Dzień po dniu czołowi publicyści - najpierw Michał Karnowski w "Dzienniku", dzisiaj Krzysiek Leski w S24 - zajmują się tematem jak najszybszej zmiany konstytucji zakazującej kandydowania w wyborach osobom skazanym. "Nie miały dwie baby kłopotu" - napisał Leski, a ja dodam raczej: kłopot sam na siebie sprowadził PiS.
Platforma wieki temu, bo już w grudniu 2006 r., złożyła swój projekt zmian w konstytucji. Ostry, radykalny, swego czasu krytykowany za nadmierną ostrość nawet przez Jana Rokitę. Druk leżał sobie i zbierał kurz w skrytkach poselskich, bo marszałkowi Marek Jurek i Ludwik Dorn czekali na podobny tematycznie pomysł PiS. Gdy już się doczekali, okazało się, że PiS zrobił wszystko, by projekt nie dotykał kierownictwa Samoobrony.
Gdy 5 lipca pytałem Marka Kuchcińskiego czy jest możliwy kompromis, ten dał do zrozumienia, że owszem: byłoby nim przyjęcie projektu PiS. Skwitowałem wtedy, że w takim razie do żadnej zmiany konstytucji nie dojdzie.
Dzisiaj Marek Suski w "Dzienniku" przekonuje, że parcie ku zmianie konstytucji to realizacja programu, PiS zawsze był za czystością życia publicznego itd. itp. "Zawsze można interpretować, że robimy coś za późno czy za wcześnie" - mówi Suski w rozmowie z moimi "pokojowymi" kolegami Radkiem Grucą i Piotrkiem Nisztorem. Zdecydowanie za późno panie pośle. Tak późno, że Leski zaczyna się zastanawiać czy uda się Wam to w ogóle zrobić.
Ale ad vocem Leskiego. Nie ma mowy o referendum, ponieważ zmiana dotyczy art. 99, a więc nie należącego do rozdziału II "WOLNOŚCI, PRAWA I OBOWIĄZKI CZŁOWIEKA I OBYWATELA". A skoro tak, wcale nie trzeba z niczym czekać. Nie ma też konieczności zmiany ordynacji wyborczej, bo konstytucja jest aktem wyższego rzędu. Jest więc możliwość zakończenia prac nawet jeśli najdalej 6 września kadencja zostanie skrócona. Pytanie czy PO i PiS są w stanie dogadać się i zakończyć je szybkim kompromisem. Gdyby nie - byłaby kompromitacja.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)