Andrzej usiadł ponownie wygodnie w fotelu, i zaczął dalej opowiadać. Po trzech miesiącach pobytu w leśniczówce i rozmowach nocnych z Adrian, do których już się przyzwyczaiłem, wróciłem autobusem do rodzinnego domu, tu rodzicom powiedziałem, że poproszę Górskich o rękę córki, i spytałem ojczulka, i mamuśkę, czy mogą mi dać klejnot rodzinny na tą okazję, tj; pierścionek zaręczynowy z brylantem po babci, małe dzieło sztuki jubilerskiej - zresztą, bardzo drogi. Rodzice dali mi ten śliczny pierścionek, bez oporu - ojciec mi rzekł na drogę; Andrzeju, to twoje życie, więc wybór też jest twój, skoro się kochacie: Kasia i ty, to co mamy ci teraz tu rzec – rób to, co uważasz za słuszne, w końcu dorosłym człowiekiem jesteś, i chyba wiesz co robisz; tak, wiem tatku, i tego co postanowiłem, jestem tak pewnym, jak niczego do tej pory. Z domu rodzinnego wracając do Borek, zaszedłem do mojego szefostwa zdać raporty z całej działalności w moim rewirze. Mój szef: Jarosław Bartecki , przyjął mnie już w drzwiach swojego gabinetu z uśmiechem i pytaniem, jak i koledzy, i koleżanki; co Andrzeju?, spytał mnie szef, słuchy tu chodzą, iż duch cię naprowadził na swoje kości, tak; coś w tym stylu, ale nie duchy szefie, tylko duszek, odpowiedziałem grzecznie szefowi, i opowiedziałem im o policji w leśniczówce i jednodniowym dochodzeniu, szef kręcił z nie dowierzeniem głową. Patrz Andrzeju - tyle lat po wojnie, a dopadliście tego zbója, a wyrok już jakiś zapadł?, bo słyszałem, że to dożywocie? Tak dożywocie odpowiedziałem, a skąd szef wie, o tym wyroku? Ludzie tu przychodzą po asygnaty i coś zawsze gadają, człowiek niby wie, ale dopiero po czasie okazuje się, że plotka prawdą stała się - sam zresztą wiesz, jak to jest, ano wiem - odparłem! Po rozliczeniu się z szefem, wpadłem jeszcze do mojego serdecznego kolegi tego, co mnie przywiózł do Borek - Ryszarda Drąga, bardzo ucieszył się na mój widok. Przywitałem się z Ryszardem i jego żoną, i zaraz po przywitaniu się, zaczęły się pytania od Ryszarda sypać; co porabiam w Borkach ciekawego, jak mi się życie układa z duchami, itd.
Po krótkim wstępie, opowiedziałem im historię Adrii, w którą nie chcieli mi uwierzyć, ale jak streściłem im dochodzenie milicji, ogłoszony wyrok, wówczas odsapnął Ryszard i chyba zaczął mi wierzyć. Żona Ryszarda - Agata, po tej opowieści kawę naturalną zaparzyła, której aromat rozszedł się po całym pokoju, i ją nam podała, dodając; ty Andrzeju, to masz przeboje; w wojsku je miałeś słyszałam od Ryszarda, i teraz w tej leśniczówce - widzę, że nudzić się nie potrafisz, a może nie dano ci się nudzić - co? Wiesz Agatko, raczej to drugie, odpowiedziałem jej z uśmiechem. Pochwaliłem się też im, że poznałem piękną blondynkę Kasię, do której teraz jadę się oświadczyć. Ryszarda, aż poderwała ta wiadomość, nie wierzę ci - wyszeptał, ano uwierz Ryszardzie, bo to prawdą jest, i jak zaręczyny dojdą do skutku, to was chcę widzieć na moim weselu, w najbliższe święta - zresztą, zaproszenia roześlę, a Ty Ryszard byłbyś nam drużbą przy naszym boku, zgoda?, jasne jak