ekonomista  grosik ekonomista grosik
939
BLOG

Wspomnienia skruszonego alkoholika ... cdn ....

ekonomista  grosik ekonomista grosik Rozmaitości Obserwuj notkę 2

Jacek obudził się jak już było widno na dworze, spojrzał w bok na poduszkę, Judyty przy nim nie było, próbował połknąć ślinę, ale w gardle poczuł suszę, a język mu stał, jak kołek w płocie - przyłożył sobie dłoń do ust i chuchnął; Jezu, ale smród! Co ja takiego piłem?, próbował sobie przypomnieć, ale zmysły odmówiły mu współpracy. Wstał chwiejnym krokiem i podszedł do okna, podciągnął żaluzje, światło wzrok mu poraziło, więc przysłonił oczy sobie ręka - kurka wodna, to chyba już południe, cofnął się z powrotem do nocnego stolika po zegarek. O... w mordę! Ryknął, to już jest dziewiąta?, dlaczego mnie Judyta nie obudziła, co za wredna małpa. Ruszył szybszym krokiem w kierunku kuchni, zobaczył na stoliku niedokończony koniak - więc, chwycił za butelkę, by kaca swojego podleczyć - miał już pociągnąć potężny łyk, gdy zauważył kątem oka coś białego na stole, co to?, spytał samego siebie. Na stole leżała kartka zapisaną drobnym pismem, wziął ją do ręki i głośno przeczytał; „Jacku musimy dać sobie trochę czasu, by zrozumieć nasze pożycie małżeńskie i rodzinne, nie szukaj mnie i dzieci, sama się do ciebie odezwę, jak przyjdzie ten czas - życzę ci pozbycia się tego nałogu i powrotu do normalności... Judyta.”

