Jan Herman Jan Herman
63
BLOG

O pożytkach z urzędu

Jan Herman Jan Herman Polityka Obserwuj notkę 0

 

Wielu z nas na co dzień myśli sobie o urzędach, że jest to Władza Miękka, w odróżnieniu od służb mundurowo-policyjnych, które widzimy i doświadczamy raczej jako Władzę Twardą. Władza Miękka posługuje się pismami, Władza Twarda stosuje przemoc.
 
OK., tylko czemu Urząd w ogóle ma coś wspólnego z Władzą?
 
Żeby sobie na to pytanie odpowiedzieć „po obywatelsku”, powinniśmy dokonać subiektywnego przeglądu zajęć Urzędu. Otóż Urząd przede wszystkim:
 
  • oświadcza, poświadcza, zaświadcza, oznajmia, ogłasza (jakiś stan rzeczywisty albo formalno-rzeczywisty) – i czyni to w imieniu swoim własnym, czyli na podstawie zgromadzonej dokumentacji;
  • postanawia (ustanawia stan formalno-rzeczywisty), z inicjatywy własnej, na wniosek Obywatela albo na wniosek Państwa – i czyni to w imieniu (w interesie) Obywatela (Społeczności), Państwa albo swoim własnym;
  • rozstrzyga (wskazuje stan formalno-rzeczywisty spośród możliwych wariantów), z inicjatywy Obywatela (Społeczności) i/lub jego Adwersarza– i czyni to w imieniu (w interesie) Obywatela (Społeczności), Państwa albo swoim własnym;
  • inicjuje postępowania lub zbiorowe przedsięwzięcia i czyni to albo z inicjatywy Państwa lub swojej, albo z tzw. Agendy (np. ogólnokrajowy terminarz czynności, alertów, działań);
  • wspiera urzędowo-oficjalnie, (np. inicjatywy „oddolne” albo działania Państwa), dodając wszystkiemu co wspiera powagi urzędowej – i czyni to w imieniu (w interesie) Obywatela (Społeczności), Państwa albo swoim własnym;
  • gromadzi, archiwizuje, dokumentuje – w ramach urzędowych obowiązków narzuconych przez Państwo;
  • cokolwiek innego robi Urząd – robi to „na własny rachunek”;
 
Rozpostarty pomiędzy Obywatela (Społeczności), Państwo (jego konkretne Organy lub „Państwo Ogólne”) albo swoim własnym (parkinsonowsko-biurokratycznym) – Urząd ma dość duże pole manewru co do czynności i co do decyzji, ale jego „samopoczucie” jest podobne samopoczuciu zwierzęcia w ZOO: bywają rozległe przestrzenie, a bywają ciasne kojce, bywa dostatek w poidłach i korytach – a bywa też shortage, bywa że Urząd „ma skrzydła”, widzi z lotu ptaka i swobodnie polatuje pośród meandrów formalno-rzeczywistych – a bywa, że jest pospolitym nielotem.
 
O rozległości przestrzeni urzędowej oraz o zaopatrzeniu poideł i karmników decyduje z jednej strony Obywatel (Społeczności) swoim staraniem i zapobiegliwością, naturalną żywotnością – ale z drugiej strony na to samo chce mieć wpływ (i ma) Państwo, ze swoją skłonnością do totalitaryzmu połączonego z nieodpowiedzialnością.
 
Większość Urzędów – według powszechnego doświadczenia, ale chętnie zapoznam się z jakimś raportem – dryfuje: zabezpieczywszy sobie swoje parkinsonowskie interesy resztę pozostawia Obywatelom (Społecznościom) i Państwu (Organom, Prawodawcom).
 
Spośród powyższej listy tego, co Urząd może, musi i/lub powinien – znakomita większość „dociążona” jest konkretnym interesem (Obywatela, Państwa, Urzędu). Interesu tego Urząd nie musi wyjawiać, a kiedy z którejś ze stron (tu wymienionych) otrzymuje zarzut stronniczości – broni się racjami „obiektywnymi” (czyli – praktycznie – interesem innym niż ten, który mu się zarzuca).
 
Właśnie na tym polega urzędowa Władza, którą po raz pierwszy głośno i jawnie chciano ograniczyć w komunardzkiej, rewolucyjnej Francji.
 
Nie wyszło.
 
Ale wyjść może.
 
Warto skończyć raz na zawsze z fikcją jedności państwowo-obywatelskiej. Statuty urzędów powinny jasno definiować kolejność interesów, które realizują i reprezentują: albo Obywatel, albo Organ „Samorządowy”, albo Organ Państwowy. A jeżeli nie statuty – to każdy dokument powinien mieć wyraźną adnotację : wydano (ogłoszono) w interesie (…).
 
Wtedy Obywatel będzie wiedział, jakich zarządców „na Urzędy” ma wybierać i co im powierzać pośród licznych zadań.
 
 
Jan Herman
O mnie Jan Herman

...jaki jestem - nie powiem, ale poczytaj blog... Więcej o mnie znajdziesz w książce Wł. Pawluczuka "Judasz" (autor mnie nie zna, ale trafił w sedno). O czym jest ta książka? O zmaganiu się człowieka z własnym losem, wiecznością, z Panem Bogiem. O miłości, zdradzie, rozpaczy i ukojeniu. Saszka, prosty chłopak z białoruskiej wioski, po rewolucyjnej zawierusze, podczas której doświadczył wszystkiego, wraca w rodzinne strony i próbuje żyć tak jak inni. Ale kiedy spotyka samozwańczego proroka Ilię, staje się jego najwierniejszym uczniem i apostołem... Opowieść o ludzkich głodach - seksualnym i religijnym - o związkach erotyki i polityki, o tłumionej naszej prawdziwej naturze, o nieortodoksyjnej, gnostyckiej i prawosławnej religijności, tajemnicy i manipulacji wreszcie.................................................... UWAGA: ktokolwiek oczekuje, że będę pisał koniecznie o sprawach, które są "na tapecie" i konkurował na tym polu ze znawcami wszystkiego - ten zabłądził. Piszę bowiem dużo, ale o tym najczęściej, co pod skorupą się dzieje, a widać będzie za czas jakiś.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka