Nie ma w tytule żadnej przesady. Po prostu fakt. Sąd wydając na mnie bzdurny wyrok w nie mniej bzdurnej sprawie wydał de facto prawdziwy wyrok śmierci. Bo jak inaczej to nazwać? Zostałem zaszczuty ponad wszelkie wyobrażenia, jestem kaleką bez możliwości samodzielnego utrzymania się, odcina się mnie od leków bo mnie po prostu na nie nie stać, odwraca się role, przestępcę traktując jak poszkodowanego i uniewinniając stosując argumenty wzięte z nieba, a mówiąc wprost - kłamie.
Postanowiłem szukać pomocy w mediach. Nie lubię rozgłosu ale nie widziałem innego wyjścia. Napisałem maila do jednego programu telewizji publicznej. Dostałem odpowiedź: na razie telewizja regionalna, a jak się spodoba to może ogólnopolska. Zgodziłem się. Przyjechała ekipa tv. Dwóch panów. Kamerzysta i osoba która miała przeprowadzać ze mną wywiad. Wszyscy w sądzie i prokuraturze w N.S już wiedzieli, że przyjedzie telewizja. Istny pokaz mody w wykonaniu pań pracujących w biurach.
Wszyscy byli dla mnie wyjątkowo mili. Zrobiono ze mną wywiad w tej samej sali sądowej w której zostałem skazany. Końcowa część programu miała być na żywo. I tu mała prośba do mnie: bym tylko odpowiadał na pytania prowadzącej. Nie ma na nic innego czasu. Takie są realia programu. Oni ze swej strony też nie będą zadawać pytań wymagających długich odpowiedzi. Oczywiście, że do programu zaproszeni też zostaną prawnicy którzy znają sprawę i bezinteresownie mi pomagają. Oczywiście...oczywiście...oczywiście... Absolutna zgoda na moje warunki. Nie było ich za wiele. Tylko takie które gwarantowały w miarę obiektywne przedstawienie sprawy.
Nadszedł dzień emisji. Wybrałem się wieczorem w umówione miejsce, żeby wziąć udział w części na żywo. Na miejscu się okazało, że pomagających mi prawników nie będzie, bo coś im wypadło (kłamstwo), ale za to będą inne osoby reprezentujące wymiar sprawiedliwości i które mi pomogą. O.K. Zaczyna się. Światła reflektorów, prowadząca w pogotowiu. Czekam w napięciu. Domyślam się, że właśnie emitują materiał już nagrany. Wreszcie znak: zaczynamy! Prowadząca rozpoczyna wstępną mowę. W miarę mówienia moje zdziwienie przeradza się w pewność, że zostałem wrobiony. "Życzliwi" mi prawnicy okazali się przedstawicielami sądu z którym od lat walczę, a umowa ustna z tv nic nie warta. Na wstępie prowadząca stwierdziła, że co do tego, ze zostałem poszkodowany nie ma wątpliwości ale w sumie na własne życzenie. Sąd przecież tak szedł mi na rękę, a ja nie chciałem skorzystać z pomocy. Odtrąciłem tą pomocną dłoń życzliwego mi sądu. A teraz śmiem mieć jeszcze pretensje. Dalsza część programu dała mi także odpowiedź skąd się wzięło powiedzenie "telewizja kłamie", oraz skąd takie dobre układy między tv, a sądami. Kruk krukowi... Prawnicy zajmowali się na co dzień sprawami karnymi, a o cywilnych mieli nawet mniejsze pojęcie niż ja. Ale byli prawnikami i to raczej takim "autorytetom" daje się wiarę. Wyjaśnili więc spokojnie, z uśmiechem: wszystko moja wina. Jeden z nich był nawet sędzią w tym sądzie. Zajmował się sprawami karnymi. Powiedział na wstępie, że zaznajomił się, z aktami mojej sprawy i ...tu nastąpiła seria zwyczajnych kłamstw. Poza wizją powiedziałem mu oburzony, że jest kłamcą nie sędzią. Tylko bardziej się uśmiechnął. Ale wroga już miałem: na początku roku sąd rejonowy w N.S. skazał kobietę na rok więzienia za oszustwo. Sąd Okręgowy (w osobie tego sędziego) ja uniewinnił otwierając jej drogę do dalszego łupienia mnie w świetle prawa. Przy tym w uzasadnieniu użył argumentów jak zwykle wziętych z nieba. Sędzia nie musi mówić prawdy. Ta jest zarezerwowana dla maluczkich. Zakończył sentencją: od wyroku nie przysługuje odwołanie. Zwróciłem się z prośbą o uzasadnienie. Po dwóch miesiącach je dostałem. W uzasadnieniu te same nonsensy. Pozostaje mi tylko kasacja wyroku. Nie mogę jej osobiście złożyć tylko prawnik ma taką możliwość. Poprosiłem i dostałem prawnika z urzędu. Nie dopatrzył się, czytając uzasadnienie, podstaw do kasacji. Owszem, pod warunkiem, że uzasadnienie jest prawdziwe. A jest kłamstwem. Adwokat z urzędu stwierdził: nie możliwe. Po pierwsze sędzia nigdy nie kłamie, a jak kłamie to patrz punkt pierwszy. Prowadząca na siłę starała się, żebym przyznał się do winy: "...no niech Pan powie...niech Pan powie." Moja sąsiadka, która oglądała program powiedziała oburzona: "Najbardziej mnie wnerwiał ten stary pryk (sędzia). Jak bym mu pi....ła w ten uśmiechnięty i zadowolony ryj to..." Reszta niech pozostanie millczeniem.


Komentarze
Pokaż komentarze