Jacek po przeczytaniu tej wiadomości stał, jak sparaliżowany, nie mógł rękoma ani nogami poruszyć, w końcu to do niego dotarło! Jasna cholera! Wrzasną na cały dom, ta idiotka mnie pozbawiła dzieci, i wpadł w szał, wszystko co zobaczył, rozbijał w drobny mak. W końcu do sypialni wpadł i runął jak długi w poprzek łóżka, po chwili spał niespokojnym snem, przerywanym zwidami, przebudził się na chwilkę, by znowu zasnąć. Teraz, miał sen; wchodzi do domu nawalony, otwiera mu Judyta uśmiechnięta od ucha do ucha, za nią stoi facet na pół rozebrany, co jest pyta ją, gacha sobie przyprowadziłaś?, a tak, odpowiada mu Judyta, ty jesteś codziennie pijany - więc, jak myślisz, ileż to można czekać na pieszczoty z własnym mężem? Ty zdradliwa jędzo rozdarł się na całe gardło - ruszył do niej, łapiąc ją za sukienkę, Judyta wyrwała się z jego szponów, i ucieka w stronę łazienki, facet też dał nogę na dwór. Jacek dopada ją tuż przed łazienką, łapiąc z tyłu Judytę za włosy, i wali jej twarzą z całej siły w lustro – słyszy, trzask łamanego szkła i śmiech przeraźliwy Judyty, która odwraca się nagle do niego z pokancerowaną, jak upiór twarzą, usta mocno rozcięte ukazują jej zakrwawione zęby, i z szyderczym śmiechem Jacka się pyta; taką mnie chcesz?, taką mnie pokochasz? Jackowi nagle grunt się osuwa pod nogami, brakuje mu powietrza, dusi się, w końcu się przebudza z silnym kaszlem i siada ciężko dysząc na łóżku; Jezu szepcze, co za makabryczny sen! Po chwili, gdy już doszedł troszkę do siebie, zerknął na zegarek - zerwał się z łóżka, bo dochodziła godzina czternasta, co w pracy teraz pomyślą?, pewnie, że znowu zapiłem ten swój zakuty łeb! Wskoczył szybko do łazienki, wziął zimny prysznic, ogolił się, i podszedł do telefonu. Wykręcił numer do swojego wspólnika, odebrał Zbyszek - posłuchaj! Biorę sobie trzy dni wolnego - dlaczego?, spytał go wspólnik, to nie rozmowa na telefon; teraz ty posłuchaj Jacku, dam ci dobra radę; sprzedaj swoje udziały, i rób sobie co tylko chcesz, bo ja mam już dość tych twoich wymówek, i balang, ok? Pomyślę i o tym, ale teraz trzy dni, i wracam do pracy – odłożył wkurzony słuchawkę na widełki. Spojrzał po mieszkaniu i szepnął pod nosem, ależ tu syf! Wyszedł na dwór i zobaczył sąsiadkę; gdzie jest Justyna?, ty jej pomogłaś w ucieczce - co? Ja?, ja tylko podwiozłam ją pod Hotel, i to wszystko! I co z nią się później stało?, a skąd ja to mam wiedzieć?, przecież ty jesteś jej mężem, jak się nie mylę - prawda?, odwróciła się na pięcie i weszła szybko do swojego domu. Jacek długo się zastanawiał; co teraz mam zrobić?, na policję dać znać, że mi żona uciekła, i przy okazji dzieci porwała?, cholera, oni mnie tylko wyśmieją, zwłaszcza że do tego wszystkiego, jestem jeszcze nie w formie. Wrócił do domu i podszedł do szafki z telefonem, wyciągnął szufladkę i chciał wziąć klucze do garażu i samochodu, ale po chwili wahania, odłożył je, i wyszedł z domu na dwór, przejdę się piechotą do Hotelu - dobrze mi to zrobi, i ruszył w jego kierunku. Pokazał zdjęcie Judyty recepcjonistce, ale tu w recepcji nie widziano kobiety, o tym wyglądzie, wrócił wściekły do domu, i wziął się za sprzątanie tego bałaganu, który sam sobie narobił. Wyniósł dwa wiadra potłuczonego szkła do śmietnika, później siadł zmęczony na krześle, i intensywnie myślał, kto może wiedzieć, gdzie ona jest - matka, jej matka; podszedł do telefonu, i wykręcił jej numer, ktoś podniósł słuchawkę nic nie mówiąc, więc spytał - mamusia?, tak to ja, a o co chodzi?, dzieci moje są u was?, nie..., nie ma - pojechały z Judytą, z Judytą?, dokąd? Powiedziała mi tylko, że sama ci powie, i to wszystko ..., kiedy?, a skąd to ja mam wiedzieć - kiedy?, przepraszam, ale myślałem, że ona mamusi powiedziała - słuchaj Jacku, nawet gdybym wiedziała gdzie ona jest, to i tak bym ci nie powiedziała, musicie oboje do tego dojrzeć, co dla was jest lepsze, ważniejsze; małżeństwo, i rodzina, czy wódka i przyjaciele - rozumiem, nie ma sprawy - dowidzenia, dowidzenia! Odłożył słuchawkę, i