Dziś mamy – jakże rzadki – czas na wyhamowanie. Oddając się rytuałom odwiecznym, krążymy między duchami przodków.
Nie uda mi się jednak uciec od tego, co zajmuje umysł na co dzień.
Wiele razy próbowałem sobie wyobrazić świat pozbawiony dwóch wymiarów: czasu i przestrzeni. Umysł ludzki – zwodzony codzienna materialną rzeczywistością – raczej tego nie potrafi, bo ciągną go w meandry instynkt, intuicja, emocje. Ale komputery, żywiące się wyłącznie wyrafinowaniem – może dadzą sobie kiedyś z tym radę.
Spróbujmy wszystko, co się kiedykolwiek zdarzyło – zmieścić w jednej chwili. Nie tylko wydarzenia ważne, jak koronacja, rewolucja, potop – ale też mrugnięcie powieką albo myśl zrodzoną nie wiadomo skąd.
Spróbujmy też całą wszechświata rozległość zmieścić w jednym punkcie, niby w ziarnku piasku. Wszystko co jest staje się nagle drobiną.
W takiej chwilodrobinie zamknęliśmy sobie wszelki czas i wszelkie miejsca. Teraz za pomocą znanych już technik graficznych oznakować w takiej chwilodrobinie: to co się nie udało – na czerwono, to co wyszło zgrabnie – na zielono, a wszelkie zagrożenia – na żółto.
Na przykład jakiś wieloletni proces, który doprowadził do wojny czy innego kataklizmu – widzimy w naszej chwilodrobinie jak czerwony włos na nienagannym uniformie. Bierzemy pincetę – i cześć, po problemie, Ludzkość ma jedno złe wspomnienie mniej, uczniowie mają kilka stron podręcznika z głowy. Chociaż nie całkiem, bo w to miejsce możemy wstawić inny proces, w zielonym kolorze. Ale uczniowie chętniej nauczą się o sprawach pozytywnych, więc tak czy owak zyskują.
Tam zaś, gdzie występują żółte plamki zagrożeń – skraplamy wrażliwe miejsca odplamiaczem – i Ludzkość żyje w zielonej beztrosce, bez niepotrzebnych alertów.
Chwilodrobina ma jednak w sobie to, co najlepsze: naszych przodków widzimy jak żywych, w dodatku zawsze są blisko.
Pozdrawiam, Mamo…!


Komentarze
Pokaż komentarze (3)