ekonomista  grosik ekonomista grosik
100
BLOG

C.d. o Judycie i Jacku, patrz: "Miłość ci wszystko wybaczy"

ekonomista  grosik ekonomista grosik Rozmaitości Obserwuj notkę 2

W korytarzu, ktoś tupnął nogami raz i drugi, jakby strzepując śnieg z butów; i nagle Jacek usłyszał głos żony, powoli podniósł się z kolan wpatrzony w drzwi z pokoju na korytarz, i w końcu ujrzał w nich Judytę, która z matką rozmawiając wchodziła właśnie do pokoju.

Łzy mu lekko przysłaniały wyraźność jej wyglądu, ale zauważył nienaganną figurę odzianą w dobrze skrojony żakiet koloru błękitnego, twarz miała smutną, zmęczoną podróżą, ale jej oczy piękna nie zatraciły i nadal błyszczały, jak gwiazdy na niebie. Judyta ujrzała Jacka, stanęła jak wryta czekając chyba na jego reakcję, ojciec wykorzystał to zaskoczenie, podszedł do córki i przywitał się z nią serdecznie. Jacek nadal stał na swoim miejscu, jak wmurowany, w końcu teściu puszczając córkę z objęć, szepnął do Jacka, a ty co tak stoisz, jak kołek w płocie?, tęskniłeś za nią, a teraz się nie przywitasz? Jacek ocknął się z zadumy i ruszył szybkim krokiem w kierunku Judyty, Judyta też nie wytrzymała dłużej tego napięcia i w Jacka stronę ruszyła skacząc mu w objęcia, jak nastolatka spragniona ciepła swojego chłopca. Poczuł jej ciało w swoich objęciach i ten zapach dawno nie odczuwany, zakręciło mu się w głowie, jakby na chwile stracił poczucie swojej mocy, lekko odurzony tym wszystkim wyszeptał do jej ucha; wybacz mi Judyto to wszystko, Judyta mocniej przywarła do jego ciała i odszepnęła; już dawno to zrobiłam, ale o tym później porozmawiamy. Jacek powoli zwolnił uścisk swoich ramion i zaczął żonkę obcałowywać, w końcu Judyta lekko się odsunęła, i ze śmiechem rzekła; zostaw trochę na później tych pieszczot, teraz musimy się odświeżyć i do kolacji Wigilijnej dołączyć, bo wszystko zimne będziemy musieli spożywać. Dzieciaki poszły z Judytą do przygotowanego dla nich pokoju i Marzena z Robertem po przywitaniu się z ojcem i Jackiem, też ruszyli za nimi do swojego pokoju. Po kilku minutach wrócili wszyscy odświeżeni i zasiedli do Wigilijnej kolacji, po kolacji ojciec przyniósł akordeon i skrzypce, które wręczył Judycie i zaczęło się śpiewanie kolędy, aż do wyjścia wszystkich na Pasterkę, która była o godzinie dwudziestej czwartej, w kościele oddalonym o około dwa kilometry, od ich domu. Ojciec, matka, dzieci, które też bardzo uparły się, by iść ze wszystkimi na Pasterkę i Marzena z Arturem, postanowili podjechać samochodem, a Judyta z Jackiem wyszli do kościoła spacerkiem. Noc była bardzo pogodną, prawie bez wietrzną, niebo było usiane gęsto gwiazdami z pięknie błyszczącym księżycem, więc ruszyli półgodziny wcześniej, by się z rodziną spotkać jeszcze przed wejściem do kościoła. Po wyjściu z domu Jacek zaczął opowiadać Judycie o swoich odczuciach po jej ucieczce z dziećmi w nieznane. Judyta wysłuchała wszystkiego spokojnie nie przerywając Jackowi, jak tylko skończył, zaraz sama zaczęła; po trzech miesiącach od opuszczenia ciebie już w Holandii, doszłam do wniosku, jak bardzo cię kocham, i że to nie