słońce Andrzeju. Bardzo miło mi będzie, a raczej nam z Kasią będzie, was gościć - dorzuciłem z uśmiechem! Patrz Agatko miła moja, jak ten koleś się spieszy, by w dyby się zakuć na całe życie. To ty Ryszardzie ślub ze mną za dyby wziąłeś?, i jak go nie pacnie w czółko, aż Ryszard pokraśniał, oj! Aguś, żartowałem jeno - jeszcze raz tak zażartujesz, a będziesz sam się opierał i karmił - draniu niewdzięczny! Ryszard żonkę w objęcia ucapił i zaczął ją po oczach całować, aż ta się roześmiała głośno - puszczaj mnie łotrze jeden, krzyczała śmiejąc się radośnie, wpierw mi dopiekasz przy gościu, a teraz chcesz mnie udusić?, siło nieczysta! Patrząc na tą scenę, łzy w oczach ze śmiechu miałem, cyrk nieprzeciętny! Tak nam zeszło około dwie godziny – cóż, w końcu do nich mówię, na mnie czas, muszę was już pożegnać - pożegnałem się z nimi i ruszyłem w swoją drogę. W Borkach byłem bardzo późno, więc zaszedłem do domu Kasi, i u nich przenocowałem. Rano; skoro świt wstałem, zjadłem śniadanie, które Kasia mi przygotowała, i po nim podwiozła mnie do domu, między czasie, umówiliśmy się na sobotę wieczór. Po odjeździe Kasi, pojechałem rowerem na wyrąb lasu. Wróciłem jak zawsze, bardzo późno, tak że przyszło mi zjeść tylko kolację, a po niej rozciągnąłem się na łóżku jak długi, by sobie jeszcze poczytać książkę - nagle zapadłem w trans; sen, półsen, czort wie, jak to nazwać. Zresztą, po pogrzebie Adriana zaczęła mnie nawiedzać w snach i drzemkach codziennie, gdy spałem u Kasi w domu - też! Transy dopadały mnie, nawet wówczas, jak czytałem książkę na dworze. Jak wpadałem w trans; zjawiała się zaraz Adria, siadała na łóżku, tuż obok mnie, czy jak czytałem na dworze, wówczas siadała na schodach obok mnie; łapała mnie za rękę, i tak siedziała nic nie mówiąc, tylko się jakby do mnie lekko uśmiechała. Początkowo - nagle się wybudzałem, z tego transu zmrożony i spocony, jak lis. Któregoś razu pyta mnie; dlaczego się jej boję, odpowiedziałem - przecież ty nie żyjesz, ja o tym wiem, i to mnie mrozi. Jak to nie żyję?, pyta mnie; przecież ty mnie widzisz, i ja z tobą rozmawiam, więc żyję. Twoje szczątki pod brzozą leżą w ziemi – powiadam jej, na to uśmiechnęła się delikatnie i mi odpowiada, to leży tylko to, co materialne, i co uległoby wcześniej czy później rozkładowi, a ja, jak sam to widzisz - żyję! Jejku, dlaczego nie odejdziesz stąd tam gdzie się odchodzi po śmierci?, pytam Adrii; tam odchodzą tylko ci, którzy odeszli w swoim przeznaczonym czasie - cicho odpowiada mi Adriana, a ja powinnam jeszcze tu żyć – nie rozumiem, powiadam jej szczerze. To proste odpowiedziała mi Adriana, moje ciało zbezczeszczono i zamordowano, czyli pozbawiono mnie wyrazu i możliwości dokończenia swojego życiowego przeznaczenia, z tego wynika, iż muszę resztę czasu, jako duch tu spędzić. Teraz muszę tu czekać, aż po mnie przyjdą ci, co mnie przeprowadzą przez tą nieziemską sferę, o której mi mówisz, ale we właściwym czasie - innej drogi po prostu nie ma. Jacy ci -pytam jej - istoty świetliste, skąd wiesz Adria, jak one wyglądają?, krótko po