Mam niemieckiego kolegę. Czasami zadaje mi pytania, które w naszej rzeczywistości/Matrixie nie przyszłyby mi do głowy. Tak odpowiedzi wydają się oczywiste. Dopiero zadane na głos wydają się absurdalne. I trudno mi na nie odpowiedzieć. Więc tłumaczę jak mogę lub od razu się poddaję i nic nie mówię.
Sprawa już przeze mnie poruszana. Neurolog nie chciała mi dać skierowania na badania. Bo nie.Moja znajoma ma koleżankę. Lekarza ogólnego, która przyjaźni się z ortopedą. Kolega tego ortopedy jest neurologiem w szpitalu, do tego ordynatorem. W taki sposób znalazłem się na oddziale neurologicznym gdzie mnie dość dokładnie przebadano. I wreszcie prawie wiem co mi dolega.
Mój niemiecki kolega, gdy usłyszał w jaki sposób znalazłem się w szpitalu, to się zdziwił i zapytał:
- Nie lepiej było pójść do neurologa po skierowanie?
Jakiś dziwny, czy co?
W Niemczech ludzie ciężko chorzy, dostają leki za darmo. W Polsce już nie. I następne durnowate pytanie:
- Jak ci ciężko chorzy ludzie zarabiają brakujące kwoty?
Naprawdę starałem się odpowiedzieć, żeby nie wyszło, że mamy samych głupków w rządzie. Odezwał się we mnie patriotyzm. Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz!
- Nie jedzą i już mają na lekarstwa! A poza tym mamy problem darmozjadów z głowy.
- Ty Marian żartujesz, prawda?
- Nie, nie żartuję - powiedziałem zirytowany.
- Słyszałem wypowiedź Waszego premiera. Chyba za słabo jeszcze znam Wasz język, bo nic nie zrozumiałem sensu.
W pierwszej chwili chwili chciałem powiedzieć: "To tak jak ja", ale się spytałem:
- A co on takiego powiedział?
- Że da pieniądze na in vitro.
- To chyba dobrze, no nie?
- Tak, dobrze. Ale też powiedział skąd na to pieniądze weźmie.
- No i? - powiedziałem już nieco znudzony tą całą rozmową.
- Że zabierze chorym na cukrzycę.
- No i? - powtórzyłem.
- Jak to no i, Marian! - powiedział oburzony - Ciebie to nie dziwi?
Mówiąc szczerze bardziej mnie dziwiło to jego zdziwienie niż wypowiedź naszego kochanego premiera. Przecież ma poparcie w całym narodzie. Coś koło 1000% jeśli się nie mylę. A Niemiec oburzony dalej swoje:
- Przecież oni bez tych pieniędzy poumierają! - prawie mi wykrzyczał. Odpowiedziałem:
- No i?
- To bez sensu!
- I tu się kolego mylisz! Sensu jest więcej niż sądzisz.
- Jak to?
- A tak to. Po pierwsze likwiduje się obciążający Państwo balast, taki jak ci wstrętni cukrzycy, po drugie zwiększa się ilość dzieci. W końcu ktoś w przyszłości musi pracować na rząd.
Patrzył na mnie nie wiedząc czy ja tak na poważnie.
- Ty się Marian po prostu boisz mówić prawdę. Że Cię podsłuchają.
Tym to już mnie naprawdę rozbroił. I chyba każdy Polak przyzna mi rację. Można na każdego mówić ile się żywnie podoba. Byle tylko nie ośmieszać. Chociaż czasami naprawdę trudno. Weźmy chociażby sądy. Z jednej strony można bez ograniczeń publikować wyroki sądowe, ale nie można ośmieszać sędziów. Czy jest to w ogóle możliwe?
Ale o swoich wątpliwościach nawet nie wspomniałem Niemcowi. Jeszcze by się o coś zapytał i co wtedy?


Komentarze
Pokaż komentarze