ekonomista  grosik ekonomista grosik
945
BLOG

Wspomnienia skruszonego alkoholika ... cdn ....

ekonomista  grosik ekonomista grosik Rozmaitości Obserwuj notkę 2

Jacek obudził się jak już było widno na dworze, spojrzał w bok na poduszkę, Judyty przy nim nie było, próbował połknąć ślinę, ale w gardle poczuł suszę, a język mu stał, jak kołek w płocie - przyłożył sobie dłoń do ust i chuchnął; Jezu, ale smród! Co ja takiego piłem?, próbował sobie przypomnieć, ale zmysły odmówiły mu współpracy. Wstał chwiejnym krokiem i podszedł do okna, podciągnął żaluzje, światło wzrok mu poraziło, więc przysłonił oczy sobie ręka - kurka wodna, to chyba już południe, cofnął się z powrotem do nocnego stolika po zegarek. O... w mordę! Ryknął, to już jest dziewiąta?, dlaczego mnie Judyta nie obudziła, co za wredna małpa. Ruszył szybszym krokiem w kierunku kuchni, zobaczył na stoliku niedokończony koniak - więc, chwycił za butelkę, by kaca swojego podleczyć - miał już pociągnąć potężny łyk, gdy zauważył kątem oka coś białego na stole, co to?, spytał samego siebie. Na stole leżała kartka zapisaną drobnym pismem, wziął ją do ręki i głośno przeczytał; „Jacku musimy dać sobie trochę czasu, by zrozumieć nasze pożycie małżeńskie i rodzinne, nie szukaj mnie i dzieci, sama się do ciebie odezwę, jak przyjdzie ten czas - życzę ci pozbycia się tego nałogu i powrotu do normalności... Judyta.”

