczegół, że Leszkowi Kołakowskiemu nie dorastam do pięt, a media zastanawiają się poważnie, czy nie naruszam jakiegoś kodeksu autorskiego i konwencji rodzinnej (jakiej konwencji, jakiego kodeksu – nie podają);
- nie dość, że dzieci karmię myszkami (dodatkowo dostarczając im nieprawidłowych, nieestetycznych skojarzeń), to sam obżeram się cukierkami zwanymi „pudrowe”, zresztą proceder ten uprawiam od lat, co nie najlepiej odwzorowuje się na moim uśmiechu, który już od dawna nie jest szczery, gdyż pełne otwarcie gęby w moim przypadku może okazać się karalne, a na pewno traumatyczne dla okolicznych dzieci i dam;
- mimo to żyję w należnym mi, względnym dobrobycie, i choć co prawda trudno znaleźć sąsiada gorzej sytuowanego, ale to moja wina, powinienem być zadowolony z tego co mam;
- a teraz wiadomości sportowe (sensacyjny finał biegu za tramwajem), a po nich prognoza pogody, po czym zapraszamy na dreszczowiec „Matuzalema nocne chrapanie”, od lat 16-tu, żółte kółeczko w prawym górnym rogu;
- o godzinie 3.25, po sekretnym (ukryta kamera), , 40 minutowym podglądzie pod kołdrę Matuzalema (czerwony znaczek w rogu ekranu), nadamy z nim wywiad, w którym powie on coś od siebie;
Jako samozwańczy Miś Puchatek patrzę jednak nie na swoją autobiografię, tylko na życie mojego udręczonego kraju oczami redaktorów i wydawców. I nadal nie widzę głębszego sensu, a nawet płytkiego sensu.
Komentarze
Pokaż komentarze