ekonomista  grosik ekonomista grosik
51
BLOG

Poczuj strach - wspomnienia z młodości, odc. IV, cdn ...

ekonomista  grosik ekonomista grosik Rozmaitości Obserwuj notkę 7

O słodka historio mojego życia - jakoś nieswojo mi się zrobiło i wróciłem z powrotem na dół. Postanowiłem przejrzeć pozostałe pokoje; w tym co spałem było łóżko dwuosobowe z materacem pogrubianym, toaletka między oknami i krzesło tapicerowane obrotowe, z lewej strony łóżka w narożniku; szafa trzydrzwiowa z dużym lustrem pośrodku, między nią a łóżkiem; szafka nocna, na niej lampa naftowa o metalowej grawerowanej obudowie, na środku pokoju fotel bujany - meble tego pokoju były wykonane w Jesionie. W oknach firany i po bokach zasłony w kolorze bordowym podobnie uformowane jak na górze. Na prawej ścianie były drzwi z drewna jesionowego do drugiego pokoju. Wszedłem do niego; na środku stał duży dębowy stół i sześć krzeseł tapicerowanych, w rogu po lewej stronie okna stał duży szafkowy zegar w stylu retro, po prawej stronie okna stało biurko i krzesło, też dębowe, jeszcze bardziej w prawo stała ława i cztery fotele oprawione w skórę, na ścianach wisiały trofea myśliwskie, całość wyglądała czysto i schludnie; pokój urządzony bardzo gustownie i ze smakiem artysty - dekoratora wnętrz. Przeszedłem w lewo i następnymi drzwiami wyszedłem powoli na korytarz. Drzwi do następnego pokoju były tuż obok, wykonane z drewna naturalnego - sosny, nacisnąłem klamkę i przekroczyłem próg, stanąłem jak wryty! Pokój był duży nie umeblowany wszędzie pełno kurzu podłoga brudna jakby od lat tu nikt nie zaglądał, zdziwienie moje było ogromne i zaskoczenie kompletne – odczułem jakieś dziwne wrażenie, że tu coś niedobrego musiało się stać - hm; ale co? Postanowiłem, że później gdy już dojdę ze wszystkim do ładu zabawię się w detektywa i to sprawdzę. Podszedłem do następnych drzwi, które były wykonane też w sośnie - nacisnąłem klamkę, i je otworzyłem; była to łazienka, posadzka wyłożona zieloną terakotą, ściany błękitnymi kafelkami całość pięknie się prezentowała - dość pomysłowo była urządzona. W rogu stała duża kąpielowa wanna nad nią wisiała duża konewka, jaką się używa do podlewania kwiatów, na dość przemyślnie skonstruowanej dźwigni tak, że po nalaniu wody i pociągnięciu za sznurek zachowywała się, jak prysznic. Uśmiech przebiegł po mojej twarzy gdy patrzyłem na to cudo techniki dwudziestego pierwszego wieku. Z lewej strony prawie pod sufitem było małe okno, ale światło, które poprzez nie wpadało do środka, w zupełności wystarczyło, jeszcze bardziej w lewo na ścianie był zamontowany zlew pod nim było wiadro na spływającą wodę - chyba rura kanalizacyjna się zapchała, nad zlewem było lustro z półeczką na szklanki do mycia zębów i przybory do golenia. Tuż obok wisiała szafka na kosmetyki pod nią stała szafka na proszki i inne specyfiki sanitarne. Wszystko to było urządzone skromnie, ale jakże pomysłowo, co bardzo dobrze świadczy o moich poprzednikach, na pewno byli ludźmi bardzo praktycznymi. Wyszedłem z łazienki i wszedłem do kuchni; w kuchni posadzka też wyłożona zieloną terakotą, ściany tylko wokół westfalki wyłożone jasno niebieskimi kafelkami z prawej strony drzwi, które też były wykonane w sośnie. Dalej okno duże przez które było widać podwórze i bramę wjazdową. W oknach były firanki we wzory drzew, ale bez zasłon - dalej stał kredens, obok były drzwi też w sośnie, jeszcze dalej westfalka w dobrym stanie, następnie drzwi do pokoju sypialnianego, który już wcześniej opisałem. W lewo od tych drzwi stała duża ława nad nią widok jakiegoś dużego wodospadu, pewnie Niagary, na środku stał stół i cztery taborety wstawione pod niego. Przejdźmy dalej i otwórzmy następne tajemnicze drzwi, otwieram i widzę małe pomieszczenie z półkami dookoła bez okna, ale światło wpadające do środka umożliwia nam widoczność dostateczną, aby można było znaleźć to co szukamy, pomysłowy gospodarz, żeby wzmocnić natężenie światła, drzwi od lewej strony pomalował na biało, efekt tego był wspaniały. W całym domu podłogi były wykonane z drewna sosnowego. Po obejrzeniu tego wszystkiego postanowiłem troszkę odetchnąć świeżym powietrzem. Wziąłem krzesło z pokoju, mapę mojego rewiru i wyszedłem na podwórze. Spojrzałem na zegarek dochodziła godzina ósma; zero, zero, pomyślałem do śniadania jeszcze czas, bo zawsze spożywam go o dziewiątej, był to mój nawyk przestrzegany przeze mnie od lat. Krzesło ustawiłem pod ścianą tuż obok drzwi wejściowych do mieszkania, siadając przez myśl mi przeleciało, że powinienem jechać do wsi moim składakiem i przedzwonić do szefa, że szczęśliwie tu dotarłem i powoli się zagospodarowuje, a także do rodziców. Mapę rozwinąłem i zapoznawałem się z moim terenem, na którym mam spędzić ładnych parę latek, jak nie całe moje młode i ubogie życie. Teren był bardzo duży gdzie nie gdzie były zaznaczone małe obszary lasu do wycinki, na drewno papierowe dostarczane celulozie na przemiał. Były też niedaleko domu dwa nieduże jeziora, własność nadleśnictwa oraz tereny pod obsadzenie. Utrwaliłem to wszystko sobie w łepetynie, gdy spojrzałem ponownie na zegarek dochodziła godzina dziewiąta - no, pomyślałem; czas coś przekąsić z moich zapasów. A po śniadaniu składam rower i jadę do wsi przedzwonić do nadleśnictwa i rodziców oraz muszę zrobić jeszcze jakieś drobne zakupy. Podniosłem się z krzesła i ruszyłem szukać drwa na ogień. Spojrzałem w stronę obórki i zauważyłem róg drewnianego dachu wcześniej go nie spostrzegłem. Poszedłem w tym kierunku, a za obórki wyłoniła się mała szopa, taka na przechowanie drewna opałowego, otworzyłem drzwi zbite z desek surowych i zajrzałem do środka, a tam drewno pocięte i poukładane pod jej ścianami prawie do sufitu.

skromny - kochający wiedzę, i ludzi tolerancyjnych ...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Rozmaitości