Jacek po przeczytaniu tej wiadomości stał, jak sparaliżowany, nie mógł rękoma ani nogami poruszyć, w końcu to do niego dotarło! Jasna cholera! Wrzasną na cały dom, ta idiotka mnie pozbawiła dzieci, i wpadł w szał, wszystko co zobaczył, rozbijał w drobny mak. W końcu do sypialni wpadł i runął jak długi w poprzek łóżka, po chwili spał niespokojnym snem, przerywanym zwidami, przebudził się na chwilkę, by znowu zasnąć. Teraz, miał sen; wchodzi do domu nawalony, otwiera mu Judyta uśmiechnięta od ucha do ucha, za nią stoi facet na pół rozebrany, co jest pyta ją, gacha sobie przyprowadziłaś?, a tak, odpowiada mu Judyta, ty jesteś codziennie pijany - więc, jak myślisz, ileż to można czekać na pieszczoty z własnym mężem? Ty zdradliwa jędzo rozdarł się na całe gardło - ruszył do niej, łapiąc ją za sukienkę, Judyta wyrwała się z jego szponów, i ucieka w stronę łazienki, facet też dał nogę na dwór. Jacek dopada ją tuż przed łazienką, łapiąc z tyłu Judytę za włosy, i wali jej twarzą z całej siły w lustro – słyszy, trzask łamanego szkła i śmiech przeraźliwy Judyty, która odwraca się nagle do niego z pokancerowaną, jak upiór twarzą, usta mocno rozcięte ukazują jej zakrwawione zęby, i z szyderczym śmiechem Jacka się pyta; taką mnie chcesz?, taką mnie pokochasz? Jackowi nagle grunt się osuwa pod nogami, brakuje mu powietrza, dusi się, w końcu się przebudza z silnym kaszlem i siada ciężko dysząc na łóżku; Jezu szepcze, co za makabryczny sen! Po chwili, gdy już doszedł troszkę do siebie, zerknął na zegarek - zerwał się z łóżka, bo dochodziła godzina czternasta, co w pracy teraz pomyślą?, pewnie, że znowu zapiłem ten swój zakuty łeb! Wskoczył szybko do łazienki, wziął zimny prysznic, ogolił się, i podszedł do telefonu. Wykręcił numer do swojego wspólnika, odebrał Zbyszek - posłuchaj! Biorę sobie trzy dni wolnego - dlaczego?, spytał go wspólnik, to nie rozmowa na telefon; teraz ty posłuchaj Jacku, dam ci dobra radę; sprzedaj swoje udziały, i rób sobie co tylko chcesz, bo ja mam już dość tych twoich wymówek, i balang, ok? Pomyślę i o tym, ale teraz trzy dni, i wracam do pracy – odłożył wkurzony słuchawkę na widełki. Spojrzał po mieszkaniu i szepnął pod nosem, ależ tu syf! Wyszedł na dwór i zobaczył sąsiadkę; gdzie jest Justyna?, ty jej pomogłaś w ucieczce - co? Ja?, ja tylko podwiozłam ją pod Hotel, i to wszystko! I co z nią się później stało?, a skąd ja to mam wiedzieć?, przecież ty jesteś jej mężem, jak się nie mylę - prawda?, odwróciła się na pięcie i weszła szybko do swojego domu. Jacek długo się zastanawiał; co teraz mam zrobić?, na policję dać znać, że mi żona uciekła, i przy okazji dzieci porwała?, cholera, oni mnie tylko wyśmieją, zwłaszcza że do tego wszystkiego, jestem jeszcze nie w formie. Wrócił do domu i podszedł do szafki z telefonem, wyciągnął szufladkę i chciał wziąć klucze do garażu i samochodu, ale po chwili wahania, odłożył je, i wyszedł z domu na dwór, przejdę się piechotą do Hotelu - dobrze mi to zrobi, i ruszył w jego kierunku. Pokazał zdjęcie Judyty recepcjonistce, ale tu w recepcji nie widziano kobiety, o tym wyglądzie, wrócił wściekły do domu, i wziął się za sprzątanie tego bałaganu, który sam sobie narobił. Wyniósł dwa wiadra potłuczonego szkła do śmietnika, później siadł zmęczony na krześle, i intensywnie myślał, kto może wiedzieć, gdzie ona jest - matka, jej matka; podszedł do telefonu, i wykręcił jej numer, ktoś podniósł słuchawkę nic nie mówiąc, więc spytał - mamusia?, tak to ja, a o co chodzi?, dzieci moje są u was?, nie..., nie ma - pojechały z Judytą, z Judytą?, dokąd? Powiedziała mi tylko, że sama ci powie, i to wszystko ..., kiedy?, a skąd to ja mam wiedzieć - kiedy?, przepraszam, ale myślałem, że ona mamusi powiedziała - słuchaj Jacku, nawet gdybym wiedziała gdzie ona jest, to i tak bym ci nie powiedziała, musicie oboje do tego dojrzeć, co dla was jest lepsze, ważniejsze; małżeństwo, i rodzina, czy wódka i przyjaciele - rozumiem, nie ma sprawy - dowidzenia, dowidzenia! Odłożył słuchawkę, i siadł podłamany - zapomniał, o kacu nawet, i to, jak go od samego rana rura smali. W końcu wstał, spojrzał na butelkę z koniakiem, wziął ją do ręki, i wylał jej zawartość do zlewu; koniec z tym, wydarł się na cale gardło, i z papierosami też! Jasna cholera, co ja nawyczyniałem ze swoim życiem przez to cholerstwo! Podszedł do kuchenki nalał świeżej wody do czajnika i zaparzył sobie kawę, aromat rozszedł się po kuchni, aż go podniebienie załaskotało, wypił parę łyczków czarnego napoju i wyszedł do miasta. Nie wiedział, co ma teraz z sobą zrobić, w końcu wstąpił do monopolowego i kupił 0,75 l. czystej. Wrócił do domu wieczorem, rozebrał się, nalał sobie pięćdziesiątkę wódki, stanął przed lustrem, no to Jacku; za nowy lepszy dzień, i wylał ją do zlewu. Rozebrał się wszedł do łazienki i wziął prysznic, później z książką leżał, aż z nią na brzuchu usnął. Rano wstał - toaleta, wziął samochód z garażu, i udał się do teściów, by pogadać o swojej sytuacji. Teść tylko się z nim przywitał i to bardzo niechętnie, i wyszedł do obrządku, a teściowa zaczęła udzielać mu, lekcji pokory; do życia, i do rodziny. Wrócił do domu w nocy, ciut jakby odmieniony, wlał sobie znowu czystej śmierdzącej, jak diabli i wylał go, za lepsze czasy. Rano skoro świt, wrócił do pracy trzeźwy, jak niemowlę, i od razu wziął się za swoje obowiązki. Zbyszek widząc go trzeźwego, oczom własnym nie wierzył - więc, podszedł i spytał go; co się stało u ciebie w domu?, u mnie?, nic! A co miało się stać?, rewolucji nie było?, jakiś dzisiaj inny jesteś, nie..., rewolucji nie było, jeno Tornado, które mi wszystko z domu wymiotło - Zbyszek, nie zrozumiał tej jego aluzji, ale o więcej nie pytał. Po miesiącu Jacek dostał list od żony, która go powiadomiła o zdrowiu dzieci i postępach w nauce, o sobie nic nie wspominając. Jak czytał, teściowa go obserwował bacznie, nic tu nie ma, powiedział do niej, jak skończył czytać list, adresu też mi nie podała. Jacku, daj jej czas i sobie, nic od razu się nie naprawia, zbyt długo jej dawałeś do wiwatu, a teraz chcesz, by wróciła od razu na twoje zawołanie?, hm; rozumiem ją, ale mi ich bardzo brakuje, łzy mu same napłynęły do oczu. Wybiegł z domu teściów, jak burza, i odjechał w kierunku domu. Od tego listu, co tydzień teściów odwiedzał, gdzie otrzymywał wiadomości od żony i dzieci, i sam swoje im przez nich wysyłał, opisując swoją tęsknotę za nimi i swoje powszednie dni ... Po trzech miesiącach, zbył swoje udziały w firmie i zatrudnił się w Warszawie, w firmie, którą mu poleciła teściowa. Mieszkanie wynajął znajomej parze i ruszył szukać swojego szczęścia, w Warszawie i w nowej firmie. Tam, po przesłuchaniu go przez Komisję Weryfikacyjną dano mu test na rozpracowanie pewnego projektu, który w ciągu trzech dni rozpracował bez zastrzeżeń - został kierownikiem działu projektów, o dość pokaźnym wynagrodzeniu - mieszkanie na szczęście, też dostał blisko swojej nowej firmy, i to całkiem duże. W żniwa wziął sobie urlop, i pomógł teściom w zbieraniu plonów, o miejsce pobytu Judyty więcej teściów nie męczył. Judyta, coraz częściej do niego pisała i coraz czulsze listy, więc wstąpiła w niego nadzieja, że wszystko się ułoży po jego myśli. Od chwili rozstania się z rodziną, ani razu papierosa nie wziął do ust, i nic co miało w sobie alkohol, nawet na obiadach towarzyskich z interesantami toasty wznosił wodą mineralną. W październiku wrócił do swojego domu, ponieważ podnajemcy opuszczali jego dom, wszak swój sobie wybudowali. Po sprawdzeniu swojego mieszkania, i zatrudnieniu gosposi za rozsądne wynagrodzenie, odwiedził byłego wspólnika, który chciał go ugościć częstując drinkiem, ale stanowczo odmówił drinka, co Zbyszka bardzo zaskoczyło i zdziwiło. Nie pijesz w ogóle?, spytał zaciekawiony, tak; już od ośmiu miesięcy. Wiesz, tak ją sobie obrzydziłem, iż nie ruszam niczego w czym ona jest, papierosów też nie tykam! Zbyszek słyszał o odejściu Judyty z dziećmi od Jacka, ale nie wiedział, że tej zmiany ona była przyczyną i ich dzieci.

