Mam schorzenie układu krążenia. To moja podstawowa dolegliwość. Dostałem dofinansowanie na turnus rehabilitacyjny. Turnus miał być w maju. Chyba już nie pojadę, ze względów całkowicie dla mnie niezrozumiałych.
Rozumiem, absurdy. Nasz kraj z nich słynie. Ale na miłość Boską! Czy tak trudno przewidzieć skutki tego, że groźnemu wariatowi da się do ręki brzytwę? Trup jakiś będzie na 100%. Pytanie brzmi: kiedy?
Lekarz na skierowaniu mi zaznaczyła „dysfunkcja narządu ruchu”.
Prosiłem by tego w skierowaniu nie wpisywała. Tym bardziej, że na orzeczeniu pisze jak byk „schorzenie układu krążenia”. I symbol.
Lekarz mi powiedziała, że kłamać nie będzie. A ja na to, że nie skłamie. Przecież mam naprawdę schorzenie układu krążenia. Odpowiedziała mi, że ja to wiem i ona to wie. Ale kłamać nie będzie. Skierowania nie dała.
Moja dziewczyna miała być opiekunem na tym turnusie rehabilitacyjnym. Moim i swojego syna, Darka. Teraz może pojechać tylko z nim, albo wcale. Jeśli pojedzie, sam sobie rady nie dam. Jeśli nie pojedzie, to będzie poszkodowane dziecko.
Krótko mówiąc: symbole mojej choroby nie zgadzają się z tym co pisze lekarz. Jak mi to szczerze powiedziała "ona się nie zna na symbolach"!!!
Czasami to się chce aż wyć na głupotę co niektórych. Kuźwa!, kuźwa!, kuźwa!


Komentarze
Pokaż komentarze (6)