ekonomista  grosik ekonomista grosik
29
BLOG

Poczuj strach - wspomnienia z młodości ..., odc. I

ekonomista  grosik ekonomista grosik Rozmaitości Obserwuj notkę 4

Jasnowłosa Beata już od drzwi zaczęła krzyczeć; tatusiu! tatusiu! Opowiedz nam swoje przygody z lasu, Beatko - przecież rozmawiam teraz z gościem, a ty tu wpadasz, jak huragan, i chcesz, bym ci przygody od zaraz opowiadał? Obiecałeś, obiecałeś przecież, uparła się dziewczynka, i to nie tylko mnie, a wszystkim - pan też posłucha, prawda?, zwróciła się do mnie, oczywiście odparłem z uśmiechem, no widzisz tatku, zwróciła się ponownie do ojca dziewczynka. Zgoda odrzekł Andrzej z uśmiechem, skoro wszyscy uparliście się na słuchanie, to opowiem wam o mojej pierwszej pracy i poznaniu się z Kasią - waszą mamusią, ale nie będzie to opowieść zbyt przyjemna, bo później możecie się bać spać - zamruczał mimo woli, coś jeszcze pod nosem Andrzej. Dzieci uradowane siadły na dywanie w gromadce, Andrzej przesiadł się na fotel, i na moment zamyślił, po chwili milczenia zaczął opowiadanie. Było to pięć lat od wyjścia mojego z wojska i ukończeniu Wyższej Szkoły Leśnictwa, i krótko po tym, jak otrzymałem swoją pierwszą placówkę w nadleśnictwie Borki, była to zapadła dziura jakich mało u nas w kraju. Ludzie, którzy ją znali ostrzegali mnie przed objęciem tej placówki mówiąc, że tam straszy od czasów wojny, i że tam została wymordowana cała rodzina, krótko po wojnie przez jakąś bandę, ja jednak młody uparty skaut, jak to już bywa w naszej młodości, nie chciałem wierzyć, w takie; brednie, zabobony, co tam; „strachy, niech spadają na dachy” - śmiać się z tego zacząłem i wszystkim wokoło dokuczać, że są panikarzami, mitomanami, fantastami, etc; albo mnie zazdrościcie najbardziej dziewiczego miejsca na ziemi. Oni zaś patrzyli na mnie z politowaniem i z kpiącymi uśmieszkami - pukali się w czoło, aż to mnie wkurzać poczęło. Andrzeju, Andrzeju, wycofaj się z tego, póki jeszcze masz czas, ale ja zadufany w sobie, w swoje siły, uzbrojony w swoją odwagę, odpierałem zawzięcie; koleżanki i koledzy, nie ma mowy - udowodnię wam, że to jest najpiękniejsze dziewicze ustronie w kraju. No, no, odpowiadali, już wielu takich junaków jak ty było, i będąc tam przed tobą, też tak twierdziło, a po tygodniu uciekali tak, że buty im się paliły od spodu - ha,ha,ha, pewnie do dziewczyn w najbliższej wsi, docinałem im żartobliwie, i na przekór. Trwały te przekomarzanki z nimi do chwili mojego wyjazdu na tą placówkę w Borkach.

