Spojrzałem ukradkiem na zegarek, o losie krzyknąłem, muszę was pożegnać, czas tak szybko mi zleciał tu z wami, a ja mam jeszcze kilka spraw do załatwienia. Wstałem od stołu uściskałem na pożegnanie Danusię całując ją w czółko, Edka tylko uściskałem, bo do ich wyjazdu, do Grecji nie bylem pewny, czy jeszcze przed wyjazdem ich spotkam. Wybiegłem prawie z restauracji i poszedłem bardzo szybko, w stronę domu mojej siostry, myśląc intensywnie; czy jeszcze szwagra zastanę przed wyjazdem, w delegację do Gdyni - miał mi kupić tam przy okazji komplet dłut do drewna dobrej jakości, tylko ja miałem mu pieniądze podrzucić na zakup tych dłut snycerskich. Wpadłem jak burza, pytam siostry - szwagier jeszcze jest?, tak, w łazience, dzięki Bogu i partii, bo myślałem że się spóźniłem. Dałem szwagrowi pieniądze na zakup dłut, powtórzyłem mu markę firmy, pożegnałem się z nimi słynnym pa! I ruszyłem od siostry do swojego domu, w którym zjadłem kolację, a później do kolegi Romka, który miał problem z duchami. Z początku gdy Romek mi o nich opowiadał nie wierzyłem Romkowi, śmiałem się z niego. Ożeń się ponownie chłopie powiadam, to nie będzie cię nic, w nocy straszyć, a tak, to cię zmory i piekielnice jakieś nawiedzają, i sobie na tobie dogadzają. Romek tylko zęby szczerzył w uśmiechu i nie dawał mi się wyswatać. Poznałem go nie tak dawno, ze wspaniałą dziewczyną; bystra, mądra, zaradna, piękna, do rany ją przyłóż a sama się wyleczy. Zero u niej wad, tak sądząc na oko, a on biedaczek nie wykorzystał tego, by rozwiedzionym "kawalerem" nie biegać po ulicach miasteczka i nocami w samotności nie bać się upiorów i ze zjeżoną czupryną, i otwartymi jak u Bazyliszka ślepiami nie leżeć do białego rana w łóżku. Przy naszych częstych spotkaniach widząc go ciągle niewyspanego – zacząłem się zastanawiać, czy Romek rzeczywiście mi prawdy nie mówił, iż coś po nocach go dręczy, ściga, żal mi się kolegi zrobiło, więc postanowiłem Romkowi jakoś pomóc. Postawiłem jednak Romkowi jeden warunek, by o tym nikomu nie opowiadał; nie potrzebowałem rozgłosu i głupich docinków od profanów, dla których pewne arkana wiedzy tajemnej były niezrozumiałe. Z zasady pomagałem tylko, bardzo bliskim znajomym i rodzinie. Ponieważ zajmowałem się tylko czasami, praktykami okultystycznymi i rytuałami, więc musiałem odszukać to, co było koniecznym do tego typu rytuałów, i odnalazłem stare regułki, zestaw ziół do odganiania złych mocy, etc. Sporządziłem zioła zgodnie z recepturą XIV wieczną i o godzinie dwudziestej trzeciej trzydzieści wyszedłem z domu, by do Romka wejść przed godziną dwudziestą czwartą, to jest najlepsza pora na pognanie demonów nocy. Zapukałem do niego - Romek widząc mnie przed drzwiami uradowany otworzył drzwi na całą szerokość i zaprosił mnie z gracją, jak księżniczkę z bajki do środka. Kazałem mu wody zagotować i podać mi węgiel drzewny, bym mógł w kociołku zioła i kadzidło przygotować do oczyszczenia nas i pomieszczeń, później posyłałem go do kumpla, u którego miał przenocować, ale w końcu został ze mną mimo strachu jaki go przenikał na wskroś. Otworzyłem rytuał oczyszczający za pomocą wody i ziół palonych, na środku pokoju postawiłem okrągły stolik, przygotowałem i zapaliłem świece stawiając je na stoliku, położyłem karteczki z zaklęciami, wodę święconą z ziołami, etc; Romkowi kazałem usiąść w pozycji kwiatu Lotosu tuż przy stoliku, ale tak, by mi w niczym nie przeszkadzał, sam zaś przygotowanym piaskiem wymieszanym z solą, zrobiłem duży krąg wokół nas i stołu, no i zaczęło się! Zacząłem głośno recytować wraz z wybiciem godziny dwudziestej czwartej, regułki zaklęć. W mieszkaniu zrobiło się bardzo zimno - nagle, zimny porywisty wiatr się zerwał; zaczęły się przemieszczać; szafki, krzesła, doniczki z kwiatami z okna pospadały, ciężkie story wręcz