Dziś niemal wszyscy na S24 piszą o Adamie Michniku. Cóż, ledwo zacząłem dzień a już wiedziałem, że Szanowny Redaktor popełnił kolejne wiekopomne dzieło. Starą metodą jaką dziennikarze piszą odpowiedzi na sprostowania przesłane do redakcji i ja odpowiem twórcy "Gazety Wyborczej":
Latem zeszłego roku marszałek Sejmu wezwał parlamentarzystów, by udali się do kaplicy w celu wzięcia udziału w modlitwie o deszcz, gdyż Polskę nawiedziła susza.
Ech, dziennikarska rzetelność. Dobrze pamiętam te dzień. Ale , że pamięć ludzka jest zawodna, sięgam do stenogramu.
19 lipca 2006 roku, początek obrad. Marszałek Sejmu Marek Jurek prosi sekretarza posła Marka Wójcika (zbieżność nazwisk całkowicie przypadkowa) o odczytanie komunikatów. Ot, standard każdego początku obrad. Gwoli wyjaśnienia: komunikaty to zarówno powiadomienia o planowanych posiedzeniach komisji, jak i np. o spotkaniach grup przyjaźni polsko-wietnamskiej. Poseł Wójcik czyta: W dniu jutrzejszym o godz. 7.30 w kaplicy sejmowej zostanie odprawiona msza święta w intencji... Marszałek kończy: o deszcz. Poruszenie na sali. Jurek dodaje: Wiecie państwo, ja po was się akurat takich reakcji nie spodziewałem, ja państwa zapewniam, że kpiny z liturgii katolickiej rażą bardzo wielu posłów na tej sali, więc proszę o odrobinę kultury. (Oklaski) A jeżeli pan poseł Nowak ma możliwości w inny sposób wpłynąć na realizację tej intencji, to bardzo prosimy. Panie Redaktorze - gdzie tutaj marszałek wzywa parlamentarzystów, by modlili się o deszcz? Poddaję pod osąd czytelników.
Dalej Michnik pisze, że to właśnie m.in. z powodu tego wystąpienia marszałka Jurka po ostatnim szczycie brukselskim wielu cudzoziemców zapytywało: Co się stało z Polską?
Wie Pan czemu zadawali to pytanie? Owszem, pewnie bracia Kaczyńscy, ich obrażanie się na artykuły w niemieckiej prasie (zauważyliście, że ostatnio maja jakoś grubszą skórę?) i grożenie wysadzeniem szczytu w powietrze dołożyło do tego kilka cegiełek. Ale budowlę braku zaufania do Polski po jesieni 2005 roku wznieśli Geremek&Michnik et consortes. Że zacytuję Romana Giertycha z jednej z debat: Dobrze jest wtedy, gdy rządzimy my, a niedobrze gdy rządzimy nie my. Wykładałm co prawda filozofię Platformy Obywatelskiej, ale ona doskonale pasuje i do Aleksandra Kwaśniewskiego i LiD-u.
Nadszedł moment, gdy Polacy muszą to pytanie postawić sobie samym. I muszą odpowiedzieć, że od czasu ostatnich wyborów parlamentarnych i prezydenckich Polska stała się innym krajem.
To na pewno. I oczywiście gremialna część społeczeństwa odpowiada, że gorszym. Ale wielu życie się poprawiło. Niekoniecznie jest to zasługą PiS-u. Ale obiektywny obserwator musi zauważyć, że w Polsce zwyczajnie jest lepiej. A jak miało być? Niewielu już dziś pamięta karkołomne wizje Polski pod rządmi Kaczyńskich snute przez Donalda Tuska. Z koronną bezyną za 5 zł.w krótkim czasie...
Z republiki demokratycznej -
gdzie wszyscy obywatele mieli równe prawa,
poza tymi, którzy mieli równiejsze. Rozumiem, że środowisko red. Michnika boli to szczególnie bo jakimś dziwnym trafem to ono zaliczało się do tych równiejszych
gdzie obowiązywała niezawisłość sądów powszechnych i Trybunału Konstytucyjnego,
dziś nie obowiązuje? taką siłę mają słowa Jarosława Kaczyńskiego, że sądy na Warmii i Mazurach powinny rozstrzygać sprawy własności w duchu propaństwowym? taką siłę zakusy, by zmieniać regulaminy Trybunału? bo przecież TK był nie mniej krytykowany przez lewicę, gdy maltretowany prawnie był wielki pomysł abolicji podatkowej i kilka innych genialnych pomysłów tamtej władzy...
