Ciekawe czy ktoś jeszcze nie ma tego dosyć? Rano Andrzej Lepper w niewybrednych słowach potraktował premiera i Marka Suskiego. Chcesz zostać zaliczonym przez szefa Samoobrony do grona zboczeńców? Jutrzejszy "Dziennik", a dziś chyba już portal dziennik.pl publikuje fragmenty wniosku o uchylenie immunitetu Stanisława Łyżwińskiego. Oczywiście tylko te fragmenty, które dotyczą, jak mówi jeden ze świadków, wodza Samoobrony.
Zastanawiałem się dziś przez cały dzień czy poziom niektórych zdań Leppera dzisiaj to sięgnięcie poziomu rynsztoku czy też coś głębszego. Jakaś prawidłowość w zachowaniu tego polityka jednak jest. Świetnie potrafi udawać. Gdy zostawał wicemarszałkiem a potem wicepremierem, niektórzy byli skłonni widzieć w nim ucywilizowanego polityka. Ba, niektórzy doszukiwali się w nim przyszłego męża stanu. Ale wystarczyło odebrać mu którąś z tych funkcji i wracał do realizacji swoich słów, że sparafrazuję, Wersalu już więcej nie będzie. Były oskarżenia na podstawie pseudotaśm Bogdana Gasińskiego. Było chamstwo, chamstwo i jeszcze raz chamstwo. A teraz jest sugerowanie, że premier w sprawach seksualnych jest "coś nie ten tego". I rzecz charakterystyczna: ile razy w tej kadencji nie układało mu się z Kaczyńskim od razu szukał pomocy u Donalda Tuska i gloryfikował lidera Platfusów (ukłon w stronę Kataryny). Chłop musi mieć swojego Pana?
Roman Giertych w ogóle nie bywa w mediach. Chyba jest chory, bo przecież uwielbia to nie mniej niż Przemysław Edgar G. A wczoraj ledwo ledwo nagrana "setka" do TVP. I tak pikantna, bo wicepremier zarzucił Jarosławowi Kaczyńskiemu propagowanie pederastii. Odwołał nawet konferencję prasową na którą ściągnęły tłumy dziennikarzy w poszukiwaniu wytęsknionej decyzji o zerwaniu koalicji. Rano rzucił tylko w TVN24 (i to telefonicznie!), że odpowiedź LiS-u na list premiera będzie 10 sierpnia. Potem rzecznik Samoobrony Mateusz Piskorski tłumaczył mi, że nie dziesiątego, a do dziesiątego. Jeśli w LiS mają kłopoty z uzgodnieniem tak prostej rzeczy jak termin, to co się dziwić, że Giertych mówi o warunkach że to "truizmy" a Lepper, że to "upadlający koalicjantów dyktat".
A PiS czeka i już chyba wie na co się doczeka. Według scenariusza do którego dotarł "Dziennik", 28 lipca w sobotę ma się spotkać Rada Polityczna tej partii i stwierdzić, że koalicja przestała wykonywać swoją misję w związku z czym nie ma sensu jej dalsze istnienie. Niedziela ma być dniem na przetrawienie tej wiadomości przez R. Giertycha. W poniedziałek - druga w życiu dymisja z urzędu wicepremiera i ministra edukacji (zagadka na weekend: błąd autora czy też ktoś jest w stanie wskazać datę ewentualnej pierwszej dymisji?). We wtorek - ostatnia przed urlopem premiera Rada Ministrów. Dyrektywy dla następców koalicjantów (szcz. nowego ministra rolnictwa): czyścić agencje i urzędy z krewnych, znajomych, ciotek i pociotek polityków LPR i Samoobrony. A szczególnie w ARiMR namnożyło się ich od czasu dymisji wiceministra Marka Zagórskiego (człowieka Artura Balazsa). Potem środa - 1 sierpnia. Premier ma pojawić się o 17 na Powązkach. Już słyszę te tęgie brawa jakie dostaje od zebranych tam ludzi. Skoro dostał je już rok temu, teraz mogą być tylko większe. Wreszcie czwartek i wyjazd na urlop. Gdzie? Do brata, nad morze.
PS: a na koniec jeszcze porażka Zbigniewa Ziobro. Oj, nie wiem czy jeszcze kiedy zatańczy Mazura. Ale rozbawili mnie dzisiaj dwaj politycy SLD płaczący niemal po decyzji amerykańskiego sądu. Jaka szkoda... - mówili zgodnie. Oczywiście traktując to jedynie jako wstęp do ataku na ZZorro. Pytanie tylko czy rzeczywiście Ziobro zawalił tę sprawę czy po prostu w USA domniemanie niewinności jest naprawdę uważane za prawo podejrzanego. Bo jak jest w Polsce, wszyscy wiemy...


Komentarze
Pokaż komentarze (1)