Grodzisk Mazowiecki, 26 czerwca 2011 r.
Jan Herman
GSM: .....................
e-mail:jan_herman@vp.pl
Policja
Grodzisk Mazowiecki
DONIESIENIE-SKARGA
Przed chwilą odmówiono mi przyjęcia ustnego powiadomienia na posterunku/komendzie Policji w Grodzisku Mazowieckim.
Tą drogą zatem składam skargę na sposób przeprowadzenia interwencji w mieszkaniu, dokonanej przez strażaków (p.poż) oraz policjantów.
W dniu dzisiejszym – mając klucz od mojej żony – około godz. 16-tej pojawiłem się w mieszkaniu przy ul. Szkolnej 6 m. 3., niewątpliwie za zgodą właściciela mieszkania, którego co najwyżej się domyślam (może to być znajomy-znajoma mojej żony). Moja żona jest w pracy, jako pilot wycieczki, za granicą.
Pomiędzy godziną 17.30 a 18.00, leżąc na łóżku w „dużym” pokoju (nie spałem, leżałem), zauważyłem, że ktoś wchodzi na balkon (pierwsze piętro). Wybiegłem pół-nagi na balkon mając zamiar obezwładnić intruza.
Okazało się szybko, że to strażak, który gasi dymiącą (nie płonącą, tylko dymiącą) doniczkę z kwiatami, wywieszoną w typowy sposób na balkonie. Po chwili zauważyłem na trawie pod balkonem kilku strażaków ze sprzętem pożarowym i całkiem liczną gawiedź.
Jako, że jest niedziela po południu, a ja miałem zamiar się relaksować, nie ukrywałem swojego wzburzenia, zwłaszcza że nie stwierdziłem żadnej wcześniejszej próby wejścia do mieszkania lub tzw. „dzwonka”. Nie stwierdziła tego też obecna chwilowo w mieszkaniu córka. Sytuacja wyglądała niepoważnie: dymiący kwietnik mogłem zalać szklanką wody i byłoby po wszystkim. Na balkonie nie było i nie ma żadnych rzeczy łatwopalnych, kwietnik wisiał na metalowej barierce, a balkon jest betonowy. Zagrożenie pożarem – jeśli w ogóle było – było minimalne.
Po wykonaniu swoich czynności strażak opuścił balkon tą samą drogą, którą wszedł. Przyznaję, że nie miałem zamiaru wpuszczać go do mieszkania. Z dołu zaś ktoś – najwidoczniej dowódca grupy – w odpowiedzi na moje nieskrywane wzburzenie sposobem interwencji powiedział, że „ma pan kłopoty, z każdą chwilą większe”.
W tym momencie ktoś zaczął dobijać się do drzwi wejściowych. Nie dzwonił, nie pukał, tylko dobijał się bijąc mocno pięściami w drzwi. Powiedziałem obecnej w domu córce, żeby nie otwierała, bo dość mam gości w domu. Dowódca-strażak powiedział mi (znów z dołu, spod balkonu), że skoro go nie wpuszczam, to on wzywa policję.
Po kilkunastu minutach rzeczywiście pod drzwiami znalazła się policja w sile 3-ch osób, użyto dzwonka do drzwi, czyli normalnego środka powiadamiania, otworzyłem i zapytałem, o co chodzi. Panowie zaczęli mnie w drzwiach pytać, czy u mnie się paliło. Nie, nie paliło się, odpowiedziałem. Powiedziałem też to co wiedzieli, czyli że straż pożarna przyjechała do dymiącej doniczki.
Ku mojemu zdumieniu policjant za każdym razem, kiedy uchylałem drzwi – wstawiał swój żołnierski but między drzwi i próg, uniemożliwiając ich zamknięcie. Przypominało to interwencję w domu u potencjalnego przestępcy (nie wiem: bicie domownika, awantura domowa, podejrzenie imprezy narkotykowej, itp.). Usuwał stopę za każdym razem dopiero po mojej stanowczej prośbie, a na pytanie czemu to robi – nie odpowiadał. Odebrałem to jako gest „władzy”.
Mimo, że ów pierwszy strażak-gasiciel, który był na balkonie, przy mnie stwierdził głośno do dowódcy, że wszystko już jest w porządku – ten uparł się, żeby wejść na balkon i dokonać lustracji.
Nadmieniam, że nie znam przyczyny pojawienia się dymu. Byłem trzeźwy, nie zażywałem narkotyków, nie słuchałem głośnej muzyki, nie miałem słuchawek na uszach, nie byłem niczym specjalnie zaabsorbowany. Dowolny dzwonek do drzwi lub domofonu – usłyszałbym.
Podkreślę jeszcze, że ze względów wielu, w tym religijnych, nie piję, nie narkotyzuję się, nie palę, nie wprowadzam się w żaden sposób w jakikolwiek stan ograniczonej świadomości. Podkreślam to zaś dlatego, że zarówno dowódca strażaków, jak też jeden z policjantów, zapowiadali wciąż, iż mam kłopoty (chodziło im o to, że nie byłem uprzejmy wobec nich), a wychodząc strażak powiedział, że „utrudniałem interwencję” (co jest bzdurą), policjant natomiast, że „sprawę rozstrzygnie niezawistny sąd” (cytat dosłowny, policjant użył sformułowania „niezawistny”).
