W TVN24 Przemysław Gosiewski u Justyny Pochanke. No i oto dostajemy nową wykładnię PiS-owskich propozycji. Otóż szef klubu PiS mówi, że nie chodzi o zabezpieczenie wywrócenia traktatu. Przyznaje, że każda zmiana, także wypowiedzenie protokołu brytyjskiego, wymaga zmiany traktatu. A więc znów: konferencja międzyrządowa, negocjacje, ustalenia, a po nich procedura ratyfikacyjna, a więc projekt ustawy rządu, 2/3 Sejmu, 2/3 Senatu i podpis prezydenta.
O co więc chodzi PiS? Gosiewski wyjaśnia: by żaden rząd nie mógł ROZPOCZĄĆ negocjacji nad zmianą traktatu. Czyli PiS chce stworzyć nadzwyczajną ścieżkę do wyrażania zgody przez parlament i prezydenta zgody na zwołanie konferencji międzyrządowej. Prawda, że to nowość?
Bo dotąd logika PiS była taka: jeśli nie będzie preambuły i zabezpieczenia, że bez parlamentu i prezydenta nie da się zmienić traktatu, to Donald Tusk czy każdy inny premier będzie mógł sobie wypowiedzieć protokół brytyjski czy mechanizm Joanniny, ot tak. Dzwoni Tusk do Angeli Merkel i mówi: już się zgadzamy. Tak przedstawiają to politycy PiS. Aż do szczerej wypowiedzi Gosiewskiego.
Co go zmusiło do szczerości? Przytoczenie porannej wypowiedzi szefa UKIE Mikołaja Dowgielewicza, który w rozmowie z Katarzyną Kolendą-Zaleską mówił, że nie rozumie stanowiska PiS, bo każda zmiana w traktacie sprawia, że de facto jest to nowy traktat.
PS: "Nasz Dziennik" napisał dziś odkrywczy artykuł o raporcie komisji Adama Lipińskiego w sprawie kampanii wyborczej. Odkrywczy, bo sam w "Dzienniku" pisałem o nim ze trzy artykuły, szczegóły ustaleń przedstawiając po kongresie PiS na początku grudnia. Nie jest więc żadną sensacją, że raport najbardziej uderza w spin doktorów i Joachima Brudzińskiego. Nie jest też również, że Jarosław Kaczyński nie zgodził się na wyciąganie żadnych konsekwencji. I nie jest, że spora grupa działaczy na czele ze Zbigniewem Ziobro i Gosiewskim na takie dictum sie nie zgadza. Ale "prezes locuta, causa finita". Trwa więc podgryzanie. Najlepiej żywią się na nim media. W tym także "Dziennik", który kilkanaście dni temu wstrząsnął PiS-em pisząc o wewnętrznym podziale na "Wiejską" i "Nowogrodzką". Pierwszą grupę spaja Gosiewski i tworzy ją wokół klubu. Druga to ludzie w orbicie Brudzińskiego i spin doktorów. Wszyscy byli oburzeni, ale w kuluarowych rozmowach nikt nie zaprzeczał.
A co dzisiaj czytam w "ND'; piórem mojego dawnego redakcyjnego kolegi Wojciecha Wybranowskiego? Że "działacze PiS obawiają się jednak, że Jarosław Kaczyński nie zdecyduje się na wyciągnięcie personalnej odpowiedzialności wobec winnych błędów kampanii wyborczej i zostaną one popełnione po raz kolejny". To prawda, tyle tylko, że było to głównym tematem ze dwa miesiące temu, a nie dziś. Co jeszcze? "Bielan na kilka tygodni przed prezentacją raportu rozpoczął - ich zdaniem - "walkę o życie". Nasi rozmówcy są przekonani, że informacje o "frakcji młodych", jakie niedawno pojawiły się w "Dzienniku", to przeciek kontrolowany. W ten sposób - zdaniem naszych rozmówców - usiłuje się wmówić Kaczyńskiemu, że młodzi politycy PiS tworzą "własną frakcję". - Przynajmniej jedna z tych publikacji to klasyczna tzw. wrzutka. Zresztą, niech pan sam spojrzy - najpierw jeden z dziennikarzy, znany z dobrych kontaktów ze spin-doktorem, publikuje "przeciek" stawiający osoby niewygodne dla szefa sztabu w niekorzystnym świetle, po czym kilka dni później zamieszcza wywiad z Bielanem. Wierzy pan w takie przypadki? - śmieje się jeden z posłów PiS."
Więc po primo: Walkę o życie Adam Bielan toczył, ale zaraz po kampanii. Wygrał ją, gdy prezes wprowadził abolicje dla wszystkich wybierając w styczniu nowe władze.
Po secundo: jeśli ktokolwiek mysli, że publikacja w "Dzienniku" przekona prezesa PiS, że coś tam się dzieje w jego partii, to chyba sobie kpi z rzeczywistości. Różni politycy PiS walczą o dostęp do ucha prezesa, by osobiście mu o tym opowiadać. Nierzadko osiągają sukces. Publikacja, głównie w niemieckich mediach, najcześciej wywołuje efekt odwrotny do zamierzonego. Więc teza z gruntu fałszywa.
Po tertio: nie pisałem o żadnej "frakcji młodych", a jedynie o tym, że Gosiewski, nie mając swoich ludzi, ściągnął do ścisłej współpracy tercet Mariusz Kamiński-Adam Rogacki-Adam Hofman, dając im pełnię władzy nad medialną polityką klubu PiS. Efektem było m.in. zmuszenie do odejścia lub wyrzucenie z pracy w biurze prasowym klubu wszystkich osób kojarzonych w jakikolwiek sposób z Bielanem.
Po cuatro: red. Wybranowski cytuje anonimowego posła, który stara sie być bystry. Ale popełnia błąd w założeniu. Niemal taki jak ostatnio red. Piotr Semka pisząc, że Antoni Macierewicz w 2005 roku wystartował z list PiS (tak mu pasowało do tezy). Bo artykuł o podziale w PiS równie mocno uderzał w "Wiejską", jak i w "Nowogrodzką". Dawał tym drugim tylko tę przewagę, że Gosiewski został obsztorcowany za tworzenie samodzielnego księstwa, a oni nie, bo działają wiernie przy prezesie.
No i wreszcie, jesli założyć, że dziennikarzem o którym mówi anonimowy posęł byłem ja, to nie ja robiłem wywiad z Bielanem. mój artykuł był bodajże we czwartek, a wywiad z rzecznikiem PiS w sobotę. Robił go Robert Mazurek. Dementuję, że jestem Robertem Mazurkiem. Dementuję również jakoby Mazurek podpisywał się pod niektórymi artykułami "Mikołaj Wójcik".



Komentarze
Pokaż komentarze (60)