gdzie respektowano prawa człowieka i zasadę domniemania niewinności,
tak, szczególnie tę właśnie zasadę. W odniesieniu do Zbigniewa Sobotki czy Henryka Długosza - na pewno. Ale czy red. Michnik nie pamięta jak w jego gazecie w 1994 r. ukazała się publikacja "Korupcja w poznańskiej policji"? Oskarżony o poważne przestępstwo został ówczesny komendant główny policji Zenon Smolarek. Jego twierdzenie, że "Wyborcza" kłamie odpierał Piotr Stasiński. W czerwcu 2003 r. sąd uznał, że dziennikarze nie dochowali należytej staranności, aby zweryfikować rewelacje swojego informatora i nakazał przeproszenie Smolarka. A żeby nie sięgać tak daleko w przeszłość. Jak się ma zarzut red. Michnika wobec jego własnej gazety w sprawie seksafery? Przecież tam Stanisław Łyżwiński i Andrzej Lepper zostali odżegnani od czci i wiary na długo przed uczciwym procesem. Ale gdy premier wyrzuca z rządu podejrzewanego o korupcję wicepremiera to już łamie zasadę domniemania niewinności...
gdzie monopol epoki komunizmu został zastąpiony pluralizmem w parlamencie, samorządzie lokalnym i mediach publicznych,
coś się zmieniło? to red. Michnik uważał, że Samoobrona i LPR nie mają prawa zasiadać w polskim parlamencie! a teraz jest pluralizm, że hej! A media? Ten pluralizm był wtedy, gdy wszystkie media miało SLD czy jeszcze wcześniej, gdy jeszcze dzieło się medialnym tortem z kolegami Michnika z Unii Wolności?
gdzie kompromis i tolerancja były cnotami, a fanatyzm i mściwość pozostawały w niełasce,
kompromis - szczególnie zgniły. Tolerancja - dla naszych. Fanatyzm - uznawany tylko wtedy, gdy było się fanatycznym wyznawcą "GW". Mściwość - dopuszczalna ta słuszna i aprobowana przez "salon".
gdzie przystąpienie do Unii Europejskiej obchodzono jak święto narodowe
to o tyle trudno weryfikowalne, że przystąpiliśmy tam tylko raz i już. Chyba, że Michnik chce by teraz rząd wystąpił, a potem wstąpił jeszcze raz i sprawdził, czy jest równie uroczyście...
- Polska staje się z wolna państwem, gdzie wszystkie te wartości i obyczaje zostają zakwestionowane.
Jak opisałem powyżej - argumentacja Michnika jest przejaskrawiona, nierzetelna i w związku z tym, że u podstaw tezy leżą kłamliwe założenia, teza się nie broni.
Polska staje się państwem pełzającego zamachu stanu. Jego finałem ma być system, który istniejące instytucje pozbawi substancji demokratycznej i uczyni fikcją.
Pamiętam początek tej kadencji, gdy w gronie dziennikarzy sejmowych zastanawialiśmy się jaką szansę ma nowy parlament na zmianę konstytucji tak, by możliwe było wprowadzenie ustroju prezydenckiego. Fiasko "wielkiej koalicji" szybko usunęło te rozmyślania w kąt. Każdy kto twierdzi, że Kaczyńscy postępują wbrew regułom demokracji jest zacietrzewionym uczestnikiem dyskusji z którym wszelkie rozmowy są skazane na klęskę. Bo dyskutować można z kimś, kto ma choć trochę otwarty umysł. Skoro dziś w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" prezydent Lech Kaczyński mówi o konieczności przedterminowych wyborów to na Boga kto jest bardziej demokratyczny - on czy Aleksander Kwaśniewski, który do końca reanimował Sejm poprzedniej kadencji, byle tylko Towarzysze jak najdłużej siedzieli na stołkach?! Ba, wielu już tego nie pamięta, ale ówczesny prezydent solennie przyrzekał (jeszcze ramię w ramię z Leszkiem Millerem) wybory na wiosnę. Były, jak wiemy, na jesieni. Do ostatniego dnia tamta ekipa nie odpuściła władzy.
Ale Adam Michnik szybko łagodzi nieco swoje stanowisko. Chwali wręcz premiera mówiąc, że nie znaczy to oczywiście, że Jarosław Kaczyński, lider rządzącej koalicji, jest faszystą czy komunistą. Nie znaczy to również, że w Polsce zlikwidowano wolną prasę, ogłoszono koniec wolnych wyborów, a opozycyjnych polityków uwięziono w twierdzy brzeskiej bądź osadzono w obozie koncentracyjnym w Berezie Kartuskiej. Nie znaczy to też, że Kaczyński zechce jutro wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej lub doprowadzi do jej wykluczenia.