fruwały pod sam sufit, firany szczelnie do szyb przylgnęły. W pewnym momencie zaczęło coś pomrukiwać w pobliżu nas, później przeraźliwie wyć, a ja recytowałem spokojnie dalej wymieniając imiona demonów. Romek ze strachu zamknął oczy i padł na bok - tak się skurczył, jak dziecko będące w pozycji embrionalnej w łonie matki, ale oczu nie otworzył, bo go paraliżował ogromny strach. Gdy wymieniłem imię jednego z demonów - nagle wrzawa ustała, wszystko jakby ucichło, wróciło do normy; demon czekał, co będę robił dalej. A ja następną regułkę zapisaną wierszem, dotyczącą imienia tego demona dalej recytuję głośno i wyraźnie, po chwili wyszedłem poza krąg nie przerywając recytacji, i zacząłem kropić woda święconą z ziołami, wszystkie zakamarki Romka mieszkania. W końcu został mi tylko strych, stawiam nogę na pierwszy stopień, drugi, trzeci - demon wówczas zaczął szaleć na dobre, więc zacząłem odymiać ziołami drogę przed sobą idąc stopień po stopniu w górę. Fala silnego podmuchu wiatru, tak mocno we mnie uderzyła, że o mało nie wywinąłem koziołka i nie runąłem na wznak, w dół ze schodów – cudem tylko zachowałem równowagę, łapiąc się mocno za poręcz schodów, i to w ostatnim momencie. Po dłuższej chwili, wstąpiłem po stopniach troszkę wyżej; kropiąc, dymiąc, recytując głośno i wyraźnie regułki zaklęć. Demon ustępował powoli – zaklęcia działały skutecznie, w końcu doszedłem do drzwi na strychu, cały zlany zimnym potem, jakoś je przemogłem i wszedłem do środka. Szum zrobił się wokoło mnie, jakby szarańcza much chciała mnie usidlić właśnie w tym miejscu, ciśnienie powietrza na strychu tak wzrastało, że w końcu szyby rozsypały się w drobny maczek, i wyleciała na dwór. Po tym łoskocie pękających ram okiennych i tłukącego się szkła, wszystko ucichło - poczułem lekką ulgę, oddech mój wracał powoli do normy; dopadło mnie ogromne zmęczenie, więc przysiadłem na środku pokoju, na podłodze, by odsapnąć i sił nabrać. Ciemno mi się w oczach zrobiło i poczułem jakbym w otchłań leciał, nawet się nie broniąc. W tym momencie chyba zemdlałem, naglę ocknąłem się z tego chwilowego omdlenia - wstałem oparłem się o futrynę drzwi, spojrzałem przed siebie. Teraz byłem pewnym, że dom jest już całkiem czysty! Posypałem jeszcze dla pewności wzdłuż parapetu okna, sól z piaskiem i zszedłem do Romka. Romek siedział dalej skulony i tak się trząsł, jakby go żółta febra dopadła. Romek krzyknąłem, już po wszystkim, jak to?, ano tak to! Możesz już przejść krąg, zmieć ten piasek z solą i pod próg sobie go posyp oraz na parapety wszystkich okien, tak dla świętego spokoju i twojego duch. Romek szybko się uwinął, mimo usztywnionego i drżącego całego swojego ciała, w tym czasie ja posprzątałem to, co moje i ruszyłem w stronę drzwi. Romek blady jak ściana, drogę mi zastąpił i powiada; wybacz mi, ale nie wyjdziesz stąd do jutra, nie zostawisz chyba dzisiaj mnie tu samego. Romek nie przesadzaj, przecież muszę iść do domu, by się wyspać, do pracy idę bardzo rano, więc wybacz, ale muszę iść – on nic, milczy, więc powiadam: Romek, nie panikuj kurka wodna, bo sam cię tu uduszę, a nie żaden inny zły duch czy demon z piekła rodem! Spójrz na zegar sam - dochodzi druga godzina, jejku; znowu czeka mnie nieprzespana noc, tu mi śpij i kwita; powiada mi Romek stanowczo - posłuchaj mój ty przyjacielu, u ciebie się nie wyśpię - nie?, nie odpowiadam Romkowi! To ja idę do ciebie dzisiaj spać, tu sam nie zostanę - ok! Idziemy do mnie! I spał - chyba, u mnie w pokoju gościnnym; wcześnie rano zrobiłem śniadanie, i poszliśmy do pracy. Po drodze Romkowi przypominam: Romek tylko dziób w kubeł, bo ci więcej już w niczym nie pomogę, a tego co powiesz wyprę się, więc i tak ci nie uwierzą w to, co przeżyłeś – kapujesz, tak! Pamiętaj o tym, ok?! Ok!
Inne tematy w dziale Rozmaitości