W 1999r.zostałem skazany po absurdalnym procesie. Przez ponad 12 lat walczyłem o sprawiedliwość. Udało mi się doprowadzić do wznowienia procesu. Na pojutrze (28.11.2011r.) mam wyznaczony termin rozprawy. Normalnie powinienem się cieszyć. Normalnie. Lecz nic tu nie jest normalne. Przez te ponad 12 lat przekonałem się, że sprawiedliwość nie jest cnotą sądów i sędziów. Przynajmniej niektórych. Tak więc zamiast się cieszyć jestem pełen obaw. Cały czas zastanawiam się co znowu wymyślą. Tym bardziej, że ludzie którzy mają tej sprawiedliwości pilnować często ją wypaczają. Nie cofną się nawet przed kłamstwem. O czym przekonałem się nieraz na własnej skórze. Rozmawiając ze znajomymi słyszę:
- Musisz tego nienawidzić, tych wszystkich prawników, sędziów i w ogóle...
Nic podobnego. Nie cierpię tylko ludzi, którzy robią sobie jaja z prawa i są bezkarni. Osobiście znam wiele osób związanych zawodowo z prawem i będących porządnymi ludźmi. Dzięki nim jestem w tym miejscu gdzie jestem. I przynajmniej mam nadzieję na sprawiedliwość.
Niepokoi mnie to, że sądy zaczynają ją, przestępcę, wybielać. Na ostatniej sprawie karnej, na której została uniewinniona (z zrzutu oszustwa) usłyszałem niepokojące słowa. Jej obrońcy. Zwrócił się do sędziego mniej więcej tak:
- Musimy coś zrobi aby drugi (cywilny) wyrok pozostał niezmieniony.
Sędzia odpowiedział uspokajająco:
- Coś wymyślimy. Jest czas.
Boję się, by nie wymyślili.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)