Dedykacja dla Hildegardy nadal aktualna.
________________________________________________________________________________________
Przystanęła przed dość szerokimi, spowitymi w mroku schodami. „Schody!... Piękne… Przestronne… Surowe w wyglądzie, bez zbędnych ozdób – to ciekawe w tym domu, w którym każdy sprzęt ma tyle zdobień, ile na sobie pomieści… A w tych schodach widać klasyczną elegancję… Czyli tak wyglądają wrota na niedostępne piętro, które w zabawie nie bierze udziału. Zazdroszczę tym, którzy tam siedzą. Wolałabym robić cokolwiek innego, niż być na imprezie, na której nie ma dla mnie miejsca…” – rozmyślała Weronika.
Wiedziała, komu zazdrości. Podczas obiadu miała czas przyjrzeć się dzieciom pani Arlety. Był to chłopak niewiele od niej starszy, Kuba, trochę od niej młodszy – Michał i najmłodsza córka – Liliana. Dziewczynka swe nieco egzotyczne imię zawdzięczała zamiłowaniu matki do kwiatów oraz baśni. Weronika została im przedstawiona, ale nawet nie miała możliwości zamienić z nimi choć paru słów. Przy powitaniu ogólnym nie było okazji, przy obiedzie zostali posadzeni po przeciwnych stronach stołu, więc nie było możliwości. Liliana siedziała swej mamie na kolanach i skupiała całą uwagę dorosłych na sobie. Świetnie się czuła w roli maluszka wśród dorosłych. Wszyscy się nią zachwycali, a ona bawiła towarzystwo historyjkami.
Z Kubą było inaczej. Siedziałby nieruchomo, gdyby nie musiał jeść. Wykonywał minimum niezbędnych czynności, patrzył się w jeden punkt, a gdy odsiedział grzecznościowe 10 minut po obiedzie, wstał z zamiarem odejścia od stołu. Rozejrzał się, wpadł na pomysł i zaproponował, że przygotuje herbatę. Wszyscy to zaakceptowali i chłopak zniknął w kuchni.
Wtedy Weronika poczuła przemożną chęć by wstać i ruszyć za nim. Ale nie mogła tego zrobić, bo obawa „jak by to wyglądało?” nie pozwalała jej wstać z miejsca. Marzyła, by on ją do tej kuchni zaprosił, ale wiedziała, że to niemożliwe. On w ogóle zdawał się nie dostrzegać jej obecności.
„A przecież wcale nie zrobił na mnie złego wrażenia” – rozmyślała smętnie Weronika stojąc wciąż nieruchomo pod schodami. „Z całej jego postaci emanował taki spokój, do tego ta powaga… Ale przede wszystkim szczerość, zdecydowanie, prawość charakteru… Hm, te rozmyślania chyba wiodą mnie w niebezpiecznym kierunku.” – Weronika przerwała analizowanie charakteru Kuby Chmielewskiego i przypomniała sobie rozmowę toczącą się przy stole. Liliana na chwilę zeszła na drugi plan, a pani Arleta opowiadała właśnie o swych dzieciach:
- Piękne historyjki układa Lilka, prawda? Jak ona mówi, to wszyscy milkną i słuchają jak oczarowani! Kuba nie potrafi tak skupiać na sobie uwagi innych jak Lilka, ale powiem wam, że to szkoda. Może wydał się wam ponury i nietowarzyski, ale to tylko pozory. To najbardziej czuły i wrażliwy syn, jakiego mogłam sobie wymarzyć. Jest niesamowicie empatyczny, pomoże każdemu, gdy tylko widzi, że jego pomoc jest potrzebna. Jakby komuś tu było źle i ktoś by strasznie cierpiał, to on by zrobił wszystko by tego kogoś pocieszyć. Ale my się czujemy w swym gronie bardzo dobrze, więc Kuba nie widzi tu dla siebie miejsca i wycofuje się na z góry upatrzoną pozycję. – Śmiała się pani Arleta.
