Dziś wszystko schodzi na drugi plan przy doniesieniach z Grenoble. Aktywność politycznego świata przeniosła się na niesienia pomocy i informacji rodzinom poszkodowanych i zmarłych w niedzielnej katastrofie. Trudno krytykować prezydenta i ministrów za to, że pojechali do Francji, że zwołują konferencje prasowe itp. Pytanie tylko czy nominacji dla Elżbiety Jakubiak nie dało się załatwić w innym terminie. W końcu już tak długo czekała, mogła jeszcze trochę... Ale pewnie to dlatego, że jutro będą ciekawsze wydarzenia polityczne. No i Michał Kamiński już czeka u wrót Kancelarii Prezydenta, a może je przekroczyć dopiero jak opuści ją Ela. Takie to miłe relacje łączą niektóre osoby z tego samego obozu...
W tym wszystkim nikomu jednak nie przyjdzie do głowy pytać o bieżące wydarzenia. O koalicję, Kamińskiego itp. Nikomu nie przyjdzie też do głowy pytać o zakończenie sprawy o. Tadeusza Rydzyka. Gdy kilka dni temu mój redakcyjny kolega Bogumił Łoziński powiedział mi, że generał Zakonu Redemptorystów przekazał decyzję ws. dyrektora Radia Maryja warszawskiemu prowincjałowi powiedziałem: - Boguś, to po ptakach, żadnej kary nie będzie. Dlaczego? Bo o. Zdzisław Klafka na uroczystościach związanych z Radiem Maryja jest zawsze w tle Ojca Tadeusza. Nigdy nie wyglądał na takiego, który byłby w stanie wyciągnąć jakiekolwiek konsekwencje wobec dyrektora RM. Nie pomyliłem się.
"W porozumieniu z Ojcem Józefem Tobinem, Generałem Zgromadzenia Redemptorystów, pragnę wyrazić naszą wspólną opinię i stanowisko wobec rzekomych wypowiedzi O. Tadeusza Rydzyka, które opublikował tygodnik "Wprost", a które w dalszym etapie przyjęły formę zniekształconą przez inne media.
Z dotychczas przeprowadzonych przez specjalnie powołany Zespół analiz wynika, że czas i miejsce opublikowania domniemanych wypowiedzi O. Tadeusza Rydzyka daje naszym zdaniem poważne podstawy do postawienia tezy, że wszystko ma znamiona poważnej prowokacji i manipulacji medialnej. Nie bez znaczenia jest fakt, że tygodnik ten niejednokrotnie już w pogardliwy i napastliwy sposób obrażał uczucia religijne Polaków.
Dużym niepokojem napawa nas poziom etyki dziennikarskiej w wolnej Polsce, gdzie w sposób niezgodny z kryteriami prawdy używa się wszelkich możliwych metod i technik w celu zdyskredytowania niektórych osób. Mając wystarczająco bolesne doświadczenie z przeszłości w naszej Ojczyźnie, nie można zaakceptować donosicielstwa jako metody zwalczania kogokolwiek. Wobec treści "taśm", która nosi znamiona kompilacji, Ojciec Tadeusz Rydzyk nie utożsamia się z przypisywanym mu antysemityzmem, i jako współbracia, którzy go znają, wiemy, że jest mu obca taka postawa. Ojciec też nigdy nie miał zamiaru obrażać kogokolwiek, a tym bardziej Pary Prezydenckiej.
Martwi nas fakt, że tendencyjnie przedstawiane przez niektóre media informacje przy jednoczesnej wątpliwości dotyczącej autentyczności "taśm" stały się źródłem skrajnych komentarzy wielu osobistości, w których bez wysłuchania drugiej strony i woli obiektywnego szukania prawdy wydawano skazujące wyroki na Ojca Dyrektora.
Fakt domniemanego nagrania "taśm" w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu należałoby przypisać do działań całkowicie niezgodnych z "Prawem o szkolnictwie wyższym", lekceważących odwieczny obyczaj niewkraczania na uczelnię z jakimikolwiek podsłuchami. (...)"
Powyżej fragmenty oświadczenia o. Klafki opublikowane jedynie, a jakże, w "Naszym Dzienniku". Najbardziej rozbawił mnie passus dotyczący ustawy o szkolnictwie, która zakazuje podsłuchów. Tekst niemal żywcem wyjęty z PRL-owskich opracowań. Podważanie autentyczności taśm nie zaskoczyło chyba nikogo. Że też się komuś chciało spędzać długie godziny a nagrywaniu a potem kompilowaniu wystąpień Ojca Dyrektora.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że po tym oświadczeniu odetchnęli i ludzie Kościoła i polityki:
biskupi - bo poważnie obawiają się czy usunięcie o. Rydzyka nie wywołałoby schizmy w polskim Kościele i nie przyniosło jeszcze poważniejszego kryzysu niż sprawa abpa Stanisława Wielgusa;
Jarosław Kaczyński - bo mógł poważnie obawiać się, że po enuncjacjach polityków LPR ewentualne usunięcie o. Rydzyka pójdzie na jego konto, a elektorat by mu tego nie darował i pewnie nie głosował na zdradziecki PiS;
LiS - bo bez Rydzyka nie mieliby co liczyć na występy na antenie, a tak jest jeszcze jakaś szansa na załapanie sie między audycjami z Przemysławem Edgarem Gosiewskim a Joachimem Brudzińskim.
Wkurzają się pewnie tylko Platfusy. Choć jakby się głębiej zastanowili, to gdyby PiS został odcięty od tego radiomaryjnego elektoratu musiałby mocniej uderzyć w ten miejski, centrowy. A wtedy to PO byłaby najbardziej poszkodowana. A przecież już i tak PiS wykonuje zwrot w stronę inteligencji o czym piszę dziś w "Dzienniku". A będzie łatwiej, gdy już nie będzie na barkach Samoobrony i Romana Giertycha.


Komentarze
Pokaż komentarze (28)