28 obserwujących
299 notek
409k odsłon
  933   0

Idea trójpodziału władzy.

                    Każda władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie.
                                                                                             -- Lord Acton

 

Mam jednak wrażenie niedosytu, biorące się chyba z innego źródła. Wtedy, gdy komuś przyszedł do głowy pomysł trójpodziału władzy, była to znakomita idea. Upłynęło już ładnych kilkadziesiąt lat praktykowania trójpodziału władzy, szczelo napisał tekst Deficyt trójpodziału władzy? i poprosił mnie o komentarz. Moim zdaniem ten akurat problem jest ważniejszy niż się komuś wydaje, bo przełom cywilizacyjny schyłku XX wieku narobił w tej idei bardzo wiele szkód. Jest w tym problemie cały komplet kluczy do zrozumienia mechanizmów dziejącej się przemiany cywilizacyjnej.

Pytanie:
Jak zrozumieć rzeczywistość?
 
Chcąc jeszcze w tym tygodniu skompletować istotne diagnozy, proponuję zajęcie się pojęciem przestrzeni wielowymiarowej do opisu bardziej skomplikowanych rzeczywistości „politycznych”. Jest to jedno z narzędzi systemu CM (Class of the Mind), pomocnych do sformułowania Obywatelskiego Certyfikatu zaufania.

Czepiając się aktonowego motta, idea trójpodziału była przepisem na "odabsolutyzowanie" władzy, przez jej podzielenie.
To było dobre.

Pomysł polegał na ustrukturyzowaniu władzy w trzech niezależnych kierunkach. Trochę przypomina to budowę kartezjańskiego układu współrzędnych w trójwymiarowej przestrzeni.

Warunkiem trójwymiarowości przestrzeni jest niezależność liniowa trzech wektorów. Tworzą one bazę tej przestrzeni. Niezależna władza ustawodawcza, sądownicza i wykonawcza. Każda z nich niezależna od pozostałych. Mając te trzy wektory bazy, można sobie wygenerować nieskończoną rozmaitość wektorów rozpinających wszystkie punkty w całej trójwymiarowej przestrzeni. Jest to rzeczywista przestrzeń ustrojowa, konkretnie realizowana w realnym społeczeństwie. Każdy z wektorów tej rozmaitości jest już liniowo zależny od wektorków bazy. Od tej zależności nie można się uwolnić nigdy, w żadnej przestrzeni. Jest tak, ponieważ wszystkie realne fakty w tej przestrzeni są równocześnie zależne od poczynań władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej.

Istotnym problem jest pytanie:
Czy ta przestrzeń rzeczywiście jest trójwymiarowa?
Czy może  dwa, a może nawet trzy z wektorków bazy są współliniowe?
No i czy wtedy ten trójpodział jest tylko pozorem? 

TAKI JEST, W MIARĘ EFEKTYWNY MODEL SYTUACJI, ZWANEJ TRÓJPODZIAŁEM WŁADZY. 

Z tego modelu gołym okiem widać, wynikającą z samej natury zależność konkretnego zdarzenia, równoczesną i genetyczną zależność od tych trzech wektorków bazy. To nie jest do uniknięcia. Otóż, ludzie we wszystkich znanych historii demokracjach zamartwiali się ponurymi konsekwencjami nadmiernej koncentracji władzy, skupiając uwagę na badaniu faktycznej trójwymiarowości. Zastanawiali się czy faktycznie trójpodział władzy jest trójpodziałem. Czy, przykładowo, w Polsce Ziobro będąc ministrem, czyli władzą wykonawczą, nie manipuluje władzą sądowniczą.

Problem jest bardzo subtelny, a do tej pory chyba najbardziej skutecznym nadzorcą trójwymiarowości okazała się zasada unikania konfliktu interesu, która w niektórych tradycyjnych społeczeństwach działa bardzo skutecznie, ale rozmieszczona jest przede wszystkim w sferze norm moralnych. Wyraźnie widać, że jej egzekwowanie należy do "metaprzestrzeni" trójpodzielonej władzy.  

Zasada unikania konfliktu interesu jest niezwykle ostro zakorzeniona w Szwecji, jako kategoria etyczna. Jest tam jedną z fundamentalnych reguł szkieletu etycznego przeciętnego Szweda, czego normalny Europejczyk za cholerę zrozumieć nie potrafi, a w Polsce tym bardziej. Skrajnym w Polsce przypadkiem jest tzw. rozumek czarzasty, który polega na ekstremalnym zaniku nadzoru kategorii moralnych nad domeną prawa. Jest to objaw głębokiego pozytywizmu prawa, który naturalnie eliminuje zasadę trójpodziału władzy. Jest to czysty efekt postkomunistyczny. Skutek i źródło totalitaryzmu. 

W USA, z kolei, zasadę unikania konfliktu interesów Amerykanie zechcieli włączyć do systemu prawnego. Weryfikacja istnienia lub nieistnienia konfliktu interesów włączona jest tam do setek różnych procedur w całym systemie prawnym i dotyczy chyba wszystkich procedur społecznych. W efekcie stała się faktycznym czwartym wymiarem przestrzeni trójpodziału władzy. Ten element amerykańskiej konstrukcji wymiaru sprawiedliwości jest również trudny do zrozumienia w Europie, już nie mówiąc o Polsce.  

Nie jest do zrozumienia w Polsce procedura dobierania składu ławy sędziów przysięgłych (12 sprawiedliwych), eliminowanych ze względu na wątpliwość, co do ich bezstronności. Nie mieści się to w głowie polskich zakutych postrosyjskich teoretyków prawa, w którym nieco tylko przerysowując, dowód ze świadka jest mocniejszym dowodem niż dowód materialny. A gdy dwóch zeznaje co innego, to Sąd sytuację "słowo przeciw słowu", rozumie jako przeciwstawienie "dowodu przeciwko dowodowi", wykorzystując art. 7 kpk orzeka na niekorzyść podejrzanego, a świadkowi zeznającemu na korzyść podejrzanego stawia zarzut fałszywego zeznawania. 
Czy przesadzam?
Tak trochę, ale prowadzę do sugestii, że tych faktycznych zależności jest w systemie więcej, nadają one fundamentalnej trójwymiarowej przestrzeni trójpodziału władzy dość skomplikowaną strukturę subtelną, która może prowadzić do powiększenia wymiaru tej przestrzeni "w interesie demokracji" (w USA), albo do przeniesienia jakiś mechanizmów do metaprzestrzeni (w Szwecji).
 

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale