Któregoś razu Piotrchciał o czymś ze mną porozmawiać. Wieczorem, jak już wszyscy położyli się do łóżek usiadłem do dyskusji ciekawy o czym ta rozmowa ma być.
- Słuchaj - zagaił Piotr - kilka dni temu byłem w biurze. Przy okazji przeglądnąłem podania z naszej celi. Z prośbami o skrócenie kary lub odbycia reszty zasądzonego wyroku w Polsce. Mało bym się zdziwił gdybyś nic nie napisał. Mi także na tym nie zależy więc bym to jeszcze był w stanie zrozumieć: tu jestem kimś, szanują mnie. W Polsce jestem tylko zwykłym mętem i wszyscy traktują mnie co najwyżej jak gówno: lepiej nie tykać. Więc takie postępowanie bym mógł zrozumieć. Ale nie jestem w stanie pojąć tego co robisz ty: napisałeś, żeby Ci wyrok przedłużyli i przyznałeś się z własnej woli do czynów za które można trafić za kraty na dłużej niż kilka miesięcy. Dlaczego?
Zacząłem się wiercić nerwowo. Ledwo mi się tu trochę polepszyło, a jak powiem prawdę, że przez alimentynie mam za co żyć w Polsce to mnie wyśmieją, że jestem taki frajer. Czułem, że pozostali też nie śpią tylko nasłuchują tego co z mówimy. Na szczęście Piotr kontynuował:
- Kilka dni to próbowałem rozkminić i wiesz do czego doszedłem?
- Nie. - powiedziałem niepewnie.
- No, że jesteś tu nie przypadkowo. Nie jestem taki głupi i myślę, że przyszedłeś tu by załatwić z kimś jakieś swoje porachunki, zemścić się czy co. Prawda?
Trochę mi ulżyło: trafił jak kulą w płot. Zaprzeczyłem. Chyba bez przekonania bo mi nie uwierzył. Im bardziej zaprzeczałem to on tym bardziej się utwierdzał w tym co wydedukował.
Dziwnym trafem to całe zdarzenie wyszło mi tylko na zdrowie. Na drugi dzień aż huczało o mnie w więzieniu: że przyszedłem kogoś załatwić kto zalazł mi za skórę. Gdzieś dzwoniło ale nikt nie wiedział gdzie. Wersji było kilka, a każda bardziej fantastyczna. Mi to odpowiadało: lepiej mieć w więzieniu opinię mściciela czy kilera niż alimenciarza. Zaprzeczałem, owszem, ale i tak każdy wolał wersję bardziej romantyczną. A jak się zacząłem "wozić" po więzieniu! Było fajnie tak spacerować, a każdy z respektem się odsuwał i robił wolną drogę. Coraz bardziej mi się tu podobało. C.d.n...


Komentarze
Pokaż komentarze