Korporacje robią wielkie pieniądze. Robią je kosztem pracowników najniższego szczebla i, coby nie mówić, swoich klientów, którzy płacą wielokrotną wartość kupowanych towarów i usług. Dlatego uważam za stosowne i ze wszech miar słuszne, odwdzięczanie się korporacjom pięknym za nadobne.
Sposobność nadarzyła się w Pizzy Hut. Akurat trwa "Festiwal Pizzy", promocja w ramach której za 22 pln klient otrzymuje kawałki różnych pizz i je, ile chce. Do lokalu udałem się wraz ze znajomym. Opłaciłem swój udział w festiwalu. Pierwszy otrzymany kawałek przeciąłem sprawiedliwie na pół, dzieląc się równo z towarzyszem.
Ja rozumiem, że korporacje mogą mieć w głębokim poważaniu wartości lewicy, ale żeby pogardzać świętym prawem własności? To się w głowie nie mieści! A jak inaczej zinterpretować poniższy ustęp z regulaminu promocji: "Zabrania się dzielenia otrzymanymi kawałkami pizzy z osobami, które nie zamówiły Festiwalu Pizzy. Osoby, które nie będą przestrzegały tego postanowienia zostaną obciążone kosztami przekazanego jedzenia." Uznałem jednak ten przepis za niekonstytucyjny. Nabyłem pizzę w drodze kupna, więc mogę sobie z nią robić, co chcę. Ciąłem każdy otrzymany kawałek i dzieliłem się z towarzyszem dalej...
Nie zjedliśmy nawet czwartego plasterka, gdy do akcji wkroczyła Anna, kierowniczka sali, wyróżniająca się białą koszulą. Posypały się groźby, psychiczna presja i naciski. Nie ustąpiliśmy. Pizza docierała do nas coraz rzadziej, a do tego zimna. Nie ustąpiliśmy. Naszły nas tylko smutne refleksje nad mizerną świadomością klasową kierownik Anny, a także pomysł, aby zaprosić na ucztę wszystkich głodnych z Wrocławia i nakarmić ich za jedyne 22 pln.
Mimo szykan najedliśmy się do syta. Przyznam przy tym, że nigdy się tak nie naciąłem, bo każdy kawałek rozcinałem na dwa równe, żeby w braterskiej jedności dzielić się z mym współbiesiadnikiem.




Komentarze
Pokaż komentarze (11)