Bez polityki, bo odpoczywam od cyrku jaki prezentują koalicjanci. Wszystkim brakuje jaj - ot co. Znacznie ciekawszy był dla mnie dzisiejszy przegląd prasy internetowej w dziale SPORT. I nawet nie w ulubionej piłce nożnej, a w części dotyczącej Formuły 1.
Od pewnego czasu występy Roberta Kubicy traktowane są jak konkursy z udziałem Adama Małysza w czasach dominacji Svena Hannawalda i Martina Schmitta. Ot, czysta rywalizacja polsko-niemiecka. W przypadku naszego genialnego skoczka, złym duchem był zawsze Walter Hoffer, szef Pucharu Świata. Jeśli Polak przegrywał z niemieckimi skoczkami to zawsze dlatego, że sędziowie puścili go w złym momencie, albo Niemców w tym najlepszym itp.
W teamie BMW-Sauber, rywalizacja Kubicy z niemieckimi najeźdźcami jest podwójna. Bo nie dość, że kolegą z zespołu jest Niemiec Nick Heidfeld to jeszcze ekipa jest niemiecka. I, jak to mawiają klasycy, gdy nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo o co chodzi.
Nie daj Boże jeśli Niemiec wygrywa z Polakiem w kwalifikacjach [w tym roku 8 na 10 przypadków] czy jest szybszy w wyścigu [tak było w sześciu z dziesięciu Grand Prix]. Dziennikarze wtedy grzmią o niesprawiedliwości dziejowej. Tylko przypadek sprawia, że nie pojawia się argument z II wojną światową czy Eriką Steinbach. Ewidentnie był przewał. Najgorsze jest to, że na użytek takiej tezy dziennikarz potrafi schować w kieszeń obiektywizm i rzetelność...
Żeby nie być gołosłownym. Artykuły Radosława Leniarskiego ze sport.pl i Jana Cioska z "Super Expressu". W pierwszym czytamy m.in. że niemiecka drużyna ocaliła Kubicę. "Fantastyczna robota techników w pit-stopie i solidna jazda dała
piąte miejsce Robertowi". Co w drugim? "Inżynierowie BMW Sauber wybrali dla Roberta Kubicy (22 l.) taktykę trzech zjazdów do boksów. Tymczasem prawie wszyscy kierowcy mieli tylko dwa postoje. Kubica mógł stanąć na podium, a tak był tylko piąty. Tysiące polskich kibiców może być rozczarowanych. Kubica walczył jak
mógł, na starcie wyprzedził nawet mistrza świata Fernando Alonso, ale taktyka sprawiła, że nie miał szans na zajęcie wyższego miejsca."
A może Leniarski po prostu zna się na F1, a Ciosek ni w ząb? Tym, którzy się znają ot tak sobie, kilka ważnych informacji dotyczących Hungaroringu czyli toru na którym odbywała się wczoraj Grand Prix Węgier. To bardzo wąski tor na którym wyprzedzanie jest praktycznie niemożliwe. Najlepszym przykładem na to jest sytuacja Felipe Massy który dysponując pieruńsko szybkim Ferrari zajął 13 miejsce. To była konsekwencja awarii w kwalifikacjach i dopiero 14 miejsca. Gdy niedawno zdarzyła mu się podobna sytuacja, mknął do mety mijając po drodze słabszych konkurentów. Miejsce Kubicy, biorąc pod uwagę fakt, że po jego błędzie wyprzedził do jeszcze na trasie Fernando Alonso, jest znakomite. I było możliwe tylko dzięki temu, że BMW-Sauber zdecydowało się na taktykę trzech postojów. Bzdurą jest też to, co napisał red. Ciosek, że na pit-stopie traci się około pół minuty. Jeśli postój trwa ok. 7 sekund, kierowca traci niewiele ponad dwa razy tyle. W dodatku, mimo ograniczenia prędkości na pit-line, wyjeżdża w innym miejscu toru niż wjechał na postój co minimalizuje straty.
W dodatku strategia trzech pit-stopów zakłada, że zawodnikowi uda się wykorzystać to, że
pojazd jakim jedzie ma mniej paliwa niż konkurenci jadący na dwa postoje. Choć traci więc czas na dodatkowy pit-stop, jest w stanie uzyskiwać większe prędkości i
nadrabiać z nawiązką tę stratę na torze. Wczoraj było to znakomicie widoczne. Ale oczywiście nie przekona to niektórych, że podium dla Kubicy było nierealne. To oczywiście wina tych złych Niemców...


Komentarze
Pokaż komentarze (2)