Do tego obrazu jest ta melodia
Złociste promienie wschodzącego słońca rozświetlały niebo i malowały nieziemskie obrazy na tle barwnych chmur. Oślepiające światło odbijało się od okien domu stojącego naprzeciw, podczas gdy ściany małego beżowego budynku wciąż jeszcze pozostawały w cieniu. Na ulicy stał mężczyzna i zadzierał głowę, przyglądając się pewnemu oknu, które od niedawna zaczęło mieć dla niego coraz większe znaczenie. Ono jednak pozostawało puste i nieruchome. Mężczyzna obrócił się i zaczął przyglądać widowisku na niebie, które z każdą minutą było coraz wspanialsze.
Słońce wspinało się szybciutko po niebie, rozrzucając swe blaski na wszystkie strony. Chmury straciły nieco barw, za to niebo wydawało się coraz bardziej błękitne. Pewien zabłąkany promień odbił się od szyby naprzeciw i wylądował na oknie na piętrze, wydobywając je z cienia. Tym samym przebudził śpiącą przy biurku dziewczynę, która uniosła głowę z twardego blatu i otworzyła wciąż jeszcze zaczerwienione od płaczu oczy.
Spojrzała na okno, które znów pogrążyło się w półmroku i na słońce oświetlające budynki po drugiej stronie ulicy. Kiwnęła głową jakby w zastanowieniu, czy na powrót niespokojnie zasnąć, czy raczej wstać... Nie wiedziała, po co wstawać. W tej chwili jednak błysnął jej przed oczami kolejny zabłąkany promień słońca. Dziewczyna odruchowo uniosła się i podeszła do okna. Jej ruchy były niepewne, jakby niedawny sen wcale nie dał jej odpoczynku.
Dziewczyna podeszła do okna i uchyliła je. Wyjrzała na zewnątrz, przyglądając się pozostałościom wielkiego widowiska, a na jej twarz powoli wpływał uśmiech, który najpierw wygiął delikatnie jej usta, a potem wypełnił oczy i rozświetlił całą twarz.
Po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój...
Dziewczyna podziwiała niebo i rozglądała się, jakby zobaczyła świat wokół siebie po raz pierwszy. Jej spojrzenie trafiło na postać mężczyzny, stojącego na chodniku. On z kolei najwyraźniej patrzył na nią. Nie spuszczał z niej wzroku. Na twarz dziewczyny wypłynął delikatny rumieniec. Odwróciła oczy od chodnika i wróciła do kontemplacji nieba, ale kącikiem oczu ciągle sprawdzała, czy on nadal stoi. I on wciąż stał. Niewzuszenie patrząc na nią.
W dziewczynie coś chyba pękło. Otrząsnęła sie gwałtownie, jakby odrzucała od siebie złe wspomnienia i uśmiechnęła do siebie, decydując się na pierwszy krok na zupełnie nowej drodze... Otworzyła okno na szerokość i spojrzała wprost na stojącego mężczyznę. Uśmiechnęła się do niego i wyszeptała parę słów. A on odpowiedział jej uśmiechem - i kiwnięciem głowy. Wtedy ona podjęła decyzję, zamknęła okno, otwarła drzwi i wyszła mu na spotkanie.
Komentarze
Pokaż komentarze (8)