Wpuściłem do mieszkania najpierw strażaka-dowódcę, ten zaś zlustrował balkon. Następnie – w celu spisania protokołów – wpuściłem jednego z policjantów (chyba dowódcę patrolu) oraz tegoż strażaka-dowódcę. Uczyniłem to głównie dlatego, że nie bacząc na ustawę o ochronie danych osobowych zaczęli obaj wypytywać mnie o szczegóły osobiste, choć prosiłem, by przy kilkunastu zgromadzonych na schodach gapiach zaprzestali tego. Zakładałem, że gdyby nikogo nie było w mieszkaniu, cała interwencja skończyłaby się na ugaszeniu dymiącej doniczki, ewentualnie na późniejszym wezwaniu właściciela mieszkania do podpisania protokołu.
Policjant – z powodów mi niewiadomych – za pomocą tzw. stacji sprawdził moją osobę w jakiejś bazie danych: zapewne sprawdzał, czy nie jestem poszukiwanym przestępcą, bo po ustaleniach polecił rozmówcy „po drugiej stronie radiowej” zanotować „nie samochody, nie rowery, tylko INNE”. Powodu takiej kontroli mi nie wyjaśniono, traktuję ją jako próbę „dania mi do zrozumienia” ew. zastraszenia, bo zapowiadałem skargę na tak nieproporcjonalną, bezsensowną interwencję. Strażak zaś w protokole pisał bzdury: moją żonę wskazał jako „właściciela”, mnie jako „wynajmującego”, choć wcześniej zdążyłem poinformować, że nie zamieszkuję tu, a żona co najwyżej wynajmuje lub ma użyczone to mieszkanie. Odmówiłem podpisania takiego protokołu, podpisała go córka, zamieszkała również w innym miejscu, a nie w tym mieszkaniu.
Podkreślam, że moje wzburzenie okolicznościami całego zdarzenia z każdą chwilą rosło – począwszy od sposobu pojawienia się strażaka na balkonie (miałem prawo przypuszczać, ze to przestępca, zanim go nie zobaczyłem z bliska), aż po „drobne” pomyłki w protokole i sugestie kierowane do mnie, stawiany byłem w coraz mniej kontrolowanym przeze mnie, niekorzystnym położeniu. Mogłem spodziewać się wyjaśnień, tymczasem wyjaśnień domagano się ode mnie, cały czas sugerując, że jestem czemuś winien. Panowie czuli się „panami sytuacji”, nie mieli zamiaru ani przez chwilę postawić się w moim położeniu, a szczytem szyderstwa było tłumaczenie mi przez strażaka definicji pożaru, akurat tu zupełnie nie pasującej.
Nie znam przepisu prawa, który zabrania obywatelowi czuć się wzburzonym, kiedy w niedzielę po południu ktoś mu wskakuje na balkon, a następnie policjant ze strażakiem robią wszystko, by mu wmówić poczucie winy za ich nieproporcjonalną interwencję. A już straszenie mnie sądem i „kłopotami” – uważam za przekroczenie uprawnień i wymuszanie u mnie „szacunku do władzy i służb”. Takiego szacunku mieć nie muszę, zwłaszcza że wielokrotne moje interwencje na policji w ostatnich latach, z telefonu wskazanego powyżej, kończyły się niczym, choć zgłaszałem próby pobicia i kradzieże.
Wobec zapowiedzi obu panów, że „narobią mi kłopotów”, natychmiast po ich odejściu poszedłem na miejscowy posterunek-komendę Policji. Zażądałem:
1. Przebadania na okoliczność alkoholu: wykonano, oczywiście „0,0” promille, mam pokwitowanie oraz widziałem notatkę-wpis do książki sporządzony przez panią dzielnicową;
2. Przebadania na okoliczność środków odurzających: odmówiono, odesłano do szpitala na badanie odpłatne (nie mam pieniędzy, nie wykonałem);
3. Przesłuchania mnie w sprawie skargi na sposób interwencji: odmówiono, odesłano do prokuratora, ale po moim stanowczym żądaniu zapisano w książce u dyżurnego, że „pouczono mnie”;
Nie ukrywam, że moja wizyta na posterunku-komendzie podyktowana była obawą, że zostaną spreparowane przeciwko mnie nieprawdziwe zarzuty, aby uprawdopodobnić, że „utrudniałem” i podobne nieprawdziwości. Najwyraźniej obaj panowie cenią to, że są „władzą”, a nie cenią tego, że ja jestem obywatelem, w dodatku mam prawo czuć się wzburzonym okolicznościami zdarzenia.
Ze względu na to, że nie mam stałego zameldowania ani miejsca zamieszkania – deklaruję raz w tygodniu stawiać się przez jeden miesiąc na posterunek-komendę w celu odebrania odpowiedzi na niniejszą skargę, ewentualnie proszę o kontakt na podaną pocztę elektroniczną lub telefon.
Jan Herman
PS.:
Kilka innych doniczek balkonowych z identyczną zawartością (ziemia plus kwiatki) jest do dyspozycji, można sprawdzić, jak groźny był „pożar” na balkonie.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)