Przyszła koleżanka. Była niezwykle zafrapowana. Znalazła gdzieś adres jakiejś organizacji zagranicznej, charytatywnej i wiązała z tym wielkie nadzieje. Że jej pomogą. Mając już niejakie doświadczenie w tych sprawach, które opisałem w poprzednich postach: "Ja, oszust!" oraz "Ja, oszust! II" starałem się jej wytłumaczyć jak działają takie organizacje. Ona jednak wiedziała swoje. Mówię więc - pisz jak chcesz. Ostrzegałem.
Napisała. Gdzieś po upływie półtora miesiąca dostała odpowiedź, a właściwie pieniądze. 1500 zł. Gryzło się to strasznie z moimi osobistymi doświadczeniami. Mówiłem: "na początku jest o.k. Zbierają dobre opinie." Mimo tego druga znajoma też napisała. I po jeszcze krótszym czasie też dostała kasę! Nie potrafię już tego wytłumaczyć. Czyżby w innych krajach nie kradli wszystkiego? W głowie się nie mieści!


Komentarze
Pokaż komentarze (8)