tylko twoją winą było, iż się stałeś pijaczyną i hulaką. Mogłam ci wówczas pomóc to przerwać, ale mi na tym chyba wówczas nie zależało - coś we mnie pękło, i stałam się nieczułą, zwłaszcza wówczas, jak musiałam porzucić pracę, to było początkiem naszego końca. W Holandii zrozumiałam jeszcze jedno, nie wolno porzucać nikogo w potrzebie i uciekać jak tchórz, wzięliśmy ślub na dobre i na złe, a okazało się, że przy pierwszych niepowodzeniach poddaliśmy się sobkostwu i zamiast się ratować, tonęliśmy coraz bardziej w swoich obcych światach, a nie ratowaliśmy naszego wspólnego świata, teraz to się zmieni. Zapomnieliśmy wówczas, że należy o wszystkim rozmawiać, próbować to naprawiać, przezwyciężać wspólnie, wyprzedzać zdarzenia, a nie po fakcie narzekać, i się pogrążać coraz głębiej i głębiej - pozwoliłam, by cię pochłonęło zdziczałe towarzystwo i gorzała, myśląc tylko o sobie samej. Wiesz Jacku, ten czas i ta rozłąka dobrze nam zrobiły, ale zastanawiam się, czy to nas nie oddaliło od siebie zbyt mocno - wypowiedziała to, bardzo cicho i czekała na reakcje Jacka; Jacek odchrząknął, bo kluchę czuł w gardle i rzekł; Judyto, jak mogło to mnie od ciebie oddalić, skoro tylko ciebie kochałem i kocham, przecież wiesz, że tylko ty i dzieci nasze, dla mnie jesteście całym moim światem, życiem, bez was, mnie nie ma wśród żywych, i taka jest prawda - chyba, że ty to czujesz inaczej i masz już tam kogoś innego. Judyta wyprzedziła wręcz tanecznym krokiem Jacka i rzuciła mu się na szyję, nikt i nic nas już kochanie nie rozdzieli - mam dość już tej rozłąki i tego życia na krawędzi dwóch dla mnie różnych światów, a ciebie bym też, tak jak ty mnie; nigdy z nikim, nie zdradziła – nawet mi to, przez myśl nie przeszło, dodała! Jacek żonkę mocno przytulił do siebie i po oczach, i ustach ją wycałował, jak za dawnych studenckich lat. W oddali ujrzeli światło w kościelnych oknach, no już Jacku jesteśmy na miejscu, pod kościołem czekała rodzinka na nich, ojciec ich spytał; co tak długo?, Judyta odparła żartobliwie; ślisko jest jak diabli, i się roześmiała swoim dźwięcznym głosem - cicho! Szepnęła matka, nie mów o diable pod kościołem, bo was w kościele słyszą. Weszli do kościoła – kościół, cały był wypełnionym parafianami, którzy już śpiewali: "Bóg się rodzi noc truchleje", stanęli na środku kościoła - pomodlili chwilkę, i po skończeniu się kolędy, przeszli w boczną nawę. Pasterka była nie małym przeżyciem dla dzieci, po wyjściu z kościoła zaczęły sobie opowiadać, o żłobku, kolędach, i pięknym śpiewaniu. Babciu, babciu, nawet zimna nie czuliśmy, tak ciepło było od tych dźwięcznych głosów, a organy jak pięknie brzmiały. Dziadek się do nich odwrócił i powiada; pewnie pójdziecie w ślady mamusi i cioci - zaczniecie się uczyć na instrumentach grać - co?, tak; bardzo byśmy chcieli grać na organach, no patrz żono, nasze wnuki teraz organistami kościelnymi chcą zostać - wystarczyła im, tylko jedna Pasterka, by taką decyzje podjąć - roześmiali się wszyscy. Sąsiedzi ich koło samochodu mijając; życzyli im zdrowych i wesołych świąt, tym samym oni im odpowiadali.

To co zakochani?, spytał ojciec Judytę i Jacka - piechotą wracacie?, czy przyjechać po was?, oj tatku - jasne, że piechotą wracamy z Jackiem; zobacz jaka wspaniała noc, drzewa całe w szronie, droga bielutka, widno jak w dzień, a i księżyc dzisiaj jakiś inny - marzycielka odrzekł jej ojciec, i wsiadł do samochodu - odpalając silnik, krzykną do reszty towarzystwa; siadać, bo ruszam! Judyta chwyciła Jacka pod rękę i ruszyli w powrotną drogę. Z przodu i za nimi, też szli prawie wszyscy z ich wsi do domów piechotą. Judyta, szepnęła Jackowi do ucha; mam kontrakt w firmie do końca Lutego i wracam do Polski, to nie zostajesz teraz po świętach?, zostaję do Sylwestra, a nawet tydzień po, i wracamy z dziećmi i Marzeną do Holandii, później, tj; w Lutym tu wracam, a dzieci do Lipca, tam zostaną u Marzeny, by dokończyć szkołę. W Lipcu albo my oboje Jacku po nich pojedziemy, albo Marzena z Robertem ich przywiozą i już tu z nami zostaną. Co to za firma jest?, ta sama co twoja, to ja mamie podesłałam tą firmę i namówiłam ją, by ciebie zachęciła, abyś ty tam zaczął pracować, poważnie?, tak! Wiesz Judyto; czułem to, ale nie byłem pewnym, że to twoja sprawka - roześmiał się przytulając jednocześnie mocno Judytę, jak już wrócę, to będę z tobą pracowała – no, może nie do końca z tobą, bo piętro niżej, ale w tej samej firmie. Dobrze, skoro musisz tam wracać, to ja poczekam jeszcze i te parę tygodni - warto szepnęła Judyta Jackowi do ucha - wiem, odpowiedział jej, całując ją czule w usta. Święta były wspaniałe, ale już się skończyły, więc; Jacek zabrał Judytę do Warszawy, by jej pokazać całe swoje mieszkanie i nie tylko ... Po przyjeździe do Warszawy Jacek wyskoczył na moment do przyjaciela, a Judyta międzyczasie porobiła zakupy, by Sylwester i Nowy Rok godnie z mężem uczcić.

Dzieci chciały u babci zostać, w czym im dziadek pomógł, obiecując im kulig, tak by córka i zięć - mieli, więcej czasu dla siebie. Judyta wróciła z zakupów, Jacek był już w domu - uściskali się czule, jakby dopiero co się spotkali po latach rozstania. Wiesz Judyto, idziemy na Sylwestra do Sobieskiego z moimi przyjaciółmi, Jacku, przecież żadnej kreacji nie mam na taką noc, nie masz?, hm; to nie dobrze milutka, niedobrze - oj, bardzo niedobrze, ale masz rozsądnego i przewidującego męża - wyszedł, do innego pokoju i po chwili wrócił z kartonem pokaźnym i wręczył go Judycie, a to co?, spytał z uśmiechem żonę. Judyta rozpakowała szybko paczkę, a w niej zobaczyła piękną suknię wieczorową, będzie na mnie pasować?, spytała ni to siebie, ni to Jacka - przymierz, rzekł do niej; Judyta zrzuciła swoje rzeczy, i szybko wskoczyła w sprezentowaną suknię - jak na miarę szyta, krzyknęła z iskrami radości w oczach, aż Jackowi serce zadrżało z podniecenia, że prezent mu się udał, w końcu, nie w byle jakim sklepie ją kupował, i to za godną tej sukni sumkę. Nadszedł wieczór Sylwestrowy, ktoś zadzwonił do drzwi; Jacek szybko się zerwał z fotela i otworzył, w drzwiach stał jego przyjaciel z żoną - gotowi jesteście?, ja tak, a Judyta kończy się upiększać. Z pokoju wyszła Judyta pięknie wystrojona, jak księżniczka z bajki - Jacek przedstawił im swoją żonę, i po chwili wszyscy wyszli przed blok. Na dole czekała taryfa, którą podjechali pod Sobieskiego, tam w pięknie udekorowanej sali Judyta poznała resztę towarzyszy Sylwestrowej nocy, z którym przyszło jej się bawić. O północy wszyscy składali sobie życzenia - Jacek z Judytą przyrzekli sobie dozgonna miłość - goście życząc sobie lepszego Nowego Roku pili obficie szampany, Jacek też sobie tej przyjemności nie odmówił, ale jego szampan był bezalkoholowy, gościom rzekł, że w jego wieku, innego się nie pija, czym rozbawił najbliższe towarzystwo. Judyta znowu, w nim zobaczyła tego czarującego człowieka, w którym tak bardzo się, w czasach studenckich zakochała.

