Jan Herman Jan Herman
154
BLOG

Pascha na Bajkale

Jan Herman Jan Herman Rozmaitości Obserwuj notkę 0

Nie zadzwoniłem do Konstantina, choć zapraszał do Listwianki. Nie znaczy to, że nie pojechałem.

 

Już popadałem w drzemkę – jeden ze sposobów zabijania nadmiaru wolnego czasu – gdy obudzono mnie brutalnie i posadzono w samochód. Jedziemy do Listwianki.
To taka miejscowość nad Bajkałem, u samego ujścia Angary, która staje się ostatnio odkryciem turystów. Kilkadziesiąt minut od Irkucka.
Pierwsze, co widać, to kamień, który symbolicznie oddziela Angarę od Bajkału. Właściwie jest to potężna skała, ale na powierzchnię wychodzi tylko biała bryłka. Angara jest szarobrudna, umęczona długą podróżą od ujścia, zaś Bajkał – pokryty chrzęszczącym lodem (jest 25 kwietnia, lód jeszcze nie widzi powodu, by się spakować i odejść do jesieni). Mimo to po Bajkale już krążą jakieś kutry, łamiące słaby lód swoim ciężarem.
W Listwiance można czas spędzać na różne sposoby: wypatrywać ładnych kamyków przy brzegu, kontemplować krajobraz wspiąwszy się na wysokie pagóry tuż za wioską, obgryzać z ości wędzone ryby, zwiedzić muzeum Bajkału, gdzie za jedyne 12 złotych ogląda się dwie baraszkujące foki, kilka gatunków ryb naprawdę dużych, kilka też gatunków maleńkich, sprzęt do akwalungu albo nurkowania, wypchane zwierzaki i zasuszone ryby udające żywe.
Ja skosztowałem każdej z tych atrakcji, po czym zacząłem krok po kroku zwiedzać stragany pamiątkarskie.
Ludzie! Tu wszystko ma magiczna moc i jest tak rzadkie, że można dostać to tylko tu, w Listwiance akurat. To żart. Ale prawda jest taka, że wiele z wystawionych towarów bez specjalnej mistyczno-legendarnej zachęty okazałoby się typowym kurortowym badziewiem, jakiego wszędzie pełno. Ale są też perełki, dzieła sztuki „cepeliowskiej”, tylko że ceny tutejsze są co najmniej dwa razy wyższe niż w nieodległym Irkucku. Szkoda portfela.
Listwianka budzi się powoli do roli weekendowego punktu docelowego, takiej jak Kazimierz Dolny w Polsce. Ale jeszcze potrzebuje wkładu, bo tymi kilkoma domami w stylu wczesnej Jałty, rybą, szaszłykami i pamiątkami niewiele zdziała. Szczególnie, że nawet latem trudno tu pływać nie będąc morsem.
A może przesadzam?
Jan Herman
O mnie Jan Herman

...jaki jestem - nie powiem, ale poczytaj blog... Więcej o mnie znajdziesz w książce Wł. Pawluczuka "Judasz" (autor mnie nie zna, ale trafił w sedno). O czym jest ta książka? O zmaganiu się człowieka z własnym losem, wiecznością, z Panem Bogiem. O miłości, zdradzie, rozpaczy i ukojeniu. Saszka, prosty chłopak z białoruskiej wioski, po rewolucyjnej zawierusze, podczas której doświadczył wszystkiego, wraca w rodzinne strony i próbuje żyć tak jak inni. Ale kiedy spotyka samozwańczego proroka Ilię, staje się jego najwierniejszym uczniem i apostołem... Opowieść o ludzkich głodach - seksualnym i religijnym - o związkach erotyki i polityki, o tłumionej naszej prawdziwej naturze, o nieortodoksyjnej, gnostyckiej i prawosławnej religijności, tajemnicy i manipulacji wreszcie.................................................... UWAGA: ktokolwiek oczekuje, że będę pisał koniecznie o sprawach, które są "na tapecie" i konkurował na tym polu ze znawcami wszystkiego - ten zabłądził. Piszę bowiem dużo, ale o tym najczęściej, co pod skorupą się dzieje, a widać będzie za czas jakiś.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości