To, co w dniu dzisiejszym trapi wielu, czyli wszechmocny wzrost gospodarczy, ograniczanie emisji gazów cieplarnianych, i.t.p., wbrew woli wielu nie zmieni naszej planety w krainę mlekiem i miodem płynącej. Problem naszych czasów leży, bowiem zupełnie gdzie indziej. Można go symbolicznie zdefiniować jako „dyktatura wolności”. Znaleźliśmy się, mam na myśli oczywiście „cywilizowaną część świata, a w szczególności Polskę”, na drugim biegunie dyktatury zniewolenia. Tak czy inaczej dalej mamy do czynienia z dyktaturą. Paradoks tego zjawiska między innymi polega na tym, iż niewielki procent społeczeństwa zarówno w pierwszym jak i w drugi przypadku zachowuje prawdziwą wolność. Natomiast znakomita większość tak czy inaczej pozostaje zniewolona. Czy istnieje różnica między bezpośrednim nakazem a doskonale zamaskowaną sugestią? W ten czy tamten sposób cel zostaje osiągnięty. Masy z „wolnością” na sztandarach zachowują się jak zaprogramowane zombie. Oświeceni, najlepiej wykształceni ludzie prawdę nazywają kłamstwem, a kłamstwo prawdą niszcząc w ten sposób po kolei, lecz niepostrzeżenie fundament po fundamencie, na których wychowywały się pokolenia i za które pokolenia umierały. Niczego nie wolno nikomu nakazać, ani zakazać. Nie wolno również wprost zła nazwać złem, a dobra dobrem. Świat przecież nie jest czarno-biały. Nie można, więc jednoznacznie oceniać i wyciągać wniosków. Dzieci otrzymują jasny przekaz. Prawda jest względna podobnie jak racja, każdy ma swoją. Te dwa procesy silnie ze sobą związane i nawzajem się wzmacniające mogą doprowadzić wyłącznie do jednego, i to mimo powstrzymania globalnego ocieplenia i wprowadzenia światowej gospodarki na drogę zrównoważonego wzrostu. Smuci mnie to bardzo w końcu pierwszej dekady XXI wieku.
39
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze