Choć weekend wolny, nasłuchuję co się dzieje. Pomysł ze Zbigniewem Ziobro na premiera o tyle śmieszny, że swego czasu był w PiS. Zmianę mieli przeprowadzić z koalicjantami na jakieś pół roku przed wyborami na jesieni 2009 roku. Dziś Ziobro mówi z fałszywą skromnością, że premierem nie chce być. A LiS swoje. Czyżby na liście wkurzonych przez siebie nie mieli jeszcze prezydenta? Na niego żądanie wywalenia brata działa jak płachta na byka. Niechybnie LiS idzie na wybory...
Tylko, że PiS im nie ułatwia. Niezastąpiony Przemysław Edgar mówi: "koalicjanci mają czas na wyjaśnienie swoich relacji do pierwszego po wakacjach posiedzenia Sejmu, 22 sierpnia". Co to może znaczyć? Ano najpewniej przeciągnięcie tego kryzysu o kolejne trzy tygodnie. A może nie? Możliwy jest przecież inny scenariusz. Jutro przedstawiciele koalicjantów spotykają się u Marka Kuchcińskiego. Rzucają dwie propozycje: 22 sierpnia powołujemy komisję śledczą ds. CBA i wymieniamy premiera. A łyżka na to: - Niemożliwe. Tego samego dnia wieczorem Komitet Polityczny PiS postanawia, że to koniec. We wtorek Rada Polityczna tej partii, zmiany w rządzie i po koalicji. Ale oczywiście za trzy tygodnie Giertych i Lepper mogą wrócić i mamy nową-starą koalicję.
Tak czy inaczej, warto jechać na urlop. Po powrocie nic przecież się nie zmieni. Bo czy nieobecność w rządzie koalicyjnych ministrów zmienia coś w czyimś życiu prócz ich samych? No a my, dziennikarze polityczni musimy o tym pisać i pisać. Zaczynam żałować, że nie uświadczymy w tym roku sezonu ogórkowego. A za dwa tygodnie pewnie, zastanawiając się przy planowaniu gazety z kim jeszcze nie było rozmówki o sytuacji w koalicji, oddamy łamy Alozjemu Lysko z PiS, Józefowi Klimowi z PO, Tomaszowi Garbowskiemu z SLD, Edwardowi Kiedosowi z Samoobrony czy Edwardowi Ciągło z LPR. Gdybyście nie wiedzieli drodzy czytelnicy, to wszystko są posłowie tej kadencji.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)