Właśnie, krótko przed moim wyjazdem do Borek zaczęły mnie napadać nocne koszmary, w stylu; ktoś wpada do mojego pokoju, w którym śpię, zrywa mnie i wlecze do kuchni, w kuchni zakładają mi pętlę na szyję i podwieszają mnie na tym sznurze pod sufitem, na belce. Stoję tak podwieszony na koślawym stołku, mocno chwiejącym się pode mną, i czuje przeogromny strach, trudny tu do opisania, w końcu jeden z napastników kopie w stołek, stołek z trzaskiem rozbijał się o ścianę. A ja, zamiast zawisnąć na tym sznurze - spadam, w jakąś; czarną, bezdenną otchłań, i nagle budzę się oblany cały, zimnym potem z oczami wytrzeszczonymi, jak ślepia Bazyliszka; naszego „wawelskiego smoka”. Za każdym razem, po takim wydarzeniu, do rana już nie mogłem usnąć. Andrzej skończył swój sen, i wszyscy zadrżeli, jakby jakiś bardzo zimny powiew powietrza, wdarł się nagle do pokoju przez otwarte okno, w którym siedzieli wszyscy, ale okno było zamknięte i drzwi również. Krzysiek zwrócił się do Dawida – Dawidzie, spadamy stąd, bo jeszcze nas będzie straszyć w nocy, no coś ty, odparł Dawid, tu nie straszy - no, może nie, ale po takich emocjach sny nasze mogą być nie przewidywalne i nie bardzo ciekawe. Krzyś, ja się nie boję i zostaję, rzekł Dawid, Krzyś coś chciał jeszcze dodać, ale Basia uciszyła ich obu – zamknijcie się, i słuchajcie - dobrze?, dobrze już dobrze, burknął pojednawczo Dawid, siostry i Basia spojrzały na Dawida i Krzysztofa z uśmiechem, jakby drwiąc z ich gadki o straszeniu. Po chwili przerwy, Andrzej odchrząknął i zaczął ponownie swoje przeżycia opowiadać. Te sny powtarzały się notorycznie, i im bliżej było do mojego wyjazdu na placówkę, tym częściej one mnie nachodziły. Wiecie, zacząłem się trochę lękać tej mojej prawie łatwej decyzji, i tego wyjazdu, nie żebym się bał tak, jak to się czuje strach, tylko to przychodziło do mojej podświadomości i nurtowało mnie od wewnątrz, ale wycofać już się nie mogłem, bo dałbym plamę, a to nie byłoby w moim stylu, taki afront?, więc twardo postanowiłem jechać. W końcu nadszedł ten upragniony mój dzień i troszkę mi ulżyło, bo tą sprawę chciałem załatwić jak najszybciej - no, i w końcu udało mi się. Samochód podjechał pod mój rodzinny dom, kolega Ryszard Drąg wyskoczył z samochodu i pomógł mi załadować wszystkie moje graty podręczne, i te niezbędne dla początkującego młodego człowieka, który chce się usamodzielnić na swoim gospodarstwie, a może i założyć rodzinę. Jednak to dopiero było na przyszłość w planie, ale nie tą najbliższą, jak wówczas myślałem. Marzenia piękne, choć jeszcze do końca nie byłem pewny, czego tak naprawdę teraz chcę od życia. Ruszyliśmy z kolegą pełnym gazem, bo do Borek było daleko, a ja chciałem być jeszcze za widnego dnia - tak, żeby poznać choć trochę moje obejście. Po drodze rozmawialiśmy o tym, i o tamtym - nic szczególnego, by tu, można było to przytoczyć. W samochodzie trochę się zdrzemnąłem i znowu dopadł mnie ten sen straszny. Kolega mnie obudził mówiąc, że się rzucałem i coś bez sensu mówiłem przez sen, zachowywałem się tak, jakby mnie jakieś demony dopadł, z czym się zgodziłem. Po chwili namysłu; opowiedziałem Ryszardowi pokrótce moje przeżycia z ostatnich nocy przed wyjazdem - choć, nikomu tak naprawdę, nie lubiłem się zwierzać ze swoich problemów, przynajmniej nie takich. Ryszard mnie wysłuchał z uwagą, i szepnął w moim kierunku, jakby się czegoś obawiając. Wiesz, moja ciocia jest wróżbitką, umie przepowiadać przyszłość z Tarota i odczytywać sny, gdybyś o tym coś wspomniał wcześniej, to ona by ci objaśniła te sny, a teraz jesteśmy za daleko żeby się wracać do niej, ale jakbyś był kiedyś okazyjnie w pobliżu naszego domu, to wstąp nas odwiedzić, a przy okazji z ciocią Basią cię umówię, dobrze?, jasne! Odkrzyknąłem z jakąś kluchą w gardle. Słońce chyliło się szybko ku zachodowi, gdzie niebo było już widać miejscami poczerwieniałe, a do mojego gospodarstwa było jeszcze kawał drogi. Ryszard włączył muzykę klasyczną - zdaje się, że Mozarta, atmosfera po chwilowym zachmurzeniu, rozjaśniła się przez rytmy muzyki tego wielkiego mistrza odtworzenia dźwięków przyrody i jej natury, w nutkach tego wspaniałego kompozytora ujęte. Ciemno już było, jak dojechaliśmy do leśniczówki, Ryszard pomógł mi się szybko wypakować i przenieść cały mój dobytek do przedpokoju. Później oglądnęliśmy niektóre zakamarki tego domu, przy lampie naftowej, bo elektryczności tu nie było, ze względu na koszty związane z jej doprowadzeniem, ale to mnie nie zniechęcało, i nie przerażało, a nawet dodawało surowości i jakiejś egzotyki, tajemniczości, mistycyzmu, temu odludnemu miejscu. Ryszard westchną, hm; ciężko tu będziesz sam miał, brak; światła, duchy, do wiosek daleko, czyste odludzie – umiesz mnie szczerze pocieszyć odpowiedziałem krótko, i dodałem ... Wiesz Ryszard, to miejsce mnie nie przeraża, ale jakby dodatkowo rajcuje, taka odmiana - no pewnie, przerwał Ryszard moje wywody, i zapytał zaraz ponownie, a jak długo tu będziesz mieszkał i stworzonka leśne straszył?, pożyjemy zobaczymy odrzekłem koledze. Ryszard tylko uśmiechnął się do mnie z politowaniem. Po chwili milczenia dopowiedział - muszę już wracać, dokąd?, spytałem Ryszarda, jak to dokąd?, do domu. Przenocuj do rana u mnie, zaproponowałem, a rano skoro świt odjedziesz, ale on zamruczał coś pod nosem niewyraźnie, i ruszył w kierunku samochodu. Nie chcąc, ale mimo to, zacząłem się głośno śmiać, i rzuciłem za Ryszardem pytanie - cykor cię obleciał? On na to, jaki cykor?, pracę mam i tyle, a rano muszę być w domu, i to jak najwcześniej – trudno, i rzekłem na pożegnanie troszkę ironicznie, to do zobaczenia „Ryszardzie Lwie Serce”, on ryknął śmiechem, i już z samochodu się odciął – pa harcerzyku! I tyle go tylko widziałem - myślę, że bał się zostać po tym moim opowiadaniu snów, wolał w nocy jechać, niż ze mną do rana, tu gdzie ponoć straszy – przenocować ...

 

skromny - kochający wiedzę, i ludzi tolerancyjnych ...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Rozmaitości