ZE SPECJALNĄ DEDYKACJĄ DLA AGNIESZKI O.
Dzięki takim osobom jak Ty nie przestaję pisać...
***
Anna Maria Jopek śpiewała taką piosenkę.
Znowu jestem tu
A niepamięć już mnie zna
Ten dom, gdzie zupełnie inna ja
Sprzed lat
Myślała, że już wie
Przypomniała mi się ona, gdy jakiś czas temu zupełnie bez powodu sięgnęłam po swoje stare pamiętniki i przeczytałam pierwsze cztery tomy. Zawarłam w nich bardzo emocjonalny, zupełnie nieuporządkowany, ale za to ogólny i nieco bezsensowny opis trzech lat mojego życia, od lat dziesięciu do dwunastu. Czyli od czwartej do szóstej klasy podstawówki. Wbrew pozorom byłam w tym czasie w dwóch różnych szkołach, a gdy wziąć pod uwagę, że jedna w połowie roku przeprowadziła się do innego budynku, to nawet w trzech.
Dużo się działo w tym czasie, to prawda. Dwa porządne zakochania, jak zwykle w moim wypadku bez wzajemności. Ale ile ja na te tematy pisałam, ho ho! Oprócz tego problemy w jednej i drugiej szkole, bo piąta klasa to był mój okres buntu, który brał się chyba z dużego odrzucenia, jakiego w tym czasie doświadczyłam. W szóstej klasie zmiana szkoły co ciekawe, problemy z aklimatyzacją mimo totalnie pozytywnych ludzi wokół, później gdy się już znajomości ustabilizowały, najfajniejsze przeżycia z tymi właśnie ludźmi, a potem koniec podstawówki i obawy przed gimnazjum.
Cztery grube, choć nieduże zeszyty, mnóstwo wklejek, obrazeczków, kolorowych napisów, wykrzykników, piosenek, dodatków, zdjęć, biletów do kina, teatru czy na wystawy…
Zupełnie inna ja.
Tak często słyszałam słowa: ja swoje pamiętniki spaliłam, bo takie były głupie. Nie chciałam, by ktokolwiek to czytał!
Ja też nie chciałabym, by ktoś to czytał, oczywiście. Chyba dlatego, że najprawdopodobniej by nie zrozumiał.
Ale postanowiłam, że ja moich pamietników nigdy nie spalę. Do każdego kolejnego tomu się przywiązywałam i wszędzie go ze sobą nosiłam, był dla mnie niezbędny: to by było jak spalenie kawałka siebie. Z resztą skoro to wszystko napisałam, to taka byłam, nie? Nie zmienię tego, więc czemu mam żałować, lub co gorsza wstydzić się tego? Powinnam raczej próbować zrozumieć...
I ja ostatnio to zanurzenie we wspomnienia potraktowałam właśnie w ten sposób – czytałam uważnie, żeby jak najwięcej zrozumieć.
I co mnie zaskoczyło najbardziej? To, jak wiele się nie zmieniło.
Że od dziesięciu lat jestem w tej samej sytuacji, choć sama nie wiem od kiedy pragnę ją zmienić – że mam naprawdę te same problemy, smutki i bolączki… Może zmieniły się troszeczkę okoliczności. Brat się wyprowadził, a mama zaczęła jeszcze więcej wymagać. Może jedne sprawy z czasem zanikły, a inne nabrały ostrości, może coś bardziej kłuje w oczy, a coś bardziej chwyta za serce.
Ciężko przeżywać jeszcze raz stare zawody i odrzucenia. Wspaniale cieszyć się jeszcze raz wydarzeniami radosnymi, szaleństwami i imprezami.
Ale teraz widzę o jak wielu rzeczach mogę powiedzieć: zawsze taka byłam!
Zastanawiam się
Gdybym mogła spotkać ją
To czy umiałabym
Przekazać jej tych kilka cennych rad
Jak ma żyć, jak oswajać świat
Zastanawia mnie jedno… To, że mając lat dziesięć, a nawet dwanaście, potrafiłam stronę po stronie zapełniać stwierdzeniami typu “kocham moją mamę, siostrę, nowe pióro i książkę”. Zapytałam sama siebie, kiedy zrobiłam się nagle “taka duża”, że nagle zaczęłam wstydzić się słowa “kocham” i zupełnie przestałam go używać. W jakimkolwiek sensie. Co sprawiło, że się tak zamknęłam?...
Nie wiem, chyba wciąż boję się odpowiedzi na to pytanie.
Kolejne tomy pamiętnika przede mną. Gimnazjum i liceum. Są o wiele bardziej treściwe i opisuję w nich więcej ważnych spraw, a mniej błahych. Dłużej będę je czytać. Pewnie będą też bardziej bolesne.
To trochę jak ten list, który Emilka z książki L. M. Montgomery napisała “do mnie samej, za 20 lat”.
Na razie minęło dziesięć lat.
Jedyne, co potrafię przyznać z tej perspektywy, to że wtedy byłam ładna i niepotrzebnie uważałam się za brzydką. Że niektórych rzeczy bym nie zrobiła, bo takie były głupie, a za inne to się w ogóle wstydzę. Ale umiem wybaczyć sobie zachowania, myśli, stwierdzenia, które wtedy wydawały się niewybaczalne. Czy wobec swoich siostrzenic będę umiała być tak samo wyrozumiała, jak dla siebie ze wspomnień?
Czy dziś już to wiem
Ślady dawno zatarł czas i wiatr
A ta zapomniana ja sprzed lat
Nie, nie posłucha mnie
Pewnie nie posłuchałabym siebie. W wiele rzeczy, które się wydarzyły, gdyby ktoś mi o nich opowiedział, wtedy bym nie uwierzyła.
“Wiesz, że będziesz studiować język niemiecki!” – “Niemożliwe, w ogóle nie chce uczyć się niemieckiego, ja pójdę na francuski!” :)
Jedno jest pewne… Ze strony na stronę, z miesiąca na miesiąc, jest w moim pamietniku coraz więcej pytań, na które nie znajduję odpowiedzi.
Może tak już jest
Że choć człowiek żyłby lat i sto
Będzie wiecznie pytać się
By wciąż, wciąż wiedzieć coraz mniej



Komentarze
Pokaż komentarze (16)