Wróciłem właśnie z sądu. Z Nowej Soli.
Moją sprawę sąd stwierdził, że rozpatrzy w pierwszej kolejności. Zaraz niedługo po otwarciu drzwi. Została wyznaczona możliwie najwcześniejsza godzina. Żebym mógł na nią zdążyć musiałbym przyjechać do Nowej Soli dzień wcześniej. Mam jednak w tym mieście siostrę, u której przenocowałem i zdążyłem na poranną rozprawę. Była sędzia, prokurator, ona i ja. Zapytała się sędzia mnie o co wnoszę:
- O nieistnienie ojcostwa!
Kobieta, której zawdzięczam oskarżenie zaskoczyła mnie. Zapytana o co ona wnosi odparła:
- Chcę tylko, żeby to się już wreszcie zakończyło! Poniosłam już karę za krzywoprzysięstwo i oszustwo (nawet nie wiedziała, że została oczyszczona z wszystkich zarzutów. Stwierdzono, że nie kłamała lecz mówiła prawdę inaczej). Przyznałam się już do tego więc czego jeszcze ode mnie chcecie? Mam już dość przyjeżdżania na sprawy w których wałkujecie ciągle to samo. Mam dość i proszę o szybkie zakończenie sprawy. Najlepiej dziś. Wnoszę, żeby ten człowiek nie był już ojcem mojego dziecka. I żeby to się wreszcie zakończyło.
- O co wnosi prokurator?
- Przy całej swojej sympatii dla Pana, niestety nie widzę podstawy do wznowienia procesu.
- A na jakiej podstawie Pan wnosi o nieistnienie ojcostwa?
- Może na tej, że po prostu nie jestem ojcem, a prawdziwy ojciec jest sądowi znany? Może dlatego, że Sąd Okręgowy zalecił wznowienie sprawy dokładnie podając, na kilku stronach maszynopisu, przyczyny dla których jest to wręcz konieczne?
Sędzina udawała, że się zastanawia i kazała jej i mi wyjść na korytarz.
- Sąd wysłuchał stron. Decyzja zapadnie po zastanowieniu.
Po pół minuty zostaliśmy wezwani z powrotem.
- Sąd po długim(!) i wnikliwym zastanowieniu ogłasza co następuje: nie ma żadnych podstaw do wznowienia sprawy.
Jetem teraz rozbity. Tym bardziej iż wiem, że nie mam czasu na następne 12 lat zabiegów o odrobinę sprawiedliwości. Jestem cały rozdygotany i trudno mi logicznie myśleć. Więc będę na dzisiaj kończył, żeby nie napisać czegoś czego będę później żałował. Wiem, że na sądy nie mam co liczyć. Pozostaje już mi tylko internet i liczenie na cud. Dopóki mam jeszcze siłę uderzać w klawiaturę.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)