śmierci mojego ciała, jedna z nich mi się ukazała i powiedziała, że mam tu czekać na swój czas. Mówisz mi, że wszyscy; pomordowani, i ci którzy giną w wypadkach, czy w czasie aborcji, itd. przed czasem swoim stąd nie odchodzą?, właśnie tak! Muszą czekać tu na ziemi, na swój czas: Adria, powiedz mi - tylko prawdę, proszę cię; ja śnię że z tobą teraz tu rozmawiam, czy to naprawdę się dzieje?, naprawdę ze mną rozmawiasz. Wybudziłem się z tego transu i zerwałem z wyra na równe nogi roztrzęsiony, jak sita w młockarni, i patrzę dookoła siebie błędnym wzrokiem. Kurka wodna, świat duchów tu na ziemi - jednak istnieje?, siadłem ciężko z powrotem na wyro, i rozpamiętuje całe to zdarzenie, w końcu doszedłem do wniosku, że tak! Przecież już kiedyś gdzieś, o tym czytałem, że każdy człowiek, który się powiesi, zginie, itd; przed wyznaczonym dla siebie czasem, musi czekać tu jako duch, aż jego czas nadejdzie, niektóre duchy nie mogą się z tym pogodzić, więc szaleją; nawiedzając swoich bliskich, i nie tylko - dopiekając im do żywego. Przy następnych odwiedzinach Adriany, już się jej tak nie bałem, nie odczuwałem strachu, a wręcz byłem zadowolony, że jeszcze tu jest ze mną, że jeszcze nie odeszła ... Wieczorem wróciłem do domu, patrzę, a pod bramą Kasia w samochodzie siedzi, dlaczego nie wejdziesz?, wiesz dlaczego sama tam nie wejdę - byłam na grobie małej, przed chwilą; świeczkę zapalić, kwiaty zmieniłam, i teraz czekam tu na ciebie, więc wejdź teraz ze mną, bo już myślałem, że coś się stało w domu, nie - nic się nie stało, po prostu zatęskniłam i przyjechałam - myślałam, że już jesteś w domu. Weszliśmy do kuchni, Kasia się wzięła za robienie kolacji, a ja wyszedłem się umyć pod studnią, gdy wróciłem było wszystko na stole, jedząc kolację znienacka zapytałem Kasię: Kasiu, cobyś powiedziała gdybym poprosił twoich rodziców, o twoją rączkę? Nic, jak to nic?, – tu Kasia Andrzejowi nagle opowiadanie przerwała zwracając się do Halinki; wiesz Halinko jakie oczy na mnie wówczas zrobił?, szok! Tak, w tej niepewności dłuższą chwilkę go potrzymałam, aż poczerwieniał na twarzy, jak burak ćwikłowy, i wówczas mu odrzekłam; powiedziałabym ci Andrzeju miły ty mój – tak! Wyjdę za ciebie! A on wiecie; fik ze stołka, i leży obok stołu zemdlony - capnęłam wiadro z woda i lu... na niego wszystką wodę, a on wiecie; otwiera nagle oczy, i mnie się pyta – zwariowałaś kobieto?, i odpowiedz teraz Halinko facetowi, że wyjdziesz za niego, to zobacz co gada - wszyscy wybuchnęliśmy gromkim śmiechem. A wracając do tego, dorzuciła Kasia; dlaczego w leśniczówce sama nie chciałam przebywać, nawet chwili - wiecie, nie wierzę w duchy, taj jak Andrzej, ale wyobraźcie sobie, że w tamtym domu coś było nie tak! Pierwszy raz, jak weszłam do Andrzeja domu, od razu poczułam, taki dziwny chłód, jakbym w śnieg wpadła, w bardzo mroźny dzień, nic mu nie powiedziałam o tym odczuciu, bo i po co ...? Kilka razy, jak byłam po tym zdarzeniu u Andrzeja, zawsze czułam czyjąś rękę na swojej ręce, i ta huśtawka, którą Andrzej zrobił niby dla mnie, zawsze się