Jan Herman Jan Herman
1024
BLOG

Tfu! Łazarzu: tobie mówię, wstań!

Jan Herman Jan Herman Rozmaitości Obserwuj notkę 6

 

Aby się wypełniły pisma, Łazarz (z tych Łażących) powstał na nowo, choć cichcem był pogrzeban: znalazł oto bowiem Nowy Flesz (czy jakoś tak) i odnowiony zaczął żyć życiem nowo-ekranowym. A nie wszystkim faryzeuszom podobało się to.
Łażącego Łazarza zapamiętałem sobie z dobrych notek i z awantury na tle Palikota. Po czym zniknął z Salonu24, a kamień nie do końca został zasunięty na jego grobowiec, bo jakieś jego lubczasopismo przy okazji się zostało.
Nie wiem, czy w życiu pozasalonowym ŁŁ prowadzi się cnotliwie. Piszą różnie. Wiem, że – jak w pismach stoi – wierzy iż niejeden jest świat dziennikarstwa społecznego, zatem odnalazł sobie inny. I w tym innym świecie jakoś sobie radzi albo nie. Kogo to obchodzi? Niech próbuje. Nikomu nic do tego. Chyba że ktoś będzie statystyki pisał albo się doktoryzował z portali dziennikarstwa zwanego obywatelskim.
Wczoraj (piszę o 2-giej w nocy) przejrzałem twórczość „salonowców”, jak czynię to często, bo dobrze jest czytać teksty na portalu, na którym samemu się pisuje.
Mam zwyczaj (i mam na to liczne dowody) nie wdawania się w „nie zasadnicze” awantury, plotki, intrygi, również salonowe. Stąd rzadko mnie widać przy tematach, gdzie więcej jest emocji i wyobrażeń niż rozumu. Stanowczo zaś walczę z wszelkimi naruszeniami. Na to też mam dowody.
Tekst, który wczoraj przeczytałem na temat przypuszczalnych mocodawców ŁŁ (a tekst ten udawał, że jest tekstem o Nowym Ekranie, i jest kolejnym w tym stylu), spowodował, że poprzez „butonik” ZGŁOŚ NADUŻYCIE napisałem:
Notka "Nowy Ekran czyli transparencja totalna. Wpis kompletny" jest obrzydliwa pod każdym względem.
Teraz jadę do Kościoła, po powrocie napiszę notkę.
Po 30 latach, w środowisku ludzi ceniących wolność i pamiętających ducha protestów, taki tekst! Żywcem z tamtych czasów przeniesiony!
Jan Herman
W drodze do kościoła i podczas tam trwających spraw minęły mi nerwy, więc odpuściłem sobie wojnę łazarzową. W końcu niedziela jest. I wspólnota. I nauczanie. Ale sumienie mnie trąca co i rusz, aż wstałem z łóżka, wymknąłem się od ulubionej żony i oto piszę tę notkę.
Wspomniana w powyższym „zażaleniu-zgłoszeniu” twórczość nie pochodzi (prawie na pewno) od bolszewika, ale jest w bolszewickim stylu. Autor nie analizuje żadnego tekstu Nowego Ekranu, nie analizuje tego portalu pod jakimkolwiek innym względem, a – podpowiadam – mógłby, gdyż ŁŁ nie jest mistrzem naczelnikowania dziennikarstwu, choć jest świetnym autorem.
Twórczość rzeczona zajęła się przypuszczalnymi mocodawcami Łazarza. Oczywiście, juchę mają oni na rękach czerwonych i czają się w chaszczach zamiast ogłaszać całemu światu, kogo właśnie dziś firmują. Wystarczy zajrzeć na tę obfitą notkę, zatkawszy nos uprzednio.
Pytam się miłosiernie: jeśli ktoś ma zeza albo sześć palców u lewej nogi, to przez to staje się mniej wartościowym dziennikarzem? Czy drzewo jest pozbawione swoich przymiotów dlatego, że zasiał je nieprawomyślny (być może) osobnik?
Za mojej młodości powstała obrzydliwa audycja „TU – JEDYNKA”: nie powiem, że jest ona wzorcem dla autora notki o mocodawcach ŁŁ, ale styl – wypisz, wymaluj! I treść. Jest jasne, że dane rejestrowe dotyczące właścicieli i zarządów podmiotów gospodarczych są niemal w całości jawne. Ale nie oznacza to, że można je sobie bezkarnie umieszczać w dowolnym kontekście. Więc ja doradzam autorowi, żeby lepiej zabrał się za mnie: połowę życia spędziłem pod zarządem PRL, więc na pewno coś się na mnie znajdzie, skoro żyję i jestem w miarę zdrowy. I wtedy porozmawiamy.
Łażący Łazarz cieszył się wzięciem na Salonie, którego można mu pozazdrościć. Nie jest jego winą, a raczej zasługą, że ogromadza teraz wokół siebie osoby, które pisują lub pisywały na Salonie24: przynajmniej w ten sposób wie, kto na jego portalu pisuje na starcie. Można powiedzieć: kontroluje swój profil i jakoś nim zarządza.
Wszelkie dane i rozmaite wieści wskazują na to, że NE przetrwa poród. I nawet, jeśli jest z łoża nieprawego – to uszanujmy w nim to, że nie rwie włosów z głowy po rozstaniu się z Salonem, tylko próbuje. Każdy ma prawo próbować.
Jasne: każdy ma też prawo krytykować ŁŁ. Tak jak potrafi.
 
PS:
Nie jestem znajomym ŁŁ, nie zostałem przezeń do niczego upoważniony, niniejsza notka jest reakcją na poziom (smak?) rzeczonej notki, którą czuję się współ-zawstydzony jako ktoś, kto kiedyś sobie wybrał Salon jako miejsce do pisania.
Jan Herman
O mnie Jan Herman

...jaki jestem - nie powiem, ale poczytaj blog... Więcej o mnie znajdziesz w książce Wł. Pawluczuka "Judasz" (autor mnie nie zna, ale trafił w sedno). O czym jest ta książka? O zmaganiu się człowieka z własnym losem, wiecznością, z Panem Bogiem. O miłości, zdradzie, rozpaczy i ukojeniu. Saszka, prosty chłopak z białoruskiej wioski, po rewolucyjnej zawierusze, podczas której doświadczył wszystkiego, wraca w rodzinne strony i próbuje żyć tak jak inni. Ale kiedy spotyka samozwańczego proroka Ilię, staje się jego najwierniejszym uczniem i apostołem... Opowieść o ludzkich głodach - seksualnym i religijnym - o związkach erotyki i polityki, o tłumionej naszej prawdziwej naturze, o nieortodoksyjnej, gnostyckiej i prawosławnej religijności, tajemnicy i manipulacji wreszcie.................................................... UWAGA: ktokolwiek oczekuje, że będę pisał koniecznie o sprawach, które są "na tapecie" i konkurował na tym polu ze znawcami wszystkiego - ten zabłądził. Piszę bowiem dużo, ale o tym najczęściej, co pod skorupą się dzieje, a widać będzie za czas jakiś.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Rozmaitości