Jeden z moich ulubionych salonowych autorów, czyli Free Your Mind pochyla się nad moją dzisiejszą czołówką w "Dzienniku". Ocenia go po swojemu - pełne prawo. Ja postanowiłem nieco polemizować.
Artykuł nie jest o tym, że PiS jak diabeł święconej wody boi się referendum. Takie sformułowanie, przyznaję, że mojego autorstwa, znalazło się w tekście. Ale nie ono jest istotą rzeczy. Od początku w Sejmie istniało porozumienie władz wszystkich czterech formacji, by Narodu o zdanie nie pytać. "Po co, skoro we wszystkich sondażach zwolennicy UE mają tak wyraźną przewagę?" - argumentował Jarosław Kaczyński. Na pewno inteligentniej niż jego następca w fotelu premiera Donald Tusk, który po przyjęciu uchwały sejmowej o drodze ratyfikacji stwierdził, że referendum nie miałoby sensu, bo przecież "nie oszukujmy sie, nawet posłowie nie przebrnęli przez treść traktatu, więc na pewno nie zrobi tego także społeczeństwo".
Zgoda była, wyłamać się miała tylko grupa ok. 1/3 klubu PiS. Część z nich chciała referendum, większość w ogóle nie chciała traktatu. Wydawało się, że wszystko jest pozamiatane.
Tyle tylko, że J.Kaczyński doszedł do ściany za którą są Marek Jurek, LPR i znaczna część prawicy, która w PiS nie jest. A zaraz za tym musiał dojść do wniosku, o czym donosi dzisiejszy "Nasz Dziennik", że przynajmniej trzeba się czymś odróżnić od Platformy. Więc postawił na argument, że jeśli w ustawie nie znajdzie się gwarancja, że jednostronną deklarację o moralności można wypowiedzieć jedynie za zgoda prezydenta, to znaczy, że PO-PSL-LiD mają niecne zamiary. Chcą wykorzystać PiS do ratyfikacji dobrze wynegocjowanego traktatu, a potem za plecami prezydenta zrezygnować z uzyskanych wyłączeń. Zadyma jaką od wczoraj mamy w Sejmie to tylko potwierdzenie "obaw" PiS-u.
Oczywiście, że PO, ani LiD, ani PSL za referendum nie są, bo wtedy głośno rozbrzmiewa głos przeciwników traktatu a to im do niczego nie jest potrzebne. Ale mimo to wczoraj najpierw Sławomir Nowak, a potem Jacek Saryusz-Wolski mówią wyraźnie i mocno: "jeśli ustawa nie przejdzie w Sejmie, zrobimy referendum". Skąd ta zmiana? Nagle stali się orędownikami wypowiedzenia się przez Naród? A skąd! Oni wiedzą, co to oznacza dla PiS. Tak samo jak Wojciech Olejniczak, który przed chwilą w Sejmie także opowiedział się za referendum. Ciekawe, czy dziś w Radio Maryja Nowak (anie nie Jerzy Robert), czy Olejniczak doczekają się ciepłego słowa. W końcu są w tej sprawie bardziej radiomaryjni niż PiS :)
A dlaczego rządzący w PiS tak się boją referendum? Bo w kampanii referendalnej musisz być, parafrazując biblijnego proroka, albo zimny, albo gorący. Letnich się "wypluwa". A PiS jest letnie w sprawie traktatu. Chciałoby dać Panu Bogu świeczkę (w tym wypadku - Prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu), a diabłu (niech osoba duchowna wybaczy, ale w tym wypadku to o. Tadeusz Rydzyk i znaczna część wyborców PiS) ogarek. Świeczką jest takie działanie, by traktatu nie odrzucić, ale nim pograć przed "diabłem". Pokazać, że nie jest się Platformą. Że jest się "za, a nawet przeciw". A ogarkiem - złożony wczoraj własny projekt ustawy.
FYM pisze: "W Dzienniku postawa PiS-u, tak jak i w innych mainstreamowych mediach przedstawiana jest jako zaskakujące warcholstwo". Drogi Autorze - a gdzież to wyczytałeś? Mnie dziwi jedno (choć nie dziwi, bo zdaje się znam przyczyny), że PiS było za, a dzisiaj jest przeciw. Że dla doraźnego interesu ryzykuje odrzuceniem czegoś, co uważało za świetne i wywalczone. Warcholstwo, z tego co pamiętam klasyka, uprawiał kto inny. Jarosław kaczyński był wówczas specjalistą od chamstwa :)
FYM pisze: "W Dzienniku postawa PiS-u, tak jak i w innych mainstreamowych mediach przedstawiana jest jako zaskakujące warcholstwo". Drogi Autorze - a gdzież to wyczytałeś? Mnie dziwi jedno (choć nie dziwi, bo zdaje się znam przyczyny), że PiS było za, a dzisiaj jest przeciw. Że dla doraźnego interesu ryzykuje odrzuceniem czegoś, co uważało za świetne i wywalczone. Warcholstwo, z tego co pamiętam klasyka, uprawiał kto inny. Jarosław kaczyński był wówczas specjalistą od chamstwa :)



Komentarze
Pokaż komentarze (50)