Dziś o północy PKW zamknie okienko transferowe dla komitetów wyborczych. Kto został zgłoszony, nie będzie mógł już zmienić listy na inną. Koniec przegrupowań, transferowych bomb i kapiszonów. Kto wygrał ten etap kampanii?
Zaryzykuję tezę, że prawdziwymi zwycięzcami tego etapu są LPR i Samoobrona. Bo dla nich jedno nazwisko więcej czy mniej to sprawa życia lub śmierci politycznej. Pozyskanie przez Romana Giertycha ekipy UPR i twarzy Marka Jurka może zapewnić mu przekroczenie progu. KW LPR (konia z rzedem temu, kto potrafi powiedzieć dlaczego tak straszni, szczególnie UPR-owcy, walczą, by nie nazywać ich Ligą Prawicy Rzeczypospolitej, skoro sami tę nazwę wymyślili...) w sondażach ma albo 2 proc. albo od razu 7 proc. Ile będą mieli? Zobaczymy 21 października, ale jeśli w realu będą tak skuteczni jak w internecie (na interia.pl już 11 proc. poparcia, a UPR widać wszędzie przez fora internetowe po SMS-y w "Szkle kontaktowym") to może być niespodzianka.
Andrzej Lepper uległ presji Mateusza Piskorskiego i Janusza Maksymiuka i zarządził "ster mocno na lewą burtę". Pozyskanie Leszka Millera i Zygmunta Wrzodaka wcale wg mnie się nie wyklucza. Lepper ma rację twierdząc, że jeden to robotnik z Żyrardowa, a drugi - z Ursusa. Obaj to socjaliści, obu na pewno wiele można zarzucić. Ale gdyby nie można było, ewidentnie nie pasowaliby do Samoobrony. Lepper chce zawalczyć o głosy wyborców prawdziwej lewicy, którzy w LiD nie odnajdują swoich poglądów, a PiS odpowiada im może socjalnie, ale nie światopoglądowo. Szef Samoobrony zresztą zniknął już z anteny Radia Maryja, co mogło gmatwać w umysłach potencjalnych wyborców z lewa.
Co z innymi transferami? PiS ściągał nowe nabytki przez całe pół kadencji. Od Zbigniewa Religi i Grażyny Gęsickiej przez Zytę Gilowską, "ekipę" Radia Maryja i byłych lepperowców, by sfinalizować ten okres pozyskaniem Nelly Rokity i Macieja Płażyńskiego. Zyskali na pewno części elektoratów PO, LPR i Samoobrony. Tracąc Radka Sikorskiego i Antoniego Mężydłę, PO sporo odzyskała.
Platforma pozyskiwała z PiS, ale i z przestrzeni między niedoszłymi koalicjantami. Oprócz Sikorskiego i Mężydły, doszedł Jan Rulewski czy Bogdan Borusewicz. Jak czytałem gdzieś dzisiaj, twarzami kampanii (ale nie na listach) mają być w niektórych miejscach takie persony jak Kazimierz Marcinkiewicz, Artur Boruc i Maciej Żurawski. Tylko czy te transfery i twarze zrekompensują poważne straty? Odszedł Jan Rokita, Nelly walczy po stronie PiS, Płażyński który zakładał PO też jest u Kaczyńskich. PO wycinała też u siebie. W Gliwicach miejsc na listach nie dostali tworzący podstawy partii na Śląsku, jak prezydent Frankiewicz czy posłanka Ewa Więckowska. To nawet w PiS oszczędzono Pawła Zalewskiego, z którym przecież prezydent był zerwał znajomość.
Czas transferów się kończy. To kto z którego i gdzie wystartuje, nie będzie już zajmować czołówek gazet. Czas na spory merytoryczne. Choć pewnie jak znam życie, to i tak w to miejsce wejdą spory personalne i polityczne "mordobicia". Nie sądzicie, że, poza nielicznymi wyjątkami, nikomu z polityków na tym nie zależy?


Komentarze
Pokaż komentarze (26)