Po tym spotkaniu ze wspólnikiem, odwiedził jeszcze teściów, którzy mu listy od Judyty i dzieci dali, i go zaprosili na Święta Bożego Narodzenia do siebie, za co im podziękował, i wrócił wieczorem do Warszawy.

Po wyjeździe Jacka, teść do żony rzekł; ależ się on zmienił kobieto, żebym tego nie widział, nigdy bym w to nie uwierzył – co za twardy charakter, aż mu go zazdroszczę! Ty też taki byłeś mężu, zapomniałeś o tym?, może ci przypomnieć, oj skarbie, tylko nie to! Sam pamiętam o tym bardzo dobrze. Widziałeś, Jacek zmężniał, zrobił się bardziej czarującym, takim jakim kiedyś był, i ten jego uśmiech w końcu odżył, prawda? rzekła żona do męża, a wiesz mężu, ja zawsze w niego wierzyłam - wierzę ci milutka na słowo, odparł jej, bo wy baby macie tą swoją, jak jej tam?, a..., intuicję, i zaśmiał się wesoło, za co go żona pacnęła w łeb delikatnie.

Praca coraz bardziej Jacka pochłaniała, była bardzo ciekawa w swoim rodzaju, co go bardzo cieszyło, nie pozwalała mu na ciągłe rozmyślenie o Judycie i dzieciach oraz o tym, czy jeszcze kiedyś będą jako rodzina razem – wierzył, że miłości powraca czasami, jak się w nią bardzo mocno wierzy, a on właśnie w to, bardzo mocno wierzył, i to go trzymało przy nadziei na lepsze jutro. W końcu Judyty nigdy nie zdradził z inną kobietą - mimo, że okazji, i pięknych ochotniczek - miał na każdym kroku, i propozycje kolacji ze śniadaniem do łóżka podanym. Jacka jednak, to nigdy nie kręciło, odkąd z Judytą zawarł ślub, inne panie dla niego nie istniały! Teraz, w wolnych chwilach chodził na siłownię - ćwiczył też Jogę, i karate ...

Na początku grudnia wieczorem miał po raz pierwszy telefon od Judyty, porozmawiali sobie szczerze, i tak jak to powiadają; od serca. Judyta obiecała Jackowi, że się jeszcze spotkają w rodzinnym gronie, to go uspokoiło - telefoniczna rozmowa, to nie list, zawsze głos jak się słyszy, inne wrażenia się odbiera. W połowie grudnia Jacek prezentów nakupował, rodzicom swoim paczki też postanowił wysłać, bo zbyt daleko mieszkali, by mógł jechać do nich na te święta, a po drugie; nie chciał się im tłumaczyć, dlaczego bez żony i dzieci w święta ich odwiedza, o rozstaniu wolał im nie mówić, zbyt mocno by to przeżyli, a już wiekowi byli. W dniu Wigilii zjawił się u teściów z prezentami pod choinkę, choinka była już ubrana, gdy wszedł z pudłami do pokoju. Poustawiał pod nią paczki, i wstąpił do kuchni, gdzie teściowa rybki i pierogi smażyła na wigilijną kolację - wszystko inne, już było gotowe do stawiania na stół. Mamusiu, Marzena też przyjedzie z Holandii na święta?, dzwoniła że przyjedzie ze swoim przyjacielem samochodem, ale czy na pewno, tego mi nie powiedziała. Jacek pomógł stół świąteczny zastawić potrawami - dochodziła już godzina dwudziesta. Teść, jak zwykle, uniki robił przed takimi pracami, był smakoszem dań swojej żony, ale pracy w kuchni nie cierpiał wręcz. Wszyscy teraz zasiedli do stołu, gdy nagle rozległ się klakson na podwórzu, tuż pod samym domem - ktoś zajechał samochodem rzekła teściowa do Jacka, i wybiegła szybko na dwór. Po chwili weszła Marzena ze swoim chłopakiem, a za nią z krzykiem wbiegły dzieci Jacka, przypadając od razu do nóg ojca – Jacek klęknął na oba kolana, objął ich czule, i zaczął całować gdzie tylko się dało, w końcu ze łzami w oczach zapytał ich, a mamusia gdzie jest?, dzieci spojrzały na niego zaskoczone, że on tego nie wie ...

 

skromny - kochający wiedzę, i ludzi tolerancyjnych i zniesmaczony łamaniem Konstytucji RP, tj:  Art.  54. [Wolność słowa] 1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 2. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej. ...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Rozmaitości