Zabawa była przeurocza; tak w domu już rzekła do Jacka Judyta, nawet Jacku nie wiesz, jak ci jestem wdzięczna za ten wspaniały prezent niespodziankę. Powiedz mi; skąd miałeś tą wspaniałą suknię, przecież nie wiedziałeś, że mnie w święta, a tym bardziej, w Sylwestra ujrzysz, nie pisałam ci, że na święta się spotkamy u moich rodziców, hm; jasne, że nie pisałaś, ale ja czułem, że będziesz i dlatego suknie kupiłem ci na prezent pod choinkę, i zarezerwowałem dla nas noc Sylwestrową u Sobieskiego wraz z przyjaciółmi, ale jej nie zabrałem, bo coś mi mówiło, że na Sylwestra zgodzisz się ze mną do Warszawy przyjechać; no i tak się stało.

Po świąteczno-sylwestrowych doznaniach, Jacek do pracy musiał iść, zaś Judyta mieszkanie całe przemeblowała po swojemu. W sobotę pojechali do rodziców, bo Judyta musiała wracać do Holandii z dziećmi, siostrą, i jej chłopakiem. Rodzice nie mogli się nacieszyć tym, że Judyta i Jacek pogodzili się na dobre, i postanowili się stać jednością, tym razem już na całe życie. W niedzielę późnym wieczorem; Jacek wraz z teściami pożegnali odjeżdżających, a wracając do domu, Jacek rzekł do nich; wiecie co moi mili, powiadają zatwardziali pesymiści, że miłość nigdy już nie wraca dwa razy, w to samo miejsce, a wiecie co ja wam powiem?, wraca, jeno jest o wiele dojrzalszą i słodszą, jak była poprzednio – wyrzekłeś Jacku moje słowa sprzed lat, przeze mnie, też tak wyrażone, rzekł teść do Jacka, jak to?, a tak! Myślisz, że tylko ty w swoim małżeństwie taką tragedię psychiczną przeżyłeś? Jacek oczy wywalił na teścia, a teściowa dodała - on, tak jak ty Jacku, w pewnym okresie naszego pożycia małżeńskiego się załamał, ale go sprowadziłam do żywych - miłość Jacku, to potęga; głupców niszczy - mądrym, daje motywację; wybór zawsze do nas samych należy, czego wy teraz musieliście z Judytą sami doświadczyć i zrozumieć! Rozumni, tak jak; mój mąż i ja, Judyta z tobą - odnajdują drogę, którą zagubili, ale nie wyrzekli się nigdy miłości do siebie, i to ona ich ratuje, bez niej - cóż by się z nami stało?, któż to wie, rzekł teść - chyba, jeno BÓG.

Jacek spojrzał w rozgwieżdżone niebo i szepnął:

BOŻE, chroń nas od takich nieszczęść, a do rodziców powiedział;

tam gdzie miłość powraca, tam dobro i BÓG gości, a zło szuka nowej ofiary, oby nikt z naszych rodzin, tego co my, nigdy nie doświadczył. Oby! Odrzekła teściowa z teściem .., i wszyscy troje weszli do domu - rodzinnego domu!

 

skromny - kochający wiedzę, i ludzi tolerancyjnych i zniesmaczony łamaniem Konstytucji RP, tj:  Art.  54. [Wolność słowa] 1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 2. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej. ...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Rozmaitości