bujała sama, to była Adriana szepnął Andrzej. Kasia spojrzała na Andrzeja – może to być, że to była ona, albo ktoś z jej rodziny; brat, matka, ojciec - oczywiście, że to była Adriana, rzucił Andrzej; tak cię ona witała w swim domu - jejku rzekła Kasia, żartujesz chyba sobie ze mnie?, wyszeptała Kasia, ja i duch?, nie, nie żartuję, dodał Andrzej. Wiecie co?, Adriana i teraz tu u nas przebywa, rzekła Kasia, czasami mam uczucie czyjejś obecności w tym tu nowym domu, pukanie, kroki tu słyszę, czasami; ruszanie widelców w szufladzie, czy na stole, ale strachu nie odczuwam jakoś, dlatego Andrzejowi nic o tym nie mówiłam, bo mi się wydaje, iż przewrażliwiona tym wszystkim jestem. Nie Kasiu, rzekł Andrzej; ona tu jest, i tak długo tu będzie, aż nadejdzie jej czas, gdybym o niej nie myślał byłaby w tamtej leśniczówce, ale ja się nie mogę pozbyć myśli o niej, i to ją trzyma przy mnie, a raczej przy nas. Wiele razy w lesie mnie przestrzegła przed nierozważnym krokiem, co mi życie uratowało, więc pozbywać się jej, nie mam zamiaru, jest jakby moim opiekuńczym duszkiem, i niech tak zostanie! Mnie duszek nie przeszkadza i chyba nikomu w tym domu, prawda Kasiu?, ależ oczywiście mężu. Halinko, a ty w duchy wierzysz, spytała ją Kasia – oczywiście że tak, u nas w domu duszek jest od zawsze, tj; odkąd poznałam swojego tu siedzącego grzecznie męża – wyszeptała Halinka, i posłała mi swój ciepły uśmiech. Był z nami, jak jeszcze mieszkaliśmy na pokoju zaraz po jego wyjściu z wojska, i później, gdy przeszliśmy już na własne mieszkanie, i tak z nami jest do dzisiaj - też go słyszymy wszyscy, jak urzęduje; w kuchni, w pokojach, puka, stuka, chodzi, itd. po tych słowach Halinki. Andrzej rzekł krótko i na temat - kochani, to by było tyle z moich przeżyć – teraz idziemy spać, bo rano skoro świt; idziemy z Krzysiem i Danielem do lasu, a ty przyjacielu, nie chcesz przejść się z nami?, spytał mnie Andrzej – jasne, że idę z wami – odrzekłem, przecież, ja też bardzo kocham las, zwłaszcza rano, jak cała przyroda się budzi ze snu - ten harmider czyniony przez ptaszki, to jest to! Pamiętaj przyjacielu mój; zwrócił się jeszcze do mnie Andrzej - następnym razem, ty opowiadasz nam swoje doświadczenia z duchami, bo wiem, że ty od dawna z nimi masz do czynienia, co Halinka tu potwierdza - stoi?, stoi odrzekłem. To zdrówko rzekł Andrzej do kobiet – przyjacielu, zwrócił się do mnie; po małym kieliszku za zdrowie naszych pięknych pań, i idziemy lulać, póki ciemno jeszcze, bo niedługo zacznie świtać! Wypiliśmy po kieliszku, i rozeszliśmy się po pokojach spać, w towarzystwie duszka - słyszałem, jak ktoś niewidzialny stąpa delikatnie po podłodze, i to bardzo blisko nas ...
Kończąc tu już te wspomnienia, przypomnę tu jeszcze, fragment mojego wiersza:
Znikają; ignorancja, obłuda, buta,
arogancja, egoizm, ciągłe miraże.
Znika również nasza, myśl okrutna;
zniszczyć DOBRO, bo ZŁO każe!
Światło ŁASKI, Światło DUCHA,
myśl przewodnia - piękne IDEE.
Nasza osobowość bardzo krucha,
kto zrozumie to, co już istnieje?!
Inne tematy w dziale Rozmaitości