siadł podłamany - zapomniał, o kacu nawet, i to, jak go od samego rana rura smali. W końcu wstał, spojrzał na butelkę z koniakiem, wziął ją do ręki, i wylał jej zawartość do zlewu; koniec z tym, wydarł się na cale gardło, i z papierosami też! Jasna cholera, co ja nawyczyniałem ze swoim życiem przez to cholerstwo! Podszedł do kuchenki nalał świeżej wody do czajnika i zaparzył sobie kawę, aromat rozszedł się po kuchni, aż go podniebienie załaskotało, wypił parę łyczków czarnego napoju i wyszedł do miasta. Nie wiedział, co ma teraz z sobą zrobić, w końcu wstąpił do monopolowego i kupił 0,75 l. czystej. Wrócił do domu wieczorem, rozebrał się, nalał sobie pięćdziesiątkę wódki, stanął przed lustrem, no to Jacku; za nowy lepszy dzień, i wylał ją do zlewu. Rozebrał się wszedł do łazienki i wziął prysznic, później z książką leżał, aż z nią na brzuchu usnął. Rano wstał - toaleta, wziął samochód z garażu, i udał się do teściów, by pogadać o swojej sytuacji. Teść tylko się z nim przywitał i to bardzo niechętnie, i wyszedł do obrządku, a teściowa zaczęła udzielać mu, lekcji pokory; do życia, i do rodziny. Wrócił do domu w nocy, ciut jakby odmieniony, wlał sobie znowu czystej śmierdzącej, jak diabli i wylał go, za lepsze czasy. Rano skoro świt, wrócił do pracy trzeźwy, jak niemowlę, i od razu wziął się za swoje obowiązki. Zbyszek widząc go trzeźwego, oczom własnym nie wierzył - więc, podszedł i spytał go; co się stało u ciebie w domu?, u mnie?, nic! A co miało się stać?, rewolucji nie było?, jakiś dzisiaj inny jesteś, nie..., rewolucji nie było, jeno Tornado, które mi wszystko z domu wymiotło - Zbyszek, nie zrozumiał tej jego aluzji, ale o więcej nie pytał. Po miesiącu Jacek dostał list od żony, która go powiadomiła o zdrowiu dzieci i postępach w nauce, o sobie nic nie wspominając. Jak czytał, teściowa go obserwował bacznie, nic tu nie ma, powiedział do niej, jak skończył czytać list, adresu też mi nie podała. Jacku, daj jej czas i sobie, nic od razu się nie naprawia, zbyt długo jej dawałeś do wiwatu, a teraz chcesz, by wróciła od razu na twoje zawołanie?, hm; rozumiem ją, ale mi ich bardzo brakuje, łzy mu same napłynęły do oczu. Wybiegł z domu teściów, jak burza, i odjechał w kierunku domu. Od tego listu, co tydzień teściów odwiedzał, gdzie otrzymywał wiadomości od żony i dzieci, i sam swoje im przez nich wysyłał, opisując swoją tęsknotę za nimi i swoje powszednie dni ... Po trzech miesiącach, zbył swoje udziały w firmie i zatrudnił się w Warszawie, w firmie, którą mu poleciła teściowa. Mieszkanie wynajął znajomej parze i ruszył szukać swojego szczęścia, w Warszawie i w nowej firmie. Tam, po przesłuchaniu go przez Komisję Weryfikacyjną dano mu test na rozpracowanie pewnego projektu, który w ciągu trzech dni rozpracował bez zastrzeżeń - został kierownikiem działu projektów, o dość pokaźnym wynagrodzeniu - mieszkanie na szczęście, też dostał blisko swojej nowej firmy, i to całkiem duże. W żniwa wziął sobie urlop, i pomógł teściom w zbieraniu plonów, o miejsce pobytu Judyty więcej teściów nie męczył. Judyta, coraz częściej do niego pisała i coraz czulsze listy, więc wstąpiła w niego nadzieja, że wszystko się ułoży po jego myśli. Od chwili rozstania się z rodziną, ani razu papierosa nie wziął do ust, i nic co miało w sobie alkohol, nawet na obiadach towarzyskich z interesantami toasty wznosił wodą mineralną. W październiku wrócił do swojego domu, ponieważ podnajemcy opuszczali jego dom, wszak swój sobie wybudowali. Po sprawdzeniu swojego mieszkania, i zatrudnieniu gosposi za rozsądne wynagrodzenie, odwiedził byłego wspólnika, który chciał go ugościć częstując drinkiem, ale stanowczo odmówił drinka, co Zbyszka bardzo zaskoczyło i zdziwiło. Nie pijesz w ogóle?, spytał zaciekawiony, tak; już od ośmiu miesięcy. Wiesz, tak ją sobie obrzydziłem, iż nie ruszam niczego w czym ona jest, papierosów też nie tykam! Zbyszek słyszał o odejściu Judyty z dziećmi od Jacka, ale nie wiedział, że tej zmiany ona była przyczyną i ich dzieci.

