A o co chodzi w filmie? Trójka dzieciaków - wpadający zwykle w tarapaty Jared, jego brat bliźniak Simon (obydwaj grani przez Freddiego Highmore'a), i ich specjalizująca się we florecie siostra, Mallory (Sarah Bolger) - a wraz z nimi niedawno rozwiedziona mama Helen (Mary-Louise Parker) przeprowadzają się do domu ciotki Lucindy (Joan Plowright) - opuszczonego, wiktoriańskiego i dość zaniedbanego, zwanego Posiadłością Spiderwicka. Na pierwszy rzut oka miejsce wydaje się ciekawe, chociaż nieco przygnębiające. Z czasem dzieci odkrywają, że rodzina Grace'ów to nie jedyni lokatorzy tej ‘rezydencji'. W ścianach domu żyje zaczarowany stwór - Brownie. Dzieci wkrótce docierają również do tajemnej księgi - Przewodnika Arthura Spiderwicka po Fantastycznym Świecie, który Znajdziesz Wokół Siebie, który ma im otworzyć oczy na fantastyczny, niewidzialny, magiczny i czasem niebezpieczny świat goblinów, strachów, wróżek i duchów. Na ich drodze staje również monstrualny ogr Mulgarath (Nick Nolte) i widać jasno, że nie cofnie się on przed niczym, żeby tylko dostać w swoje ręce Przewodnik.
A dalej mamy już do czynienia z walką armii goblinów i rozmaitych innych czarnych, acz niewidzialnych, charakterów z trójką dzieci, do których dołącza matka. Oczywiście jest infantylnie, mało ambitnie, a widz może się czasem zaśmiać i to nie z dowcipnego tekstu (choć takich kilka też w filmie znajdziemy) lub pomyśleć, że to wszystko już gdzieś widział. Jak wspomniałem na początku film ma wiele podobieństw do „Jumanji" (motyw domu i jego tajemnicy, którą odkrywa dziecko) czy „Opowieści z Narni" (niewidzialny, fantastyczny świat, do którego przejście znajduje się w domu). Jednak nie można powiedzieć, że „Kroniki Spiderwicka" to słaby film i w dodatku jeszcze mało oryginalny. Jest oparty na popularnej za Oceanem książce dla dzieci i nie można wymagać, by było to jakieś szczególnie interesujące kino dla starszych niż kilku- bądź kilkunastoletnich dzieci. Myślę, że w grupie wiekowej, do której film jest adresowany (oceniam ją jako 7-14 lat) powinien odnieść sukces. Jest to dobra, wartka i ciekawa opowieść, która spodoba się niejednemu najmłodszemu widzowi, który szuka filmów podobnych do tych, które już zna i lubi. Dzieci lubią oczywiście nowości, ale zupełnie nowy, a dodatkowo jeszcze jakiś szczególnie niekonwencjonalny, film może mieć problem ze zdobyciem zaufania młodego widza. A takie „Kroniki Spiderwick" to coś, co z pewnością może zaskarbić sobie sympatię młodych widzów. Jest miło, ale i trochę strasznie. Dzieci są bohaterami, które pokonują zło. A poza tym łatwo wciągnąć się w oglądaną historię i wyobrazić sobie, że jest się jej elementem. A dla dziecka oglądającego film błyskotliwe dialogi, świetne zdjęcia czy znakomity montaż to sprawy drugo- bądź nawet trzeciorzędne.
Najważniejsze jest, aby młody widz miał rozrywkę z oglądanej bajki. Pamiętajmy, że „Kroniki Spiderwick" to bajka. Nie jest to film na miarę „Króla Lwa" czy „Shreka" i zapewne nie przejdzie do historii jako jeden z największych przebojów kina dziecięco-młodzieżowego, ale uczy (przyjaźń, współpraca międzyludzka, rodzina, miłość - te wartości z pewnością niesie ze sobą) bawiąc. A to klucz kinematografii skierowanej do najmłodszych widzów. Dzieciom to się może spodobać.
Film trafi na ekrany kin w całym kraju 7 marca, w piątek.
Zwiastun "Kroniki Spiderwicka" możecie obejrzeć tutaj.



Komentarze
Pokaż komentarze