„Zastanowiłam się wtedy, czemu on nawet nie spojrzał na mnie. Męczyłam się tam jak potępieniec i cały czas zastanawiałam się, co ja tam robię… Ale chyba miałam zbyt przekonujący uśmiech przylepiony do twarzy, ze zbyt dużym entuzjazmem chwaliłam obiad i ciasta, dziękowałam za komplementy… Chyba skutecznie ukrywałam swoje uczucia. Ale nie chciałam robić przykrości rodzicom i pani Arlecie… A potem Kuba po prostu podniósł się, podziękował za obiad i odszedł. A ja… Poczułam żal i jakąś dziwną pustkę…”
Przed oczami Weroniki przewinęły się wydarzenia reszty dnia: jałowe rozmowy okraszane pustymi uśmiechami; przygotowania do zabawy – przebieranie i malowanie, układanie włosów, doprawdy nie wiadomo po co. I mijanie Kuby na korytarzu – gdy szła to po szczotkę, to po buty czy inną zapomnianą rzecz do bagaży lub gdy z kosmetyczką w dłoni kierowała się w stronę łazienki. On wychodził z domu parę razy załatwiać jakieś sprawy. Przyglądała mu się spod oka, a on mijał ją obojętnie. Nie porozmawiała z nim ani razu. Ale nie mogła wyrzucić go ze swych myśli.
Wszystko zmieniło się, gdy zabawa się rozpoczęła, goście przyszli i się rozgościli, a on się nie pojawił. Było aż zbyt wyraźnie widać, że Kuba nie zamierza brać udziału w tej imprezie.
„Hmm, tak właśnie było. Nie pojawił się. Pewnie siedzi na górze, w swoim pokoju i się dobrze bawi. Ale nie, mi przecież nie jest przykro z tego powodu. Nie może być. Czemuż miałabym się nim przejmować?” – Weronika pytała samą siebie, starając się powstrzymać napływające do oczu łzy żalu. „Przecież nie mogę płakać z powodu kogoś, kogo właściwie nie znam… Kogoś, kto nawet nie pamięta mojego imienia…” Żeby oderwać myśli od Kuby, spojrzała znów na schody, które ją w tajemniczy sposób przyciągały. Zasadniczego temat jej rozmyślań wcale przez to nie uległ zmianie, ale przynajmniej udało jej się powstrzymać łzy.
Stała pod schodami i patrzyła jak zahipnotyzowana w mroczną czeluść piętra skrytą za nimi. Tu widziała go po raz ostatni. Potem zniknął i nie pojawił się więcej. Weronika przypomniała sobie wszystkie po kolei zawody tego uciążliwego dnia i nie mogła się zdecydować, czy wejść na te schody, czy nie. Przez głowę przewijały jej się buntownicze myśli, których nie mogła opanować.
„Schody są przecież jak przedpokój. Wszyscy po nich chodzą, więc ja chyba też mogę. – Ale te schody rozdzielają część mieszkalną domu od tej imprezowej. – Ale ja chciałabym tylko… Zobaczyć… Zwiedzić… - Wcale nie o to ci chodzi. Chciałabyś spotkać Kubę. A i tak ci się to nie uda, bo on nie stoi na korytarzu, a do pokoju mu chyba nie wleziesz? – Ale… Ale te schody… One są takie tajemnicze. Jak na nie patrzę, to mam wrażenie, że one chcą, żebym po nich weszła na górę. – Ale to ich prywatny dom!”
Weronika oderwała spojrzenie od schodów i odwróciła się z żalem. Zrobiła trzy kroki w stronę pokoju tanecznego. Już miała odejść pokonana przez swój własny rozsądek, gdy na wierzch bałaganu panującego w jej głowie wybiła się myśl: „One mnie wołają!” Ze wspomnieniem nudy panującej na zabawie desperacko postawiła stopę na pierwszym stopniu.
____________________________________________________________________________________
Nadal czekam na opinie :)
Komentarze
Pokaż komentarze (8)