Jednak Jarosław Kaczyński konsekwentnie dążył do zaprowadzenia osobistego systemu rządów i osiągnął w tej materii sukces wprost zdumiewający - żaden szef rządu po 1989 r. nie dysponował taką władzą.
Pochwała? Chyba nie, bo Michnik pisze o osobistym systemie rządów, a to raczej nie jest komplement. Szkoda, że nie wyjaśnia tej swoistej konstrukcji politologicznej. Chyba więc jednak zazdrość, że przez JK nikomu nie udało się mieć takiej władzy. I to nie od nas ten Kaczyński, cholera - zdaje się myśleć Michnik.
Wiele wskazuje, że obóz Kaczyńskiego, czyli Polski populistycznej, mimo okresowych zawirowań, zachowuje stabilność i może sprawować władzę przez następne sześć lat. Będzie to historyczna porażka Polski demokratycznej.
Michnik udowadnia, że politologicznie jest znacznie słabszy niż literacko. Gdzie ta stabilność? A poza tym - jeśli sześć lat, to na bank po drodze wybory. Jeśliby więc mieli tyle rządzić, to oznacza, że wygraliby wybory. Gdzież więc porażka demokracji? No chyba tylko w tym, że jak nie wygrywamy to nie tylko jest nasza porażka. To przegrywa i demokracja i Polska...
W takim towarzystwie Kaczyński realizuje "rewolucję moralną" i "oczyszczanie państwa z nieprawości".
Pisze Michnik o koalicji z LPR i Samoobroną. Otóż nie. Problem w tym, że premier tej rewolucji nie realizuje. A oczyszczanie państwa z nieprawości zaczął ledwo dwa tygodnie temu. I ledwo zaczął, pewnie będzie musiał kończyć bo nawet "elyta" zaczęła bronić Leppera.
Dziś w Polsce gdy ktokolwiek słyszy dzwonek do drzwi o szóstej rano, to - inaczej niż w sławnej deklaracji Churchilla - nie ma żadnej pewności, że jest to mleczarz.
A ja powtórzę słowa premiera: uczciwi śpią spokojnie. Ja się nie boję, że mi CBA zapuka do drzwi. Kto jeszcze, niech się wpisuje. Udowodnijmy panu redaktorowi, że są tacy, którzy mają pewność, że to mleczarz lub zagubiony sąsiad wracający z późnej imprezy;)
Wtedy Angela Merkel staje się spadkobierczynią w prostej linii Adolfa Hitlera i winna się czuć odpowiedzialna, także finansowo, za zbrodnie nazistowskie. W sporze o sposób liczenia głosów okazało się, że gdyby nie Niemcy, Polska miałaby dziś 66 mln obywateli.
To akurat (o Hitlerze) to był kretyński argument prof. Macieja Giertycha. A finansowa odpowiedzialność za II wojnę światową - jakoś nikt nie chce zauważyć, że polski rząd podnosi tę kwestię tylko wówczas gdy w Niemczech do łask władzy wraca Erika Steinbach i jej Powiernictwo Pruskie. Odwracając logikę Michnika - a Jarosław Kaczyński jest w prostej linii spadkobiercą rządu PKWN, że musi odpowiadać finansowo za roszczenie Niemców wysiedlonych z Ziem Odzyskanych? Żeby było jasne - argument o ilości ludzi jaką miałaby polska uważałem za skrajnie populistyczny i niestosowny w tym czasie i miejscu, gdy został wygłoszony.
Właściwie - dodajmy dla sprawiedliwości - nie powinno to dziwić, skoro Kaczyński obwinia wszystkich swoich poprzedników o działania antynarodowe, atakuje w sposób nikczemny Bronisława Geremka, jednego z najbardziej szanowanych w świecie i zasłużonych dla Polski intelektualistów i polityków.
Poseł Geremek szczególnie te zasługi zbiera teraz wygłaszając w przeróżnych mediach zachodnich traktaty o nienawiści jaką zionie Polska , o łamaniu w niej praw człowieka i obywatela itp.
Na "liście Michnika" na której niektóre osoby znalazły się jednak w dość marnym historycznie towarzystwie, ale rozumiem, że - poza Janem Pawłem II - to niemal sami krewni i znajomi Michnika. A która to partia jest tą "partią nadziei"? Pewnie LiD, bo przecież tam jest największy pierwiastek ukochanej partii Redaktora - Unii Wolności.


Komentarze
Pokaż komentarze (46)