Taki los studenta - siedzę na wykładzie
Rozmyślam o sprawie jednej, drugiej, trzeciej,
Mijają minuty, dwie, trzy, siedem, dziesięć
Spoglądam za okno - a tam pada śnieg.
Zapełniam linijki moim pięknym pismem
Słowa bez znaczenia zeszyt mój zajmują
Odruchowo skrobię i całkiem bezmyślnie...
Spoglądam za okno - tam wciąż sypie śnieg.
Kolejne ćwiczenie już uzupełniłam
A teraz się zajmę najchętniej czymś innym
Wykład mnie zupełnie nie interesuje
Spoglądam za okno - a tam znowu śnieg.
Tutaj głupi wykład, tam kraina z baśni
Jedno od drugiego dzieli ściana z oknem
Marzę, by być teraz gdzieś zupełnie indziej
Nic nie musieć... Zasnąć... Zapaść się pod śnieg.
Zniknąć za zasłoną niewzruszonej bieli
Której obojętne sprawy tego świata
Nie musieć odróżniać wtorku od niedzieli...
Patrzę w okno, a tam - ciągle pada śnieg.
Wszystko ma swój koniec - wykład czy ćwiczenia
Te nudne do końca, czy też te ciekawe
Trza się wziąć do pracy, przegnać z siebie lenia
Rozmyślań też koniec... Przestał padać śnieg.
Strasznie mi się dziś nudziło. A za oknem ciągle padało... ;)



Komentarze
Pokaż komentarze (5)