Dawno nie pisałem. Przyczyną tego nie jest bynajmniej jakiś powyborczy szok. Raczej nadmiar pracy. Bo w czasie, gdy, ku zachwycie mediów, Tusk z Pawlakiem spokojnie i z miłością uzgadniali koalicję, w partii już-nie-rządzącej miłości zaczęło brakować.
Od czego się zaczęło? Trudno powiedzieć. Czy skonstruowanie sztabu wyborczego tak, że poza kwartetem Bielan&Brudziński@Dudziński&Kamiński nikt nie miał do niego dojścia? Czy ewidentny sygnał prezesa PiS, że kryterium obsadzenia funkcji szefa klubu i wicemarszałka będą wyniki wyborcze? Czy może zgłoszone niemal w jednym czasie propozycje Ludwika Dorna (koalicja konstytucyjna z PO) i Pawła Zalewskiego (porozumienie z PO ws. unijnych)? Nikt tego nie rozstrzygnie. To jest w głowie Jarosława Kaczyńskiego. Na pewno większość dalszych działań wymyślił w wieczór wyborczy. Sprawa trzech wiceprezesów jest dla niego jak krawężnik na wytyczonej drodze. Trzeba go przeskoczyć i tyle. Na drodze bywają dziury i wyboje, a jednak jedzie się do przodu.
Co do wpisu Azraela: "Trwa dyskusja – jaką opozycją będzie Prawo i Sprawiedliwość?" Ale gdzie trwa? Kto dyskutuje? Wszystko jest jasne. Pod kierownictwem Generała J.Kaczyńskiego i Pułkownika Przemysława Gosiewskiego, przy wtórze werbli adiutantów pokroju Karolu Karskiego, Marka Suskiego i sanitariuszki Joli Szczypińskiej. Kto dyskutuje, ten opóźnia krok. Zostaje w tyle. Nie ma miejsca dla maruderów w Kompanii Braci.
Dalej Azrael peroruje, że "nie ulega już wątpliwości, (...) że tylko Jarosław Kaczyński będzie podejmował decyzje. Nie Komitet Polityczny, nie zarząd partii – tylko sam wódz".
Zawsze było tak, że to prezes podejmował decyzje. Komitet Polityczny i wszystkie inne władze statutowe mają w rzeczywistości tylko głos doradczy. Nie bez znaczenia, bo znam kilka przypadków strategicznych decyzji, w których zdanie prezesa było inne niż ostateczna decyzja.
I dalej pisze Azrael: "To dobrze, że tak będzie. Bo jego decyzje, jego model prowadzenia partii, polityki wewnętrznej i zewnętrznej doprowadzi szybko do dekompozycji, demontażu i w efekcie rozpadu tego ciała, które tylko z nazwy jest partią polityczną".
Jak na razie tak jest i nie prowadzi to do zagłady partii. Wręcz przeciwnie. Oczywiście, znam głosy fachowców od polityki, którzy prorokują, że JK zmierza prostą drogą do powtórki z Porozumienia Centrum. Ale to nie te czasy mili Państwo. Od chwili, gdy partie są finansowane z budżetu państwa, rozpadają się tylko te formacje, które nie miały silnego, a raczej megasilnego przywództwa. To dzięki niemu Donald Tusk jest dzisiaj u władzy, choć wielu wróżyło mu rozpad PO po tym, jak ta partia w 2005 roku znalazła się w opozycji, doznając potem porażki w wyborach prezydenckich. Czym różniła się polityka partyjna Tuska od dzisiejszej Kaczyńskiego? Praktycznie niczym. Prócz tego, że Tusk rzadziej stosował zagrania "per force". To dlatego tak długo miał kłopot z Janem Rokitą. Paradoksalnie, zagranie PiS-u z Nelly tylko ułatwiło Platformie usunięcie "premiera z Krakowa" na daleki plan.
Azrael pisze: "W samym Kaczyńskim i Prawie i Sprawiedliwości jest zbyt dużo sprzeczności, aby ta konstrukcja się dalej utrzymała, aby ten projekt dalej mógł funkcjonować".
Ale nie podaje żadnych racjonalnych przesłanek dlaczego tak miałoby się stać. Co więcej, poza postawą życzeniową, nie podają takowych także Zalewski z Dornem i Ujazdowskim. A Kaczyński wie, ze nie stworzą dla niego żadnego zagrożenia poza PiS-em. Bo nie mają nic z tego, co mieli Kaczyńscy w 2000 roku. Wtedy było pusta na centroprawicy po rozpadzie AWS. Dziś miejsce jakie mogliby zająć postulatorzy reform i centryści z PiS, zajmuje rządząca Platforma. Kaczyńscy mieli temat, który porwał tłumy i ministra-męczennika wyrzuconego przez Jerzego Buzka z rządu. A co mają kontestatorzy jego dzisiejszej polityki? Podkreślanie, że prezes jest świetny tylko wokół niego za dużo żołnierzy,a za mało takich lojalnych PiS-owców jak Zalewski czy Dorn.
"Drugim elementem, który przyczyni się do rozpadu Prawa i Sprawiedliwości – jest faktyczny brak programu". Bo Jarosław Kaczyński nie ma, po pierwsze, żadnej oferty programowej dla inteligencji, młodzieży, klasy średniej, po drugie – od Prawa i Sprawiedliwości odrzuca większą część społeczeństwa zarówno styl, język – jak i ludzie, którzy pozostali w orbicie Jarosława Kaczyńskiego".
Co do języka i stylu - zgoda. Ale MIMO niego, na PiS zagłosowało ponad 5 mln ludzi. Więcej niż w 2005 roku, gdy nie było jeszcze układu na sztandarach. A program? A która partia go ma? Na PO wiele osób głosowało, bo podatek liniowy, bo JOW, bo tanie państwo i rezygnacja z kasy w budżecie. Tyle, że nie wierzę, ze cokolwiek z tego zostanie zrealizowane. Bo nawet jeśli Platforma zgłosi projekt, nie ma wystarczającej siły, by go przepchnąć. A na wiele z tych postulatów nikt inny się nie zgodzi. Ba, niema na nie zgody nawet w samej PO.
Azrael puentuje: "Potrzebny jest impuls, który pozwoli na włożenie klina w Prawo i Sprawiedliwość. I taki klin jest już gotowy. Są to komisje śledcze, w sprawie śmierci Barbary Blidy i akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa. Kaczyński nie może „zrzucić z sań wilkom” Zbigniewa Ziobro, bo nie wykluczone, że ten używał swoich wpływów nie tylko przeciwko oponentom swoim i szefa partii."
Ciekawe, że sam PiS takie komisje postuluje. A PO jakoś przycichła w swoich postulatach wyjaśniania. Coraz mniej o przeszłości, patrzmy w przyszłość. Dlaczego? Czyżby obawa, że okaże się, że jednak politycy PiS niczego nie nadużyli? Albo, ze nie ma na to dowodów? Pożyjemy, zobaczymy. Ale Azrael nie ma racji w jednym: PiS nie zginie. Nie ma komu go zabić.


Komentarze
Pokaż komentarze (72)