ekonomista  grosik ekonomista grosik
17
BLOG

Opętanie ...

ekonomista  grosik ekonomista grosik Rozmaitości Obserwuj notkę 2

Cz. I

 

Dzionek pięknie się rozpoczął, w pracy też fajnie godziny leciały, bo z samego rana zdałem raport szefowi o Warszawskim przedsięwzięciu pomijając Stefana problem, później parę telefonów odebrałem od klientów, z którymi umówiłem się na dzień i godzinę załatwienia reklamacji, i już czas było wracać do domu, by zrobić sobie obiad, i coś smacznego przetrącić, popijając to dobrym piwkiem. W piątek Halinka zadzwoniła z Gdańska do pracy żebym przyjechał po nich, do Gdańska, a przy okazji rozwiązał jeszcze jeden problem nieziemskiej natury, i w skrócie zrelacjonowała mi ten problem, ok! Odrzekłem, będę w sobotę wieczorem, poradziłem jej tylko co ma zrobić nim przyjadę i odłożyłem słuchawkę ze słowami; pa milutka! Kolację zjadłem u Romka i międzyczasie umówiliśmy się, iż pojedziemy po Halinkę i dzieci do Gdańska jego mercedesem następnego dnia, o godzinie około osiemnastej. Po rozegraniu partyjki szachów z Romkiem wróciłem do siebie. Rano, skoro świt, wstałem; toaleta, śniadanie, kawa, i ciut później - dobre piwko. Posprzątałem całe mieszkanie, zrobiłem sobie obiad, i wziąłem się za książkę Grzesiuka: "Pięć lat Kacetu", nawet nie zauważyłem, że to dobiegła już godzina siedemnasta. O siedemnastej trzydzieści Romek zawitał w moje progi, wypił mocną kawę, ja dokończyłem piwo i ruszyliśmy przed osiemnastą w stronę Gdańska! Romek - zwróciłem się do niego w okolicach Malborka, w Gdańsku mam coś jeszcze do zrobienia, co takiego?, spytał Romek. Wiesz, dziewczyny próbowały ducha jakiegoś tam wywołać i jedna; prawdopodobnie medium, przerwała łańcuch rąk, i opętało ją, co takiego?, opętało ją – demon, czy jakiś jeszcze tam zły duch, sam nie wiem. Twoi też brali w tym udział?, nie, to całkiem obce dziewczyny dla mojej rodziny, ale znajome siostrzenicy Halinki. Tak to się kończy, gdy ktoś zaczyna się mocami nadprzyrodzonymi bawić – rzekłem do Romka, każdy myśli, że ducha czy demona sobie podporządkuje dla swoich potrzeb, i to za darmo, a nikt sobie nie zdaje sprawy z tego, że za wszystko trzeba zapłacić, niestety! I tak to już jest, że coś złego uwalniasz i ty stajesz się jego celem, i wykonawcą, a nie on twoim – wiem coś o tym, szepnął tylko Romek. Była godzina dwudziesta, jak zajechaliśmy pod blok, w którym mieszkała Halinki siostrzenica. Weszliśmy do jej mieszkania, i tu zastaliśmy prócz znajomych, innych ludzi, mnie całkiem nieznanych. Pięć dziewczyn, w wieku dwudziestu paru lat, zaraz też siostrzenica Halinki przedstawiła te dziewczyny mnie i Romkowi: Danka, Janka, Hanka, Irena i Cecylia, imiona ładne i składne, jak w rymowance pomyślałem sobie tylko, która ma tego demona w sobie, pytam?, żadna z nas proszę pana, odpowiedziała Cecylia. To co?, nie robimy seansu?, pytam Cecylię - robimy, ale nie tutaj, tylko u niej, tj; u Danusi. Danusia tu nie mogła przyjść?, pytam łagodnie dziewczyny, ano nie, bo ona cała jest spocona i ma chyba dość wysoką gorączkę; cała jest rozdygotana, trzęsie nią jak diabli! Dobrze więc, o której do niej idziemy, o której pan chce i może - możemy nawet zaraz iść powiadam, która prowadzi?, ja! Rzekła Cecylia do mnie, więc chodźmy - Halina podała mi torbę z tym, co jej kazałem kupić i przygotować przez telefon; mam też iść z tobą?, nie odrzekłem stanowczo żonie, odprowadzą mnie dziewczyna – tak?, tak odrzekły prawie równocześnie, więc młode damy zwróciłem się do nich - idziemy! Poszliśmy ulicami Gdańska i minąwszy bramę, później Neptuna, i kawałek dalej weszliśmy do starej kamienicy, tu na drugim piętrze otworzyła nam drzwi, jakaś starsza pani; jestem babcią Danusi, tej nawiedzonej, rzuciła do mnie w drzwiach - podałem jej rękę i pocałowałem w dłoń. Starsza pani mnie przepuściła i kazała nam wejść do pokoju na wprost drzwi wejściowych, mówiąc zmęczonym głosem, i na co to im było, za dorosłe się uważają, a takie błędy niestworzone robią. Jak to młodzi; rzekłem łagodnym głosem do starszej pani. Jestem babką Danusi; znam życie i troszkę magię - przestrzegałam ją przed okultyzmem, tłumaczyłam, i na nic to wszystko się zdało, prawie płacząc narzekała na Danusię babcia. Pani się nie martwi, wszystko będzie dobrze, trzeba mieć też wiarę, to nie okultyzm jest zły, to arogancja i ignorancja ludzi jest złem. Ludzie na skróty do wiedzy dążą, a z ich niewiedzy takie rzeczy się stają, jak teraz pani wnuczce Danusi się przydarzyły. Nauczka nie pójdzie na marne, może coś przez to doświadczenie zrozumie, nie sądzi pani?, oby pan miał rację, w tym co mówi – tak, odrzekłem łagodnie, ale stanowczo – mam!

Poprosiłem starszą panią, by mi pozwoliła pokój przygotować do odczynienia zła, zostawiły mnie samego, więc porozkładałem to, co trzeba w miejscach gdzie trzeba i poprosiłem wszystkie panie prócz babci, by weszły do tego przygotowanego przeze mnie pokoju. Babci zakazałem wchodzenia, nawet wówczas, jak ściany zaczną drżeć i szyby wylatywać! Starsza kobieta pobladła, uśmiechnęła się niepewnie patrząc mi w oczy – mówię poważnie proszę pani, rozumiem, i tak zrobię, jak pan tu mi radzi, ok.

Dziewczyny posadziłem w tej samej kolejności, w której te wywoływały ducha i kazałem im podać imię tego ducha, którego wywoływały, siadłem między Ireną, a Danką i kazałem im złapać się mocno za ręce, i nie puszczać pod żadnym pozorem. Danusię cały czas trzęsło i z początku nie dawała mi się za rękę złapać, po krótkiej sprzeczce, w końcu się zgodziła, więc mocno uchwyciłem jej dłoń, wszak nie byłem jej pewnym, czy znowu nie puści, tym razem mojej ręki. Świece zaczęły się bardzo jasno palić w wygaszonym z elektryczności pokoju - wszyscy, za ręce się chwyciliśmy, dziewczyny robiły wszystko to, co im kazałem robić. Zacząłem głośno monotonnie recytować; "pieśń ducha", świece coraz mocniej się rozpalały, i coraz jaśniej świeciły, narastała monotonna modlitwa, stół zaczął w niewytłumaczalny sposób drżeć i się poruszać.

skromny - kochający wiedzę, i ludzi tolerancyjnych ...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Rozmaitości