Po tym spotkaniu ze wspólnikiem, odwiedził jeszcze teściów, którzy mu listy od Judyty i dzieci dali, i go zaprosili na Święta Bożego Narodzenia do siebie, za co im podziękował, i wrócił wieczorem do Warszawy.

Po wyjeździe Jacka, teść do żony rzekł; ależ się on zmienił kobieto, żebym tego nie widział, nigdy bym w to nie uwierzył – co za twardy charakter, aż mu go zazdroszczę! Ty też taki byłeś mężu, zapomniałeś o tym?, może ci przypomnieć, oj skarbie, tylko nie to! Sam pamiętam o tym bardzo dobrze. Widziałeś, Jacek zmężniał, zrobił się bardziej czarującym, takim jakim kiedyś był, i ten jego uśmiech w końcu odżył, prawda? rzekła żona do męża, a wiesz mężu, ja zawsze w niego wierzyłam - wierzę ci milutka na słowo, odparł jej, bo wy baby macie tą swoją, jak jej tam?, a..., intuicję, i zaśmiał się wesoło, za co go żona pacnęła w łeb delikatnie.

Praca coraz bardziej Jacka pochłaniała, była bardzo ciekawa w swoim rodzaju, co go bardzo cieszyło, nie pozwalała mu na ciągłe rozmyślenie o Judycie i dzieciach oraz o tym, czy jeszcze kiedyś będą jako rodzina razem – wierzył, że miłości powraca czasami, jak się w nią bardzo mocno wierzy, a on właśnie w to, bardzo mocno wierzył, i to go trzymało przy nadziei na lepsze jutro. W końcu Judyty nigdy nie zdradził z inną kobietą - mimo, że okazji, i pięknych ochotniczek - miał na każdym kroku, i propozycje kolacji ze śniadaniem do łóżka podanym. Jacka jednak, to nigdy nie kręciło, odkąd z Judytą zawarł ślub, inne panie dla niego nie istniały! Teraz, w wolnych chwilach chodził na siłownię - ćwiczył też Jogę, i karate ...

Na początku grudnia wieczorem miał po raz pierwszy telefon od Judyty, porozmawiali sobie szczerze, i tak jak to powiadają; od serca. Judyta obiecała Jackowi, że się jeszcze spotkają w rodzinnym gronie, to go uspokoiło - telefoniczna rozmowa, to nie list, zawsze głos jak się słyszy, inne wrażenia się odbiera. W połowie grudnia Jacek prezentów nakupował, rodzicom swoim paczki też postanowił wysłać, bo zbyt daleko mieszkali, by mógł jechać do nich na te święta, a po drugie; nie chciał się im tłumaczyć, dlaczego bez żony i dzieci w święta ich odwiedza, o rozstaniu wolał im nie mówić, zbyt mocno by to przeżyli, a już wiekowi byli. W dniu Wigilii zjawił się u teściów z prezentami pod choinkę, choinka była już ubrana, gdy wszedł z pudłami do pokoju. Poustawiał pod nią paczki, i wstąpił do kuchni, gdzie teściowa rybki i pierogi smażyła na wigilijną kolację - wszystko inne, już było gotowe do stawiania na stół. Mamusiu, Marzena też przyjedzie z Holandii na święta?, dzwoniła że przyjedzie ze swoim przyjacielem samochodem, ale czy na pewno, tego mi nie powiedziała. Jacek pomógł stół świąteczny zastawić potrawami - dochodziła już godzina dwudziesta. Teść, jak zwykle, uniki robił przed takimi pracami, był smakoszem dań swojej żony, ale pracy w kuchni nie cierpiał wręcz. Wszyscy teraz zasiedli do stołu, gdy nagle rozległ się klakson na podwórzu, tuż pod samym domem - ktoś zajechał samochodem rzekła teściowa do Jacka, i wybiegła szybko na dwór. Po chwili weszła Marzena ze swoim chłopakiem, a za nią z krzykiem wbiegły dzieci Jacka, przypadając od razu do nóg ojca – Jacek klęknął na oba kolana, objął ich czule, i zaczął całować gdzie tylko się dało, w końcu ze łzami w oczach zapytał ich, a mamusia gdzie jest?, dzieci spojrzały na niego zaskoczone, że on tego nie wie ...

 

skromny - kochający wiedzę, i ludzi tolerancyjnych ...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Rozmaitości